Premiera „Adios Querido Pep” w Mar del Plata (24/01/2018)

W środę 24/01/2018 w Mar del Plata miała miejsce premiera filmu Adios Querido Pep, w którym Facundo Arana zagrał jedną z drugoplanowych ról. Aktor wystąpił przed pokazem i zaprezentował film:

Źródło: https://www.facebook.com/EspacioClarinOk/videos/1818752571490747/

Źródło: https://twitter.com/INCAA_Argentina/status/956271655864668161

Po raz pierwszy w życiu prezentuję jakiś film. Nie mogę w to uwierzyć. Z reguły jeśli bierze się udział w jakimś projekcie, to jest się do niego zaproszonym. Ktoś zwraca się do ciebie i mówi: Słuchaj, chcemy żebyś wziął w tym udział.

W 2015 roku pracowałem z Florencią Raggi, w serialu Noeche & Dia emitowanym na antenie El Trece. Wszyscy pracowaliśmy tam z dużym zaangażowaniem. Flor powiedziała mi, że została zaproszona do zagrania w filmie Adios Querido Pep. Scenariusz wydał jej się cudowny. Pomyślała, że taka historia będzie trudna do opowiedzenia, ale postanowiła zaryzykować i wziąć w tym udział. Po pewnym czasie wspomniała, że wszystko jest już gotowe, ale reżyserce nie udało się jeszcze znaleźć aktora, który zagrałby męża postaci, w którą wcielała się Florencia. Powinien być mojego wzrostu. Następnego dnia zapytałem, czy już kogoś znaleźli. Powiedziała, że nie. Tak samo było tydzień później i dwa tygodnie później. Nadal nie mieli obsadzonej tej postaci. A cały projekt był już gotowy do realizacji. Wtedy wprost spytałem Flor, czy mają jakieś specjalne wymagania co do tej postaci i powiedziałem, że mogę w wolnym czasie nagrać te kilka scen do filmu. Ona się roześmiała i potraktowała moje słowa jako żart. Następnego dnia wróciłem do tej rozmowy i powiedziałem, że nie żartowałem, że mówiłem poważnie. Flor obiecała, że przedstawi moją kandydaturę reżyserce, która była rozbawiona tym, jak to się ułożyło. Spotkaliśmy się, a ona opowiedziała mi tę historię. Wydawało mi się, że będzie bardzo trudno opowiedzieć i pokazać.

Przystąpiliśmy do kręcenia filmu. Zagrałem swoje sceny. Okazało się, że było ich trochę więcej, niż mi początkowo mówiono. Jestem bardzo dumny. Producent powiedział mi, że są bardzo zadowoleni z tego, jak to wszystko się potoczyło. Film został zmontowany. Kiedy go obejrzałem, zrozumiałem że nic nie zrozumiałem ze scenariusza. Coś umknęło mojemu zrozumieniu w czasie, kiedy przedstawiano mi scenariusz. jestem naprawdę dumny. Dlatego tak chcę Wam polecić Adios Querido Pep. Zaraz na ekranie zobaczycie całą obsadę, wszystkich aktorów i dane filmu. To jest historia. Gdyby chcieć ją zdefiniować, to powiedziałbym, że jest to przepiękna opowieść, bezpretensjonalna, warta obejrzenia.

Tak więc odprężcie się, okryjcie się czymś ciepłym, bo wkrótce się ochłodzi. Bardzo dziękuję za przybycie. Adios Querido Pep jest mi bardzo bliski. Przedstawiam Wam go w imieniu reżyserki Kariny Zarfino, Florencii Raggi, Juana Palomino i reszty wspaniałej obsady. Obejrzyjcie go. Serdecznie wszystkim dziękuję. Wspaniałe jest to, że Espacio Clarin prezentuje takie obrazy.

Ja muszę prosto stąd udać się do teatru. Jako aktor przeżywam teraz swoje najlepsze dni. Cieszcie się i niech film się Wam spodoba. Ogromne podziękowania dla całej ekipy Espacio Clarin za przygotowanie tak różnorodnej oferty.

Wielkie dzięki dla wszystkich i rozpocznijmy pokaz Adios Querido Pep!

Tłumaczenie z rosyjskiego na polski przygotowałam na podstawie tekstu Ludmiłki z Forum Mundo Latino Rusia. Dziękuję. 

Reklamy

Clarin – Facundo Arana nie uchyla się od debaty (13/01/2018)

Na stronie Carin ukazał się materiał poświęcony Facundo Arana.

Źródło: https://twitter.com/Conurbanos/status/952422164942204928

Artykuł to po części wywiad, a po części opowieść o Facundo i jego rodzinie oraz o tym jak spędzają czas w Mar del Plata. Sporo miejsca poświęcono niedawnym kontrowersjom jakie wybuchły w mediach społecznościowych wokół wypowiedzi Facundo o kobietach. Aktor nie unikał trudnych tematów, wręcz przeciwnie, starał się spokojnie i rzeczowo wyjaśnić swój punkt widzenia. Tekst jest dość ciekawie zbudowany – w kilku miejscach odnosi się do doświadczeń Facu z przeszłości, jednocześnie nawiązując do teraźniejszości.

