Wywiad z Facundo Arana dla La Nacion (tłumaczenie)

Rozmowę z aktorem i muzykiem Facundo Arana przeprowadziła Mariana Aras. Wywiad nagrano 19/09/2017, a opublikowano 02/10/2017.

  • W programie spotykamy się z mężczyznami i kobietami, którzy inspirują nas swoją kreatywnością. Motywują nas swoim twórczym podejściem do życia. Dzisiaj naszym gościem jest aktor i muzyk, który odważnie i szczerze przyjmuje to, co przynosi mu życie. Zawsze tak postępował. Pierwsze kroki w muzyce stawiał grając na saksofonie w metrze w Buenos Aires. Nagrał już trzy płyty. Wcielał się w postaci bohaterów, którym oddał część siebie. Ma swój własny styl gry filmach, telewizji, teatrze. Jest laureatem nagród Martin Fierro, Florencio Sanchez, ACE (Asociación de Cronistas del Espectáculo) w teatrze i w telewizji. Dziś gościmy i mówimy „Bienvenido” Facundo Arana. Witaj Facundo!

Witaj Mariana! Jak się masz?!

  • Cieszę się, że jesteś z nami.

To dla mnie zaszczyt. Każde spotkanie z Tobą to przyjemność.

  • Też lubię się spotykać z Tobą. Co wzbudza w Tobie kreatywność? Co rozbudza w Tobie twórczego ducha?  Co sprawia, że tworzysz? Co? Jakie uczucia? Jakie emocje?

Noc… I każda sekunda życia, przeżyta w sposób, który pobudza wszystko to, co jest niezbędne w tworzeniu. I pragnienie, żeby kiedyś wszystkie te przeżycia zbiegły się w jednym punkcie.

  • Bardziej odpowiada Ci proces twórczy – tworzenie postaci, pisanie, czy tworzenie czegokolwiek innego, czy też wolisz ten moment, kiedy wszystko jest już gotowe, a Ty stajesz przed publicznością i zmieniasz się w kogoś innego?

Wszystko to jest czystym szaleństwem. We wszystkim są święte chwile. We wszystkim. Ten moment, w którym przychodzi na ciebie oświecenie, kiedy zdajesz sobie sprawę, że narodził się pomysł i nie chcesz, żeby zniknął… To są sny, marzenia. One są twoje. Należą do ciebie. Ale kiedy budzisz się rankiem, zapominasz je. Potrzebujesz ich, ale ich nie ma. Ta chwila jest święta. Ten moment, kiedy widzisz, że wszystko powoli nabiera kształtu. Teraz już wiem z doświadczenia, że to co próbuje się stworzyć, może się nie udać, ale będzie to część procesu twórczego. To czysta magia.

  • Lubisz ten proces?

Uwielbiam go. A jeszcze bardziej lubię prezentować to publiczności. Znacznie bardziej! To jest magiczne! To jest piękne! 

  • Kiedy coś nie działa, lub projekt który naprawdę Ci się podoba nie rozwija się, co wtedy robisz? Ustępujesz, czy uparcie przy nim trwasz?

To różnie bywa. Czasami jeśli coś nie działa, skłaniam się ku czemuś innemu. Jeśli człowiek z zainteresowaniem obserwuje to co się dzieje każde dnia…

  • W teraźniejszości…

Tak, w teraźniejszości. Trzeba to śledzić z zainteresowaniem. I nie tracić czasu, a mieć odwagę zagubić się w czasie. Może się wydawać, że to tylko gra słów, ale tak nie jest. To wspaniały sposób na życie, który odkryłem i go wybrałem.

