Kilka zdań o KORONAWIRUSIE #myjręce #zostańwdomu

Nowy koronawirus SARS-Cov-2 wywołuje chorobę o nazwie COVID-19. Choroba objawia się najczęściej gorączką, kaszlem, dusznościami, bólami mięśni, zmęczeniem. Najbardziej narażone na rozwinięcie ciężkiej postaci choroby i zgon są osoby starsze, z obniżoną odpornością, którym towarzyszą inne choroby, w szczególności przewlekłe. W trosce o nasze zdrowie należy pamiętać o częstym myciu rąk wodą z mydłem i trzeba unikać dotykania oczu, nosa i ust. Kaszleć lub kichać należy w taki sposób, żeby zakrywać usta i nos zgiętym łokciem lub chusteczką. Trzeba zachowywać bezpieczną odległość (1–1,5 m) od osoby, która kaszle, kicha lub ma gorączkę. Tyle suchych faktów i podstawowych ale ważnych informacji, które już chyba wszyscy znamy na pamięć, a przynajmniej powinniśmy znać i się do niech stosować.

Źródło: https://www.gov.pl/web/koronawirus

WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) ogłosiła stan pandemii, a w Polsce obowiązuje stan zagrożenia epidemicznego, w związku z tym na nas, jako na obywateli zostały nałożone pewne ograniczenia i restrykcje. Dla wielu osób niesie to ze sobą duże utrudnienia organizacyjne i straty finansowe, przed niektórymi pojawiło się nawet widmo bankructwa, są rodziny które walczą o zdrowie i życie swoich bliskich – muszą na przykład lecieć na leczenie za granicę, a nie mogą. To są prawdziwe ludzkie dramaty. No a w skali makro „zamknięcie” na kilka tygodni całego kraju być może spowoduje realne zagrożenie dla gospodarki. Obawiam się jednak, że znaleźliśmy się w takim momencie, że nie można było zdecydować inaczej. Mamy do czynienia ze stanem wyższej konieczności i czy nam się to podoba, czy nie musimy to zaakceptować.

Nie zamierzam tu roztrząsać tego skąd ten wirus się wziął, ani zajmować się teoriami spiskowymi, chociaż słowem, które nieodparcie ciśnie mi się na usta w związku z tą epidemią jest depopulacja. Chcę tu tak zwyczajnie i po ludzku napisać, co czuję… Nie panikuję, ale chwilami czuję strach, obawę o przyszłość, lękam się o moich bliskich… Jesteśmy dużą wielopokoleniową rodziną – są w niej dość mocno schorowani seniorzy, dorośli którzy ciężko pracują, małe dzieci, młodzież szkolna, młode małżeństwo które czeka na swoje pierwsze dziecko, ktoś pracuje za granicą, ktoś inny jest lekarzem i jest na pierwszej linii ognia, ktoś jest poważnie chory i jeśli się zarazi to będzie mieć niewielkie szanse na przeżycie, ktoś ma małą firmę która teraz nie może działać – taki przekrój polskiego społeczeństwa. Wszyscy mamy powody do obaw, jednak nie da się żyć w ciągłym strachu. Może to dobra okazja, żeby nauczyć się akceptować to, co od nas nie zależy i na co nie mamy wpływu… Ale akceptacja to nie to samo co rezygnacja, czy obojętność. Na to, że ta epidemia wybuchała nie mieliśmy wpływu, ale na to jak wirus będzie się rozprzestrzeniać już mamy wpływ i to duży. Od nas jako od takich przeciętnych „Kowalskich” oczekuje się większej higieny i mniejszej aktywności. Przydałby się też zdrowy rozsądek, pokora i pewna doza empatii. To naprawdę aż tak dużo?! To aż tak wielkie poświęcenie?! Serio?! Czy jakakolwiek impreza, mecz, wakacje, spotkanie z przyjaciółmi, zakupy, czy nawet stracone pieniądze są warte czyjegoś życia?! Wiem, że jest różne podejście do tej epidemii, na przykład to brytyjskie. Ale to nie my decydujemy. W naszym kraju podjęto decyzję o narodowej kwarantannie.  Niezależnie od moich sympatii czy antypatii politycznych ufam, że władze wiedzą co robią i że robią to dla naszego dobra, i mam nadzieję, że podjęte działania okażą się skuteczne, przynajmniej na tyle, że spowolnią rozwój epidemii – tak żeby służba zdrowia była wydolna. Nie rozumiem ludzi, który nie stosują się do zleceń i nakazów służb sanitarnych i władz i z lekceważeniem podchodzą do obecnej sytuacji. Dla mnie to nie jest żaden luz ani odwaga, moim zdaniem to kompletna głupota i ignorancja!

A jaka jest moja osobista sytuacja? Zrobiłam zapasy jedzenia i środków higienicznych na kilka dni, więc na zakupy chodzę tylko do osiedlowego sklepu po pieczywo, po powrocie z pracy przebywam w domu – nigdzie nie chodzę, ani nie wyjeżdżam, stosuję wzmożoną higienę, dezynfekuję klamki itp. Nie wiem czy to ma sens, ale dla zwiększenia odporności podwoiłam dawkę probiotyków, które biorę na co dzień i ponownie zaczęłam przyjmować witaminę D3 i C. Jeśli chodzi o pracę, to instytucja w której pracuję działa normalnie i zarząd firmy nie przewiduje żadnych ograniczeń w jej funkcjonowaniu. Mój pracodawca, a dokładniej mój bezpośredni przełożony nie zrobił absolutnie nic, żeby choć w minimalnym stopniu zadbać o bezpieczeństwo pracowników i klientów. Dziennie w firmie, w której pracuję każdy z pracowników ma kontakt z kilkudziesięcioma klientami, od których dzieli nas tylko szerokość biurka, więc zagrożenie jest duże. A mój szef na wszystkie nasze obawy czy postulaty reaguje lekceważąco i je wyśmiewa, co gorsza nie podejmuje kompletnie żadnych działań prewencyjnych. Ale co ciekawe, przestał się z nami witać przez podanie ręki i pokazuje się nam tylko raz dziennie stając w drzwiach – czyli jakieś obawy jednak ma… Szkoda, że dba tylko o własne bezpieczeństwo… Summa summarum z własnej inicjatywy zakupiłyśmy rękawiczki jednorazowe i środki dezynfekcyjne, ale czy to wystarczy, nie wiem.

W sieci jest pełno memów na temat koronawirusa – jedne są fajne, kreatywne, dające do myślenia, inne są zwyczajnie głupie. Do mnie przemówił taki tekst:

Pierwszy raz możesz uratować ludzkość „nicnierobieniem” i leżeniem przed telewizorem. Nie spierdol tego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.