Z artykułu dowiadujemy się na przykład, jak wygląda życie Facundo i jego rodziny w Mar del Plata. Otóż ich dzień zaczyna się o siódmej rano, o ósmej są już na plaży, gdzie dzieciaki mają zajęcia w szkole surfowania, później wspólnie pływają i plażują, do domu wracają koło trzeciej po południu, dzieci jeżdżą na rowerach, bawią się, a dorośli piją mate. Późnym popołudniem Facundo wyrusza do teatru, a kiedy wraca jego dzieci już śpią. Następnego dnia wszystko zaczyna się od początku. W La Feliz razem z rodziną Facundo zamieszkał jego wuj Raul i mama Marii Susini – Suzana.

W kwestii aborcji Facundo powiedział, że dla niego życie jest święte, ale uważa, że powinno się prowadzić debatę nad legalizacją aborcji. Facu krótko odniósł się też do kwestii feminizmu i maczyzmu twierdząc, że w jego domu nie ma takich problemów. 

W moim domu nie ma problemów z maczyzmem czy feminizmem. W moim domu wszyscy jesteśmy tacy sami. Naczynia zmywa ten, kto jest najbliżej zlewu, albo ten, kto ma to ochotę. 

Trochę miejsca w artykule poświęcono też sztuce Los Puentes de Madison i relacjom pomiędzy Facundo Arana a Araceli Gonzalez. Po raz kolejny Facu wyjaśnił, że owszem były między nimi tarcia, ale to normalne w trakcie pracy. Teraz dobrze im się współpracuje i widać to na scenie, co publiczność widzi i docenia, nagradzając ich każdego wieczoru owacją na stojąco.

Clarin, 13/01/2018, Maria Ana Rago, zdjęcia Fabian Gastiarena

Źródło: https://www.clarin.com/espectaculos/teatro/

PS No i znów się zaczęło… Facundo w tym wywiadzie wypowiedział się na temat aborcji i feminizmu, a to po raz kolejny podsyciło dyskusję w mediach  społecznościowych. Czasami mam wrażenie, że dziennikarze celowo podsuwają Facundo kontrowersyjne tematy, żeby go sprowokować do określonych wypowiedzi, a on mimo że funkcjonuje w tej branży już tyle lat, daje się tak „podpuszczać”. Z drugiej strony jest dorosłym facetem, który ma swoje zdanie i ma prawo je wyrazić, tylko szkoda, że tak często obraca się to przeciwko niemu…

Infobae: Facundo Arana i Maria Susini w Mar del Plata

Materiał z Infobae oparty jest na tekście i zdjęciach, które wkrótce ukażą się w magazynie Caras.  

Facundo Arana jest jedną z głównych postaci sezonu letniego w Mar del Plata, gdzie gra z Araceli Gonzalez w sztuce Los Puentes de Madison. Aktor nie jest tam sam. Jak zawsze towarzyszy mu żona Maria Susini i ich dzieci India, Yaco i Moro. Rodzina nie tylko odpoczywa i się opala, ale także uprawia sporty. Dzieci pary odziedziczyły pasję do fal i pobierają lekcje surfowania.

Widzieć jak dzieci surfują, dołączyć do nich, pluskać się razem w wodzie, to jak spełnienie marzeń, jak sen na jawie. Tak lubię: wszyscy zdrowi, wszyscy razem.

Przyjechaliśmy tutaj z Susaną, mamą Marii i moim wujem Raulem, który wychowywał mnie razem z moimi rodzicami. To lato jest wspaniałe. Dzieciaki rozpoczęły zajęcia w szkole surfingu, głównie po to, żeby nie nabrały złych nawyków. Trzeba było sprawdzić, czy im się to spodoba, bo przecież mogło się zdarzyć, że któreś z nich mogło nie chcieć i trzeba byłoby się wtedy zastanowić, co dalej. Ale wszyscy się bardzo w to wciągnęli.

Modelka, będąca w wieku 41 lat, może poszczycić się nienaganną figurą, co widać na zdjęciach, na których pozuje w czarnym bikini.

 Źródło: https://www.infobae.com/teleshow/infoshow/2018/01/10/

Wywiad z Facundo Arana dla InfamaRecargado (07/01/2018)

W niedzielę 07/01/2018 Facundo Arana pojawił się na inauguracji nowego programu telewizyjnego, gdzie udzielił wywiadu dla InfamaRecargado. Cała rozmowa trwała około 20 minut. Poniżej dwa fragmenty programu:

Źródło: https://www.facebook.com/AmericaTV/videos/2016029945079247/

Źródło: https://www.facebook.com/AmericaTV/videos/2016023861746522/

Rozmowa najpierw toczyła się wokół rozpoczynającego się właśnie w Mar del Plata letniego sezonu teatralnego. Facundo wyraził zadowolenie, że mógł wyjechać do pracy razem z całą rodziną. Stwierdził, że od dawna mu się to marzyło. Dalej padło pytanie o jego relacje z Araceli Gonzalez. Facundo odpowiedział, że fakty mówią same za siebie. Nie mogliby na scenie odgrywać uczucia, gdyby w rzeczywistości się nienawidzili. Widzów nie da się oszukać. Aktor wyjaśnił, że przecież on i Araceli nie musieli przyjmować propozycji pracy w Mar del Plata, mogli zaangażować się w inne projekty. Facundo stwierdził nieco uszczypliwie, że media mogły o nich mówić tylko w dwóch aspektach: albo że się nienawidzą, albo że lubią się za bardzo. Skoro oboje są w udanych związkach, to padło na nienawiść. W dalszej części rozmowy Facundo opowiedział trochę o sztuce, pozostałych aktorach i reżyserze. Oczywiście nie obyło się bez nawiązania do słynnej już wypowiedzi Facundo Arana z ubiegłego tygodnia, dotyczącej kobiet i macierzyństwa oraz ataku jaki na niego wtedy spadł. Facu po raz kolejny powtórzył, że nie zamierzał nikogo obrazić. Powiedział, że w jego rodzinie nie było nigdy nierówności – raczej wszyscy się szanowali. Odnosząc się do fali krytycznych komentarzy, które pojawiły się w social mediach podkreślił, że nie czuje się nimi urażony, niemniej jednak nie poda mu się to, jak pisano (w sposób napastliwy, z nienawiścią). Na zakończenie rozmowy pojawił się temat aborcji, który też został wywołany przy okazji owej niefortunnej wypowiedzi aktora. Facu odpowiedział, że w tej kwestii powinny się wypowiadać osoby kompetentne, posiadające stosowną wiedzę, a reszta powinna uważnie ich wysłuchać, bo są to bardzo ważne i trudne problemy.

Streszczenie przygotowałam na podstawie tekstu Ludmiłki z forum Mudno Latino Rusia.

 

Wywiad z Facundo Arana – Inrusos, America TV (01/01/2018)

Facundo Arana nowy rok zaczął od aktywności w mediach. Aktor udzielił obszernego wywiadu na żywo dla programu telewizyjnego Intrusos (America TV). Rozmowa trwała około 40 minut. Dziennikarze zadawali pytania z siedziby stacji, a Facundo odpowiadał z zaimprowizowanego w plenerze „studia” znajdującego się niemal na plaży. Facu wyglądał na zrelaksowanego i wypoczętego, mówił z uśmiechem i na luzie, ale jego wypowiedzi okazały się być mocno kontrowersyjne.

Źródło: https://www.instagram.com/p/BdarXXjHaYy/

Tematyka rozmowy była bardzo różna, było i na poważnie, i na wesoło. Na prośbę dziennikarzy Facundo wypowiedział się na przykład w pewnej kontrowersyjnej sprawie, o której jest ostatnio głośno w argentyńskim środowisku aktorskim. Chodzi o to, że jedna z tamtejszych aktorek ujawniła, iż kilka lat temu podczas kręcenia serialu doświadczyła pewnych ekscesów ze strony swojego serialowego partnera. Aktorka odeszła wówczas z serialu bez słowa wyjaśnienia, ale po latach zdecydowała się ujawnić swoje powody. Ów aktor stanowczo oskarżeniom zaprzeczył i zwrócił się do sądu o wydanie opinii w tej sprawie. Na pytanie co Facundo sądzi o tej sytuacji, aktor odpowiedział, że według niego mogło się zdarzyć tak, że kobieta rzeczywiście czuła się niekomfortowo, mimo że jej serialowy partner nie zrobił niczego złego, i że dobrze się stało, że sąd zajmie stanowisko w tej kwestii. Media internetowe oczywiście natychmiast podchwyciły tę wypowiedź i wielokrotnie ją zacytowały. 

W dalszej części wywiadu mowa była o zbliżającym się debiucie sztuki Los Puentes de Madison w Mar del Plata i o współpracy Facundo Arana i Araceli Gonzalez, a także o pogłoskach, że ponoć Facundo i Araceli tak się nie lubią, że w ogóle ze sobą nie rozmawiają. Facu zaprzeczył tym plotkom, mówiąc że wprawdzie nie przyjaźnią się z Arą, ale ich relacje są normalne i dobre.

Facundo opowiedział też trochę o swojej rodzinie i ich ostatnich wakacjach. Wspomniał na przykład o wizycie w oceanarium.

Na koniec rozmowy Facundo został zapytany o jego obecne relacje z byłą partnerką Isabel Macedo. W tym kontekście Facu powiedział, że był związany z Isabel przez dziesięć lat, z których ani jednego dnia nie uważa za zmarnowany i że to było dziesięć niezwykłych lat. Ale kiedy związek się skończył, to skończył się definitywnie. Facundo powiedział, że od wielu lat nie miał żadnego kontaktu z Isabel, ale mimo to ogromnie się cieszy z jej ciąży i chętnie by jej pogratulował. W tym miejscu powiedział dość niefortunne zdanie, z którego chyba wynikało, że kobieta jest spełniona (kompletna?) dopiero wtedy, kiedy zostaje matką. 