  • Pewien francuski wspinacz – nazywał się Lionel Terray, był z tych, którzy w dawnych latach zapoczątkowali wpinanie się na trudne do zdobycia szczyty. Powiedział coś takiego: Po wejściu na szczyt góry znajdziesz tam zimną, twardą skałę, ale najważniejsza jest zawsze ta idea, ten ukryty sens, który każdy człowiek podejmujący wspinaczkę wkłada w swoje marzenie. A jakie marzenia i ideały zachęciły Cię do wspięcia się na Aconcaguę i Mount Everest. Nie wiem, czy były jakieś inne góry, pewnie były…

Tak. To za każdym razem były inne motywy, ale miały ze sobą związek. Jeśli chodzi o Aconcaguę, to wtedy jeden z moich przyjaciół zachorował na raka. Jechałem wtedy furgonetką z przyczepą campingową z Jujuy w kierunku Mendozy. W Jujuy spotkałem się z przyjacielem, u którego właśnie zdiagnozowano raka. Zobaczyłem Aconcaguę i poszedłem przynieść mu kamyk z najwyższego punktu, do którego dam radę dosięgnąć. Uświadomiłem sobie, że sam będąc jeszcze dzieckiem miałem raka. Zszedłem w dół z tym kamykiem i podarowałem mu go. Zejście z tym kawałkiem szczytu było bardzo symboliczne. Nie dla mnie, ale wiedziałem, że dla niego to będzie dobre. Wszystko zrozumiał. Obaj wspólnie zrozumieliśmy. Z Everestem to było coś bardziej osobistego. Nie wiedząc co się ze mną będzie działo, doszedłem do szczytu i zadzwoniłem do rodziców, żeby zadedykować szczyt tym dwóm osobą, które szły ze swoim synem trzymającym się ich rąk. Miałem siedemnaście lat. Byłem po limfografii. To taki zabieg, podczas którego do krwiobiegu wprowadza się płyn kontrastowy żeby przeprowadzić niezbędne badania diagnostyczne. Nie mogłem iść, ale uparcie chciałem wrócić do domu. Moi rodzice po drodze mnie podtrzymywali. Nigdy o tym nie zapomniałem. Także temu posłużył Everest. To ma związek z kreatywnością – kiedy wszystko ma sens, kiedy wszystko się łączy…

  • I Ty dobrze o tym wiesz, to ma wiele przyczyn…

Tak. Możesz rozmawiać z górą, możesz lepić coś z gliny… To wszystko jest częścią procesu. To sprawia, że myślisz o tym samym, o tym, skąd wszystko pochodzi. Mi bardzo pomaga dobra pamięć. Lubię pamiętać o pewnych sprawach.

  • A o czym, co miało na Ciebie wpływ, tak dobrze pamiętasz?

To o czym Ci opowiedziałem jest dobrym przykładem. Nie zostało mi to w pamięci jako coś ważnego, ale najwyraźniej takim było. Uświadomiłem to sobie dopiero wtedy, kiedy dotarłem w takie miejsce, kiedy wiedziałem, że jeśli Bóg mi pozwoli w nim być, to będę tam tylko jeden raz w życiu. Był to sam szczyt Everestu. Myślałem o tym i tak się stało.

  • W wieku siedemnastu lat miałaś chorobę Hodgkina?

Tak.

  • Wiele miesięcy chemioterapii?

Tak.

  • To było długie leczenie, ale wyzdrowiałeś, prawda?

Tak.

  • Czego te wydarzenia Cię nauczyły? Myślę, że czasami ludzie boją się życia. Może przez to co Cię spotkało, ten strach minął? To dlatego jesteś taki odważny, tak lubisz ryzyko. Przecież wspinanie się na takie góry jest ryzykowne.

To wcale nie jest ryzykiem. Powiedziałbym raczej, że to kwestia zwiększenia środków bezpieczeństwa, to nie balansowanie na krawędzi, ale cieszenie się tym co robisz. Jeśli skaczesz z samolotu, to skaczesz z zapasowym spadochronem, wiesz kto składał ci spadochron. Jeśli wspinasz się po górach, wiesz z kim idziesz. I nie pozwalasz sobie na błędy. Nie, to nie jest ryzykowanie.

  • Nie?

Ryzykować, to przechodzić na zielonym świetle, nie rozglądając się dookoła. To jest ryzykowanie.

  • Wielu tak robi, wpatrując się w telefony komórkowe.

Ile razy widzi się, jak ktoś przechodzi przez jezdnię wpatrzony w telefon komórkowy. Albo niby się rozgląda, ale telefon zajmuje go o wiele bardziej. To tak naprawdę jest ryzykowanie życia. Najważniejsze, to być świadomym. Możesz robić co tylko chcesz, pod warunkiem, że robisz to świadomie, że wiesz co robisz, że przygotowujesz się do tego co robisz. Jeśli tak, to nie wiem, czy istnieje ryzyko. Myślę, że przede wszystkim trzeba być ostrożnym i przygotowanym na to, co robisz.