Obawiam się, że ten wywiad w kolejnych dniach odbije się sporym echem w mediach i w sieciach społecznościowych, bo Facundo swoimi z pozoru niewinnymi wypowiedziami naraził się chyba feministkom i nie tylko… Sama mam w tej kwestii nieco inne zdanie niż on… W dodatku aktor na Twitterze wdał się jeszcze w polemikę ze swoimi oponentami, no i w internecie zawrzało…

Pełny wywiad możemy obejrzeć dzięki ANNIE MARII z Mundo Ladino Rusia, która go nagrała i udostępniła. Ja niestety mam tylko fragmenty i to kiepskiej jakości.

Drugim gościem programu była popularna argentyńska piosenkarka (śpiewaczka) Gladys Nelly del Carmen Jiménez, znana lepiej jako Gladys La Bomba Tucumana. Między Gladys, a Facundo doszło na wizji do wymiany uprzejmości, a nawet do jakiś romantycznych deklaracji. Wszystko odbyło się oczywiście na wesoło.

Źródło: https://www.facebook.com/AmericaTV/videos/2008433512505557/

Na koniec taka mała dygresja. Kiedy oglądałam ten wywiad, to stwierdziłam, że mentalność ludzi na całym świecie jest podobna. Podczas całej rozmowy w tle było widać osoby, które wchodziły w kard po to, żeby po pierwsze znaleźć się na wizji, a po drugie pomachać bliskim.

Los Puentes de Madioson – Skany z Vamos (04/2017)

Niebawem sztuka Los Puentes de Madison z Facundo Arana i Araceli Gonzalez zawita do Mar del Plata. W ramach promocji ukażą się pewnie nowe wywiady i materiały, a ja mam w swoich zasobach jeszcze skany artykułów z czasów premiery w Buenos Aires, których wcześniej nie udostępniałam. O ile dobrze pamiętam, to równolegle z publikacją papierową, te teksty i zdjęcia pojawiały się też w internecie, jednak w innej, nieco okrojonej formie. Dziś zapraszam do zapoznania się z artykułem z magazynu Vamos:

Artykuł opublikowano w 26 numerze magazynu Vamos. Czasopismo ukazało się 25/04/2017. Wywiad został przeprowadzony podczas konferencji prasowej w dniu 23/03/2017.

W materiale napisano, że zarówno Facundo, jak i Araceli uczestniczyli w swojej karierze w najbardziej udanych projektach telewizyjnych ostatnich lat. Jedak tak się złożyło, że nigdy wcześniej nie pracowali razem. Aktorzy opowiedzieli o tym na specjalnym spotkaniu dla mediów, które producenci sztuki Los Puentes de Madion zorganizowali na krótko przed premierą sztuki. Oboje byli otwarci i chętni do rozmowy, szczerze odpowiadali na wszystkie pytania. Okazało się, że ich współpraca na początku nie była łatwa. Zdarzało się, że poirytowany Facundo wpadał w złość, a Araceli zalewała się łzami, ale koniec końców „dotarli” się i stworzyli na scenie wspaniały duet.

Zarówno pytania, które padły w tym wywiadzie są, jak i odpowiedzi na nie przewinęły się już w innych materiałach, więc tylko krótko je streszczę. Padło na przykład pytanie, czy podczas prób rzeczywiście był między aktorami konflikt. Na to pytanie odpowiedziała Araceli, twierdząc, że owszem spierali się, ale tylko na niwie artystycznej, w ramach procesu twórczego. Zaprzeczyła większości doniesień medialnych. Facundo potwierdził jej słowa. Na pytanie o to ile czasu zajęło im zbudowanie postaci Ara odpowiedziała, że wczucie się w rolę Francescki zajęło jej półtora miesiąca. Natomiast Facundo stwierdził, że ten proces nadal trwa, że nawet po premierze będą dalej pracować nad swoimi postaciami i nad spektaklem. Aktorzy zostali też poproszeni o porównanie pracy w teatrze i telewizji. Z kontekstu wypowiedzi obojga aktorów można wywnioskować, że lubią pracę w telewizji, jednak bardziej cenią sobie teatr i są dumni z tego, co osiągnęli w tej sztuce.

Tym materiałem podzieliła się martina.56 z forum Mundo Latino Rusia, a Ludmiłka przygotowała jego tłumaczenie na rosyjski, dzięki czemu ja przygotowałam to krótkie streszczenie.

Źródło: https://issuu.com/aylan/docs/_26_-_vamos__-_baja

Wywiad z FacundArana dla Radio Unica (21/11/2017)

We wtorek 21/11/2017 na antenie Radia Unica 93,1 FM wyemitowano wywiad z Facundo Arana (link). Niestety aktor nie był obecny w studio, ale rozmawiał z dziennikarzami przez telefon. Przygotowałam krótkie streszczenie tej rozmowy:

Na początku jeden z prowadzących rozmowę przypomniał ścieżkę zawodową Facundo, wymieniając produkcje, w których na przestrzeni lat aktor wystąpił. Rozmowa rozpoczęła się od żartu. Padło pytanie, jak Facundo udało się zostać Facundo Arana?! Po chwili ciszy Facundo śmiejąc się odpowiedział, że należałoby o to spytać jego ojca. 