  • Przeprowadźmy taką analogię, pomiędzy wspinaczką górską i poszukiwaniem marzeń. Zapewne w życiu chciałeś spełnić wiele marzeń.

Podczas wspinania się na góry trzeba wiele zrobić. Trzeba zaadaptować się do zmian. Są ludzie, z którymi idziesz i ludzie którzy instruują cię, jak się wspinać. I nagle wszystko może przyjąć zły obrót. Trzeba zachować spokój. Dopiero co Ci mówiłem co myślę, że wspaniale jest widzieć, że wszystko co jest blisko ciebie ma sens i wszystko co robisz ma sens. Kiedy wszystko zbiega się jednym punkcie. Kiedy wspinanie się na góry daje to samo co bezsenna noc w domu, czy pisanie, albo rysowanie. Albo kiedy się zamyślisz i nie czujesz upływu czasu.

  • Kiedy pojawiło się marzenie, żeby zostać aktorem? Jak to się zaczęło, jak przebiegało, jak przeszedłeś tę drogę? Doszedłeś do wszystkiego sam, czy inni Cię wspierali?

Kiedy byłem mały – miałem dziesięć lat przyszedł do naszej szkoły Jorge Luis Borges. Był tydzień. Przychodził z Marią Judith Molinari, pisarką. On przychodził, a ja deklamowałem mu „El cautivo”. W wieku 10 lat.

  • Wow!

Wiesz, że byłem bardzo nieśmiałą osobą.

  • Tak.

I stałem przed Borgesem po tym wszystkim, co nam o nim powiedziano! Wiedzieliśmy kim on jest. Rozumiesz?! To Twoja kropka nad i. W wieku piętnastu lat mój najlepszy przyjaciel…

  • Bardzo silne przeżycie, prawda?

„En Junín o en Tapalqué refieren la historia. Un chico desapareció después de un malón…” (Facundo cytuje z pamięci opowiadanie Borgesa). Przeczytajcie. „El cautivo” Borgesa. Któregoś dnia, w wieku piętnastu lat, przyszedł do mnie mój najlepszy przyjaciel, mój brat. On pisał, a ja rysowałem. Ciągle to robiliśmy. Tylko tym chcieliśmy się zajmować w życiu. On miał zostać trębaczem, a ja saksofonistą. Już wtedy to wiedzieliśmy. Przyszedł do mnie i powiedział: Znalazłem to, czym będziemy się zajmować! Pytam: Co to ma być? On na to: Teatr! Nie rozumiałem o czym on mówi. Teatr! Teatr! Teatr! Powtarzał Kali – tak miał na imię. Powiedział: Zajmiemy się teatrem! Odpowiedziałem: Nie! Nie interesuje mnie to. Nie rozumiem. „…Być, albo nie być…” Co to ma być?! Nalegał przez dwa miesiące. Zabrał mnie do College De La Salle, wykład miała Alicia Muzzio. To było niesamowite! Wszedłem do teatru i zobaczyłem scenę. Światło było przytłumione, paliła się tylko jedna niebieskawa żarówka. Na scenie był barowy, drewniany stół i dwa krzesła. Cały teatr był w ciemności. Wszedłem, zobaczyłem to i zrozumiałem, że… Nie wiedziałem co się działo na tamtej scenie, ale zakochałem się od pierwszego wejrzenia! Chciałem się tym zajmować, być tego częścią.

  • Chciałeś być w tej pustej przestrzeni?

Potem trzeba już było się tylko nie cofać (nie rezygnować).

  • Nie cofać się. Zawsze tak mówisz. Co to znaczy? Nie rezygnować, kontynuować?

Tak. Tak. Dokładnie tak!

  • Pracować? Podejmować wysiłek?

Tak. I cieszyć się życiem, i pozwalać sobie na przyjemności. I nie próbować szukać cały czas celu, który jest oddalony o 500 kilometrów, ale cieszyć się każdego dnia tym, co praca może ci dać. Czuć się komfortowo na pierwszych zajęciach teatralnych, być wśród innych ludzi recytując tekst, mimo że jeszcze nie potrafisz spojrzeć drugiej osobie w oczy, i zrobić to później dzięki swojej pracy. A potem dodać do tego saksofon. A potem samemu coś zdecydować. Zdecydować się na pracę i dowiedzieć się, że dali ci kopa w tyłek i odejść. Odejść, zostać bez pracy i jej szukać. Czuć się komfortowo, grając w metrze na saksofonie obok innego muzyka. Znaleźć swoją stację. Kiedy jesteś tylko czystą kartką papieru… Wszystkim nam różnie się wiodło… Kto z nas nie był chory, kto nie stracił kogoś bliskiego, nie doświadczył problemów, które mocno go poruszyły. Każdy przeżył nieszczęśliwą miłość, która sprawiła mu wielki ból. Każdy. Przecież jesteśmy ludźmi.

  • Tak. Wszyscy mamy różne doświadczenia. Taka karma?

Wszystkich nas to dotyczy. Nie wiem, czy dokonałem wyboru, jak postępować. Po prostu ruszyłem dalej. I podoba mi się ten sposób postępowania, który wybrałem dwadzieścia lat temu. Albo trzydzieści. I staram się dostosowywać do niego.

  • Stałeś się jedną z najpopularniejszych osobowości telewizyjnych. Zagrałeś w wielu udanych projektach, prawda? Muneca Brava, Padre Coraje, Sos Mi Vida, jeden z ostatnich seriali – Farsantes.

Yago!

  • Yago.

Chiquititas. Tak wiele tego było…

  • Chiquititas był pierwszym serialem…

Nie. Chiquititas był po pięciu latach.

  • Jak wpłynęła na Ciebie popularność? Lubisz to?

Ona przyszła stopniowo. Inaczej bym jej nie zniósł.

  • Dlaczego uważasz, że ona jest nie do zniesienia? To takie trudne?

Kiedy pojawia się nagle?! Kiedy wszystko dzieje się nagle?! Nagle dużo się dzieje. Nagle wszyscy zaczynają się z tobą witać. Idziesz ulicą i witasz się z wszystkimi. Trzeba się dostosować, a to nie jest łatwe. Nawet jeśli jesteś dobrze wychowany. Ja dzięki Bogu pochodzę z dobrej rodziny. Nie sposób umieć radzić sobie z tym wszystkim, kiedy nagle przychodzi sława, przychodzą pieniądze, możliwości. Nagle wszystko to, co było wcześniej przyjmuje inne kształty. Nie wiem czy jest ktoś, kto byłby w stanie sobie dobrze z tym poradzić. Ze mną wszystko działo się stopniowo i jestem za to bardzo wdzięczny. W tamtym czasie, kiedy w 1998 roku pojawiło się Chiquititas pracowałem w telewizji bez jednego dnia przerwy od 1993 roku. I to dobrze, bo pracowałem z Cris Moreną i z Gustavo Yankelevichem, a prowadził mnie Marcelo Rey.

  • To Twój przedstawiciel. Kochasz go bardzo?

Tak. Tak. To brat, ojciec chrzestny, przyjaciel.

  • To takie ważne, żeby mieć takiego człowieka, który kieruje, pomaga zrozumieć zawód, pomaga dokonać wyboru?

Kiedy potrzebujesz mentora, to absolutna podstawa. Kiedy już nie potrzebujesz mentora, potrzebujesz człowieka, który poda ci rękę, kiedy się potkniesz, albo złapie cię za nogę, kiedy odlatujesz na księżyc i powie: Uspokój się! To jest strasznie ważne…

  • To Maria?

Maria, dzieci… Bogu dzięki…

  • Maria Susini, Twoja żona.

Moja żona.

  • Wszyscy wiedzą, ale powiedzmy to.

Ona jest kobietą z tego samego środowiska. To dla mnie wielka zaleta. Tak. Maria jest na pierwszym miejscu. Moje dzieci. Moje siostry. Moi przyjaciele. Moja mama. Mój ojciec do ostatniego dnia jego życia. Dzięki Bogu mam wiele wsparcia. Dostaję wiele wsparcia i wspieram moich bliskich, obejmuję ich obiema rękami i całym sercem. Rozumiesz?