Dalej rozmowa potoczyła się już na poważnie. Facundo powiedział, że wszystko zawdzięcza rodzicom i lekarzom, którzy przyszli mu z pomocą w trudnym momencie jego życia.

Następnie Facundo opowiedział o marzeniach, które miał w dzieciństwie: o rysowaniu, o grze na saksofonie. Powiedział, że nigdy nie marzył o wyjeździe na studia do USA, czy o nauce na Akademii Muzycznej, marzył tylko o grze na saksofonie. Dlatego granie w metrze było dla niego wspaniałym doświadczeniem. Facundo stwierdził, że nigdy się nie poddał, nie porzucił swoich dziecięcych marzeń.

Dziennikarze poruszyli też wątek dawnej choroby Facundo. Facu powiedział, że każdy chory, w tym i on sam woli sam cierpieć, niż widzieć swoich bliskich, jak chorują i cierpią. Później wspomniał o tym, że obecnie medycyna poczyniła wielkie postępy i dzięki temu można pomóc wielu chorym. Za strony dziennikarzy padło pytanie, czy w czasach swojej choroby Facundo był zły na Boga, czy miał do niego żal, pretensje. Facundo zdecydowanie zaprzeczył.  Zdziwił się, jak można złościć się na Boga i zadeklarował, że jest człowiekiem głęboko wierzącym.

Rozmowa zeszła na temat Everestu. Dziennikarz zapytał, czego Facundo szukał na tej górze? Facu opowiedział o uczuciach, jakie mu wtedy towarzyszyły, o tym że na szczycie modlił się za papieża Franciszka, o tym jak zadzwonił do rodziców, pamiętając jak po ciężkim badaniu pomagali mu dotrzeć do domu, a teraz on stoi na najwyższej górze świata.

Kolejny temat, to teatr. Jeden z dziennikarzy pochwalił się, że widział Facundo w Visitando al Sr. Green i w Los Puentes de Madison. W tym miejscu Facu opowiedział o jego pierwszym poważnym doświadczeniu teatralnym – sztuce Visitando al Sr. Green. Powiedział, że to też jest opowieść o miłości, ale nie między mężczyzną, a kobietą – to opowieść o rodzącym się przywiązaniu między samotnym starcem, a młodym, nowoczesnym mężczyzną. Pomimo tego, że pochodzą oni z zupełnie innych światów, a między nimi jest przepaść, to ostatecznie zostają wielkimi przyjaciółmi. Wszyscy zgodnie przyznali, że to wspaniała historia. 

W pewnym momencie prowadzący wspominał o scenie z Mostów Madison, w której Facundo zdejmuje koszulę. Dziennikarz dopytywał się, jak aktorowi udaje się utrzymać taką dobrą kondycję fizyczną i powiedział, że wręcz zazdrości mu takiej formy. Facundo śmiejąc się, odpowiedział, że w takim razie zazdroszczą sobie nawzajem, bo kiedy on w niedzielę zajada pyszne ravioli, Facundo przeżuwa liście sałaty. Tylko kurczak i sałata… Facundo opowiedział też trochę o swoim treningu na siłowni i o tym jak się odżywia. Powiedział, że stara się odżywiać zdrowo i racjonalnie, zjada sześć posiłków dziennie, ale najbardziej ze wszystkiego lubi spaghetti po francusku (link) – makaron z białym sosem! Najchętniej jedłby to danie siedem razy dziennie! Ale niestety nie może tak jeść… Na pytanie, czy Facundo lubi gotować, padła odpowiedź, że uwielbia!

Kolejny wątek rozmowy, to muzyka. Facundo wymienił tu swoich ulubionych muzyków. Jest ich bardzo wielu, na przykład: Janis Joplin, Raul Porchetto, Pink Floyd, Guns N’ Roses, Bjork i wielu innych.

Prowadzący poprosił, żeby Facundo dał jakąś radę, tym którzy dopiero stawiają swoje pierwsze kroki w sztuce. Facu powiedział, że najważniejsze jest, żeby się nie poddawać, żeby nie porzucać swoich marzeń i być upartym, a owoce prędzej, czy później się pojawią.

Końcówka rozmowy dotyczyła spraw rodzinnych, padło pytanie o dzieci Facundo: Indię, Yaco i Moro. Facundo powiedział, że jego dzieci są kolejnym powodem do wdzięczności wobec Boga. Przypomniał, że po przebytym leczeniu nie był pewien, czy będzie mógł zostać ojcem. Ale przecież ojcem nie jest ten, kto sprowadza dziecko na świat, a ten kto patrzy mu w oczy z całą miłością do jakiej jest zdolny, ten kto mówi mu: Będę się o Ciebie troszczyć, będę Cię wychowywać, będę przy Tobie. Facundo powiedział, że miał szczęście, bo spotkał na swojej drodze wspaniałą kobietę – Marię i razem stworzyli rodzinę. Po raz kolejny powiedział, że uważa się za najszczęśliwszego człowieka na ziemi. 