  • Tak. Umiesz być wsparciem.

To właściwie nie jest wspieranie się. Wszyscy nawzajem się obejmujemy. I każdy robi swoje. Adwokat zajmuje się prawem, gospodyni zajmuje się domem, wszyscy mamy pracę i wszyscy mamy wspaniałe życie i staramy się nim cieszyć póki trwa.

  • Facu, po raz pierwszy usłyszałeś dźwięk saksofonu jadąc z ojcem samochodem? I wtedy wszystko się zaczęło? Nie chciałeś oduścić i rodzice w końcu powiedzieli: No dobrze, damy Ci ten saksofon.

Nie umiem rezygnować.

  • Nie chcesz zrezygnować z saksofonu?

Z niczego nie chcę rezygnować.

  • Udało Ci się stworzyć już trzy płyty.

Dwie i pół.

  • I pół?

Trzecia…

  • Jest nowa płyta?

Nie, trzecia płyta…

  • Nagrałeś płytę z Chiquititas. Tak czy nie?

Oczywiście. To miałaś na myśli…

  • No jasne. Więc są już Twoje dwie płyty, a trzecia powinna się ukazać?

Powinna. Na razie powstaje, zanim zostanie wydana, trzeba ją przygotować.

  • Jak Ci się to wszystko udaje? Dla przykładu, telewizja, aktorstwo, teatr – wszystko stało się nagle, jak błyskawica. A z muzyką jest spokojniej, wolniej. Oczywiście zawsze się tym zajmowałeś, ale robiłeś to inaczej. Którą płytę bardziej lubisz?

Każda płyta, to szaleństwo, bo wiele lat o nich marzyłem. Nie liczę tego czasu od momentu wydania płyty.

  • Jasne.

Liczę czas od samego początku. Pamiętam tę gałkę… Mój ojciec prowadzi samochód i przekręca gałkę, a z radia rozbrzmiewa solo na saksofonie. Od tego czasu minęło całe życie, wiele lat, kiedy o tym marzyłem, chciałem tego. Potem postanowiłem zacząć to robić i uparcie pracować. Później postanowiłem grać i śpiewać przed publicznością. W wyniku tej długiej podróży wszystko to przerodziło się w dwie płyty. Swego czasu, w Chiquititas Cris powiedziała: Nie będziemy robić tej piosenki. A ja powiedziałem: Chcę zaśpiewać Estoy Loco! Zaśpiewam!

  • Nie ma w Tobie żadnej nieśmiałości!

Nie rozumiesz! Nie umieć z tym skończyć, nie oznacza zaczynać od zera. To znaczy burzenie ściany, która jest za tobą, której nikt nie widzi.

  • A teraz wystąpisz z UB40. Zagrasz jako ich support?

Tak. Na rozgrzewkę. Pomożemy im trochę. Dla mnie to zaszczyt.

  • Świetnie!

Tak!

  • To dobre doświadczenie.

Urodziłem się w 1972 roku. Całe życie znam UB40.

  • Jasne.

To ogromy zaszczyt zagrać przed nimi. A poza tym, to oni wybrali nas na swój support. Słyszałaś o tym?

  • Wiem, że przesłuchali Twój materiał.

Rozumiesz?!

  • To świetne.

Też mi się wydaje, że to jest świetne. Ważne. Dla mnie. Dla mojej historii. Dla naszej grupy. Świetnie, że możemy to zrobić. To będzie wspaniały wieczór.

  • Jak nazywa się Wasz zespół?

Mamy wiele nazw.

  • Wybierz jedną.

Na potrzeby koncertu z UB40 – The Blue Light Orchestra. Ale tak naprawdę jesteśmy grupą ludzi zajmujących się muzyką. Wymyśliliśmy nazwę, żeby wydać płytę z coverami utworów innych muzyków. Najpierw zrobiliśmy płytę z najlepszymi naszym zdaniem utworami wszech czasów spośród rocka, rytmu i bluesa. Nagraliśmy tą płytę i dużo występowaliśmy z tym repertuarem. A później Damian Amato z Sony spytał: A co z Twoimi własnymi piosenkami? Odważysz się? Odpowiedziałem: Tak! Razem z Chino Asencio zabraliśmy się do pracy i każdego dnia powstawała jedna piosenka. Za każdym razem, kiedy się spotykaliśmy! Stworzyliśmy utwory, których można słuchać na platformach muzycznych na całym świecie!

  • Tak. Ale to już inna historia, prawda?

Tak. To kolejna historia.

  • Facu, teraz porozmawiajmy o sztuce Los Puentes de Madison z Araceli Gonzalez. Z Twoją postacią – Robertem, masz pewnie wiele wspólnego? To fotograf, zapalony podróżnik, który lubi naturę. Jest życzliwym, serdecznym człowiekiem. Jak podszedłeś do tej postaci? Jak pracowałeś nad rolą? Czy to było trudne? Czy to dobra sztuka?

Wyglądało to tak: Do tego przedsięwzięcia zaprosił mnie Javier Faroni. Powiedział: Będziemy przygotowywać sztukę. Zgodziłem się od razu. Kiedy wspomniał, że chodzi o Mosty Madison, po prostu nie sposób było odmówić. Powiedział mi jeszcze, że jeśli ja nie zagram, to on nie zrobi tego spektaklu.

  • Wow!

Poczułem się bardzo dobrze. Poczułem się taki ważny, doceniony. Powiedziałem: Zobaczymy… Zacząłem czytać książkę. Pomyślałem też, że świetnie będzie pracować z Araceli. Tak to było. To była świetna okazja. Spektakl wyreżyserował Indio Romero. Wszystko tak świetnie się zapowiadało, że nie chciałem przegapić takiej okazji.

  • Jasne.

Znasz Indio. On jest…

  • Jest świetnym reżyserem.

Tak. Ta sztuka to taki „cukiereczek”. Taką pracę przyjmuje się choćby dla jej historii. Tak jak Ci mówiłem, trzeba następnego dnia usiąść spokojnie, pomyśleć i uśmiechnąć się. Tak naprawdę składamy się z takich właśnie momentów, z dobrych wspomnień. Ta praca stanie się jednym z takich wspomnień.

  • W teatrze jest trudniej niż w telewizji? Czy czujesz, że praca w teatrze jest dla Ciebie bardziej złożona? Każdego wieczoru odtwarzasz jedną i tą sama rolę, stajesz przed publicznością…

Słuchaj…

  • Jak odbierasz tą różnicę? Mówisz, że w teatrze nie da się oszukiwać. Trzeba wszystko robić szczerze. Jeśli gdzieś oszukasz, to później wyjdzie.

Widzisz… Jeśli jesteś uczciwy, jeśli lubisz patrzeć na siebie w lustrze, wiedzieć wszystko takim jakim jest, to nie możesz oszukiwać. Telewizja jest jak wielka, szybka fala, a ty masz tylko małą deskę. To nie jest idealna fala. W tej fali jest mnóstwo adrenaliny. Pędzisz i wszystko może się zdarzyć!

  • Tak.

Musisz umieć po niej surfować. A w teatrze fala jest idealna. Na niej popłyniesz doskonale. Znakomicie się przygotujesz. Każdego dnia będziesz cieszyć się tą samą falą, ale z innymi widzami, którzy przychodzą na ciebie popatrzeć. I możesz płynąć po tej fali w taki sposób, w jaki to wyćwiczyłeś. To wynik, którego nie ma potrzeby zmieniać. Kiedy jako artysta osiągniesz najlepszą wersję swojej postaci, to już wszystko! Potem już tylko przygotowujesz się każdego dnia i pokazujesz to! W telewizyjnej rutynie do jakiej przyzwyczaiłem się w serialach nagrywa się po wiele scen dziennie. Każda scena jest inna. W jednej scenie płaczesz i pęka ci serce. W następnej scenie cieszysz się jedząc kolację z przyjaciółmi, a oni zaśmiewają się z tego co wydarzyło się poprzedniego wieczoru. A do tego grasz jeszcze to, co wydarzy się pojutrze. To zupełnie co innego.