Tekst powstał na podstawie rosyjskiego streszczenia przygotowanego przez Ludmiłkę z Forum Mundo Latino Rusia. Przetłumaczyłam je na język polski i nieco przeredagowałam.

W rozmowie w zasadzie nie ma niczego nowego, chyba wszystkie poruszone wątki pojawiły się już wcześniej, ale wywiadów z Facundo nieodmiennie miło jest posłuchać. Mam nadzieję, że równie miło czytało się Wam to streszczenie. 

Movilizarte 2017, Facundo Arana: Każdy ma za co dziękować…

Wypowiedź Facundo Arana z 11/11/2017 (Movilizarte 2017). Była to transmisja na żywo za pośrednictwem FB, dla Obispado San Nicolás de los Arroyos

Rozmowa zaczyna się od typowej wymiany uprzejmości: Witaj, miło Cię widzieć itp. 

Jak widać znajdujemy się w Catedral San Nicolas. Świątynia wygląda dokładnie tak, jakby ktoś spalił jej szaty (wystrój). Stało się to 26/01/2017. Nazwijmy to żartem (wygłupem)… Dwójka nastolatków zrobiła coś głupiego i katedra spłonęła. Nie będziemy nazywać tego zdziczeniem, czy wandalizmem. Powiedzmy, że popełnili wielki błąd. Wszystko poszło nie tak. Jak widać świątynia znajduje się opłakanym stanie. Ale najważniejsze jest to, że społeczność San Nicolas nie zaczęła płakać, ale zaczęli myśleć co i jak można zrobić. Postanowili połączyć siły. Zaprosili różnych ludzi do pomocy. Usunęli wszystko, żeby było tu bezpiecznie, wszystkie ściany i sklepienia są oskrobane. Zaprosili najróżniejszych artystów, zarówno lokalnych, jak i z innych rejonów kraju. Poprosili o wystąpienie takich artystów jak Lito Vitale, Particia Sosa. Zorganizowali szereg różnych wydarzeń. Brakuje mi słów. Na przykład przed chwilą zrobiłem sobie wspólne zdjęcie z pastorem ewangelickim, z tutejszej wspólnoty. Ludzie z prawosławnej rosyjskiej społeczności Buenos Aires przysłali przedmioty do wystawienia na aukcji, żeby w ten sposób pomóc w zbieraniu funduszy. Są tu prace przysłane przez AMIA w imieniu społeczności żydowskiej. Oni też chcą pomóc. Dzięki temu społeczność się jednoczy, dzieje się to, co jak mi się wydaje, chcemy zaszczepić w naszych dzieciach. Pomimo tego co się wydarzyło i czego wszyscy żałujemy, bo uległo zniszczeniu wiele przedmiotów czy rzeźb, napisano inną, nową i ważną historię. Myślę, że tę historię, która dziś jest pisana nasze dzieci i wnuki będą pamiętać, jako coś naprawdę wartościowego, jako coś co nadało sens tej świątyni. Katedra San Nicolas gromadzi licznych wyznawców, zarówno z Argentyny, jak i z innych krajów Ameryki Łacińskiej, a nawet z całego świata. Przyjeżdżają tutaj, żeby prosić, dziękować, wspierać. Widok katedry w takim stanie jest bolesny, ale ten ból daje nadzieję. Wszystko jest związane z religią, w sposób w  jaki chcemy to odczuwać. Prawdziwa religia, prawdziwa wiara, prawdziwa nadzieja, prawdziwa jedność, prawdziwe braterstwo. Jedność między religiami. Bez względu na rasę, przekonania, umiejscowienie, czy wyznanie. Wszyscy robią to, co zrobić należy, co warto robić, po co warto rano wstać i przyjść z pomocą. Nie ma co mówić więcej… 

  • Kiedy zostałeś zaproszony, bez wahania zgodziłeś się tu przyjechać i pomóc. Co Cię do tego skłoniło? Twoja wiara, życie, to czego doświadczyłeś i czego doświadczasz teraz? Twoja rodzina? 