  • Facu, Twoim wielkim marzeniem było założenie rodziny. Nie wiem, czy to było marzenie, czy tak jak mówisz: Czasami życie zaskakuje… Pojawiła się Maria, coś zaiskrzyło i powstała rodzina z trójką dzieci. Jak to jest? Czy to trudne, czy łatwe? Podoba Ci się to? Lubisz to? Są trudne momenty?

Słuchaj, nie wiem czy jest na świecie coś bardziej skomplikowanego, niż czuć, że jesteś odpowiedzialnym za przygotowanie tych małych istot do tego, żeby jutro stali się dorosłymi i zdolnymi do życia w społeczeństwie ludźmi.

  • To trudne.

Myślę, że to jedna z najtrudniejszych rzeczy na świecie. Ale życie jest takie magiczne, że wszystko przychodzi lekko, nawet jeśli doskonale zdajesz sobie sprawę z odpowiedzialności. Dzięki tej magii wszystko staje się łatwe. A jeśli jeszcze ci się poszczęści i obok ciebie jest ktoś, kto ręka w rękę… Mi bardzo się poszczęściło…

  • Tak?

Tak. Tak. Tak.

  • Spotkałeś kobietę idealną.

Rzeczywiście. Chociaż nie wiem, czy jest choć jedna nieidealna kobieta. Ja spotkałem idealną…

  • Podoba mi się to Twoje: Nie wiem, czy jest choć jedna nieidealna kobieta.

Czuję, że taka nie istnieje.

  • To wspaniałe, co mówisz.

Cóż, dziękuję. Ale mam wrażenie, że Bóg postawił przy mnie osobę, którą ciągle odkrywam. Ciągle odkrywam ją jako kobietę, towarzyszkę życia, matkę, kochankę, żonę, przyjaciela. Ona jest moim przyjacielem, moim najlepszym przyjacielem. Mówię o niej i mam gęsią skórkę, a jesteśmy już ze sobą prawie jedenaście lat. Na myśl o niej…

  • Masz dobry przykład. Twoi rodzice przeżyli ze sobą wiele lat. Pokazali Ci obraz rodziny.

Tak… Jestem dumny z tego, jak oni przeżyli życie, byli razem do ostatniej sekundy życia mojego ojca. On odszedł jako pierwszy. Jestem z niego bardzo dumny. Jestem dumny, że rodzice nauczyli nas życia. Ale nie uważam, że rzecz jest w tym, czy jest się razem, czy oddzielnie. Współcześnie żyje się inaczej. Są dobre rodziny, w których ludzie zdają sobie sprawę, że najlepsze co mogą zrobić dla swoich dzieci, to rozejść się. Rozumiesz?

  • Czyli forma nie ma znaczenia?

Nie.

  • Treść ma znaczenie. Uczucie. Miłość.

Dokładnie tak. Jestem pewien, że jeśli kiedyś z Marią zdalibyśmy sobie sprawę, że przestaliśmy czuć to, co czujemy dzisiaj, to częścią tej ogromnej miłości, którą teraz doświadczamy, byłaby decyzja, żeby pozwolić sobie żyć własnym życiem, które byłoby lepsze w pojedynkę. Rozumiesz? Ale mówię to teraz, kiedy wszystko między nami jest wspaniale. Wszystko oczywiście jest znakomicie. Zróbmy tak… (pokazuje gest „żeby nie zapeszyć”). Wszystko u nas jest dobrze. Podoba mi, kiedy na nas patrzę. Naprawdę podoba mi się to co widzę, kiedy na nas patrzę. Widzę, że jesteśmy razem bardzo szczęśliwi. I mówimy to sobie nawzajem. Kiedy ona mi to mówi, wierzę jej. Widzę to w jej oczach i czuję, że ona widzi we mnie to, co ja widzę w niej. Nie trzeba wielu słów.

  • Niezwykła historia. Na ekrany wchodzi Adiós Querido Pep, film w reżyserii Kariny Zarfino, która pochodzi z Urugwaju, ale mieszka w Argentynie.

Tak.

  • Gra w nim Florencia Raggi. W filmie przedstawiono różne poglądy na życie i śmierć. A co Ty uważasz? Jakie są Twoje poglądy na życie i śmierć Facu?