To, że jest to kościół. Zarówno ja, jak i każdy z nas ma za co dziękować. Poza tym ja jako człowiek, podobnie jak wszyscy tutaj, w pewnym momencie mojego życia musiałem rozpaczliwie prosić Boga o pomoc. Teraz jest czas kiedy można wstać i powiedzieć: Nigdy nie robię nic dla Boga, nie żyję dla Boga, ale przynajmniej raz mogę podać pomocną dłoń. Nie wstydzę się tego powiedzieć. Jestem trochę zawstydzony, bo wszyscy tutaj działamy w tej samej sprawie. Mi jest łatwiej, bo ludzie mnie znają. Przyjeżdżam i daje mi się odczuć, że jestem kimś ważnym, że się wyróżniam. Ale obróć kamerę w drugą stronę, a zobaczysz tych wszystkich ludzi. Dowiedzieli się o tym wydarzeniu i przyszli tutaj. Jest tak wielu ludzi i nikt nie jest bezczynny. Każdy coś robi, żeby pomóc. Co ważne: z internetu i z mediów dowiecie się jak można pomóc. Doprowadzenie tego miejsca do porządku wymaga dużo pieniędzy. Pieniądze są potrzebne. Jeśli nie masz pieniędzy, to przyjdź i zobacz, jak możesz pomóc. Ręce do pracy też są potrzebne. Cała wierzchnia warstwa tynku została ręcznie zeskrobana. Nie wiedziałem tego. Nie sądzę, żeby kamera mogła oddać rzeczywistą skalę wielkości tego pomieszczenia. Tutaj jest około 20 metrów wysokości, a może i więcej. I wszystko to ludzie ręcznie oskrobali. Prace zajmą wiele czasu. Ale to, co się tu dzieje jest znamienne. Jestem z tego dumny. 

  • Jesteśmy Ci bardzo wdzięczni, że tu jesteś. Jesteśmy Ci wdzięczni za te słowa skierowane do nas i do tych, którzy to oglądają…

To zaszczyt! Przyłączcie się teraz! Wspólnie można zrobić wszystko! To dzieło nie jest bezgraniczne, ale jego znaczenie jest nieograniczone!

  • Dziękujemy.

Źródło: https://www.facebook.com/obispadosn/videos/1516980315052290/

Źródło: https://goo.gl/gcc8AG

Myślę, że większość przetłumaczyłam. Jeśli coś pominęłam, albo przekręciłam, to nie celowo i nie w złej wierze. Tłumaczenie zrobiłam na podstawie rosyjskiego tekstu Ludmiłki z Forum Mundo Latino Rusia.

Zapytacie może, po co przetłumaczyłam ten tekst?! Przecież to nas w żadnym stopniu nie dotyczy. Co nas obchodzi jakiś kościół na drugim końcu świata?! W zasadzie nie dotyczy to także Facundo – to nie jest przecież o nim, o jego pracy, ani o jego rodzinie. To co nas to obchodzi?!

Otóż spędziłam na tym tłumaczeniu kawałek niedzielnego wieczoru  dlatego, że mnie to jednak obchodzi, dlatego że czuję, że chociaż dzieje się to na drugim końcu świata, to w jakimś stopniu mnie to dotyczy, dlatego że uważam słowa wypowiedziane przez Facundo za niezwykle ważne.

Obecność w takich miejscach, udział w takich wydarzeniach świadczy o tym, jakim Facundo jest człowiekiem. Podpisuję się pod jego słowami obiema rękami.

Na koniec jeszcze taka mała dygresja pozornie nie związana z tą sprawą. Niedawno Facundo opublikował na Instagramie krótki filmik, na którym widać jak dzieli się posiłkiem ze swoimi zwierzakami. To wideo doczekało się ponad ćwierci miliona wyświetleń. A jak Facu zamieszcza jakiś apel społeczny, albo rekomenduje jakieś przedstawienie teatralne, to wiecie ile jest odsłon? Kilka, najwyżej kilkanaście tysięcy. O tym wideo ze zwierzakami napisały chyba wszystkie możliwe portale argentyńskie wszelkiego autoramentu, a o akcji Movilizarte zaledwie kilka poważniejszych. Czemu tak jest?! Czemu jest w nas tyle małości, tyle hipokryzji?! Sama zliczam się do tego grona 250 tysięcy. Obejrzałam to wideo nawet kilka razy. I też trochę dlatego, żeby nie być aż taką hipokrytką przetłumaczyłam ten wywiad…

AudioVisual Registrado – wywiad z Facundo Arana i tłumaczenie

https://youtu.be/oPCMlFBHc0g

  • Araceli Gonzalez – wariatka bez hamuców

W życiu przychodzi taki czas, kiedy naprawdę można podchodzić do wszystkiego z humorem. Na przykład w gazecie napisali, że powiedziałem: „To wariatka bez hamulców”. A ja to powiedziałem w żartach, z uśmiechem. To zwariowana Włoszka bez hamulców. Bo Ara jest Włoszką. Ona jest nie tylko Gonzalez, to też szalona Włoszka bez hamulców. Powiedzenie tego z uśmiechem jest piękne. Ale kiedy się to napisze! Co on powiedział?! Że jest wariatką bez hamulców?! Z humorem możemy wszystko przyjąć. Kiedy poznajesz kogoś, gdy jesteś już po czterdziestce i zaczynacie razem pracować, to nie zawsze jest komfortowo. Ale jeśli nawet czujesz jakiś dyskomfort, to jest to dyskomfort między dwojgiem dobrych ludzi, którzy chcą osiągnąć pozytywny wynik. Uważam się za dobrego człowieka. Najważniejsze co wiem o Araceli to to, że ona też jest dobrym człowiekiem. I że jest utalentowana. A znaczy, że nie ma takiej możliwości, żeby rezultat był zły.