Kiedy przyszedł moment, w którym myślałem, że wkrótce umrę, poczułem się bardzo spokojny. Uważałem, że jestem przygotowany. Ale chciałem zostać.

  • Chciałeś zostać tutaj?

Tak to wyglądało ze mną. Nikt mi niczego o tym nie mówił. A ja nie udawałem. Śmierć to mocne słowo. Wszyscy tam zmierzamy. Cokolwiek byśmy nie czuli – odejdziemy. Przyjdzie moment, kiedy w zależności od tego co czujemy w głębi duszy, przeniesiemy się do życia wiecznego, albo jak powiedział José Mujica światło zgaśnie i wszystko się skończy. Ale wydaje mi się, że najważniejsze jest to co robimy póki jesteśmy tu – na tym świecie. Co będzie potem… nie wiadomo. Dałby Bóg, żebyśmy poczuli, że żyliśmy, że było warto. Rozumiesz?

  • Dziękuję Facu.

Nie, to ja dziękuje.

  • Dziękuję.

Dziękuję bardzo, Mariana. To zawsze jest wielka przyjemność.

https://youtu.be/nSvq6NdRMUQ

Źródło wideo: http://www.lanacion.com.ar/2068533-facundo-arana-el-momento-en-que-una-idea-toma-forma-es-sagrado

Źródło zdjęcia: https://twitter.com/PersonajesTV

Wywiad ukazał się w formie wideo, wiec gdyby nie Ludmiłka z Mundo Latino Rusia, nie miałabym najmniejszych szans na jego przetłumaczenie. Ludmiłka przetłumaczyła go ze słuchu na rosyjski i udostępniła na forum tekst, a dzięki temu ja mogłam przetłumaczyć go na polski. Jak zwykle w moim wykonaniu, w większości jest to tłumaczenie, a we fragmentach, z którymi sobie nie poradziłam – interpretacja.

PS Wzorem dziewczyn z Mundo Latino Rusia próbowałam zrobić to tłumaczenie w formie napisów do filmu, ale nie umiałam sobie poradzić 😳  więc opublikowałam je w tradycyjnej formie i wyszedł mi mega długi post, ale chyba Wam to nie przeszkadza 😉

Reklamy

4 thoughts on “Wywiad z Facundo Arana dla La Nacion (tłumaczenie)

  1. Anko, máš můj velký obdiv a skládám ti poklonu za tvůj nádherný blog o Facu. Ráda sem chodím a je vidět, že to děláš s láskou. Jen tak dál! Přeji ti mnoho zdaru do další práce a co nejvíce novinek o Facu. Díky za to vše.

    Polubienie

    • Děkuji! Dziękuję. Jesteś bardzo miła. Robię to, bo lubię i sprawia mi to przyjemność, tylko tak jak wszystkim w dzisiejszych czasach ciągle brakuje mi czasu. Pozdrawiam.

      Polubienie

      • I ja jestem pod wrażeniem-super długi ten wywiad i tyle zawiłości , które rozgryzłaś! Uwielbiam czytać te wywiady i jak przypuszczałam nadal jestem wielką fanką bloga i twojego wkładu pracy…A wywiady zawsze są takie głębokie, ciepłe, że miło się w nie zagłębić. Tak ładnie je tłumaczysz, ze stanowią nadal opowieść a nie jakieś krótkie informacje wyłonione z całości. Ostatnio obejrzałam „źródło” Mostów – „Co się wydarzyło w Madison Country”, skoro nie da się iść do teatru-niestety i też dzięki Tobie, teraz jeszcze bardziej żałuję , że nie mogę zobaczyć sztuki z Facundo. Te Twoje wpisy to taki promyczek na każdy dzień…

        Polubienie

      • Wow! Wielkie dzięki za takie miłe słowa! Robiąc te moje pseudo tlumaczenia ciągle się boję, że na bloga trafi kiedyś ktoś ze znajomością hiszpańskiego i rosyjskiego, i zjdzie mnie od stóp do głów za to, że biorę się za coś na czym się nie znam (hiszpańskiego nie znam wcale a rosyjski z którego najczęściej tłumaczę znam słabo). Ale co mi tam… robię to bo to lubię
        Pozdrawiam

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.