https://youtu.be/_A7jf9yofKE

  • Tak poznałem miłość swojego życia…

Bardzo dokładnie coś poczułem. Pomyślałem, że coś mi dolega, że jestem chory. No cóż, miłość w zasadzie jest jak choroba. Poczułem, jakby poraził mnie piorun. Błyskawica. Kiedy ją zobaczyłam, była dość poważnie skaleczona – w dłoni utkwiły jej fragmenty drewna, drzazgi. Bardzo zdziwiło mnie to, że nie płakała. Skaleczyła się, tak machała ręką. I nie płakała. Właśnie mieliśmy się poznać, a ona przyszła z poranioną ręką. Spytałem: Co się stało?

  •  To miała być randka?

Tak. To powinna być randka, ale spotkaliśmy się właśnie tak. Mówię: Daj mi tę rękę. Poprosiłem o przyniesienie czegoś do zaopatrzenia rany i powiedziałem: Słuchaj, będzie bolało, ale muszę to wyjąć. A ona na to: Tak, tak, dobrze. Zacząłem wyciągać i myślałem, że ona będzie kląć na czym świat stoi. Pamiętam jak wyjąłem tę zadrę. Podniosłem wzrok spodziewając się, że będzie się złościć, a ona patrzyła na mnie z tym uśmiechem, który już wszyscy znają. I zobaczyłem jak spływa jej łza. I ten uśmiech. Prawie umarłem, patrząc na tą kobietę. Nie byłem na to przygotowany. Tak to u mnie wyglądało. Nie wiem czy powiem moim synom: Słuchaj, może się tak zdarzyć, że zobaczysz kogoś i w tej samej chwili powiesz: chcę Cię poślubić, jesteś kobietą mojego życia. Ale może Ci się też nie poszczęścić. Mi się poszczęściło. Dokładnie tak było. Kiedy spotkałem się z nią kolejny raz powiedziałem: Słuchaj, jeżeli się nie pobierzemy i nie założymy rodziny, to nie chcę się nawet z Tobą kawy napić! Nie chcę tego! Tak to właśnie było… 

https://youtu.be/cnQlrFaGkeM

Nigdy nie widziałem filmu The Bridges of Madison County. Przeczytałem powieść. Zacząłem od książki. Rzecz w tym, że tysiące razy gdzieś pojawiał się ten film. W kolejnych latach, w różnych momentach mojego życia. Nie usiadłem mówiąc: Teraz obejrzę sobie The Bridges of Madison County. Tak nie było. Ale wielokrotnie widziałem różne sceny z tego filmu. Często go przypominano przy różnych okazjach. Sprawa wyglądała tak: żeby powiedzieć Javierowi „tak”, nie musiałem czytać książki. Wiedziałem o czym to jest, wiedziałem że to historia miłosna. I wiedziałem, że powinienem grać z Araceli. A nigdy wcześniej z nią nie pracowałem. Nigdy nie współpracowałem z Indio (Indio Romero – reżyser sztuki). Ale naprawdę znów chciałem pracować z Javierem Faroni. Powiedziałem: To moje ostateczne „tak”. Porozmawiałem z Indio. Powiedział mi, żebym się wstrzymał i na razie nie oglądał filmu. Powiedział: Wyślę Ci powieść. Pomyślałem: Powieść. Ok. Przeczytajmy powieść. Kiedy zacząłem czytać, pochłonąłem ją w kilka godzin. Dosłownie ją połknąłem! Nie wierzyłem własnym oczom! Wiedziałem o czym to jest i nie wierzyłem własnym oczom! Pytałem: Jak przedstawić to wszystko w teatrze?! Na podstawie tej książki napisano scenariusz filmu. A teraz miał powstać scenariusz teatralny. Ale to był genialny scenariusz! Indio go zaadaptował na nowo. Wprowadził pewne zmiany i powstała genialna sztuka! Rozwiał wszelkie wątpliwości. Od samego początku, jak tylko zaczyna się spektakl… To co najbardziej lubię w teatrze to to, że nie da się nie zagłębić w historię, która jest opowiadana. Widz jest po prosu oczarowany, tym co widzi…

Tłumaczenie jak zwykle wykonałam na podstawie rosyjskiego tekstu przygotowanego przez Ludmiłkę z Mundo Latino Rusia. 

Nie wiem kto przeprowadził ten wywiad, ani kiedy dokładnie go nagrano. Opublikowano go 29/10/2017 na kanale YT o nazwie AudioVisual Registrado.

MG Entrevistas – Facundo Arana (cz. 2)

Próbowałam przetłumaczyć tę wypowiedź, ale nie umiem. Albo Facundo sam się „zamotał” w swoich słowach, albo to nagranie jest jakoś pocięte bez ładu i składu. Może gdyby opublikowano całość w jednym kawałku dałoby się coś wywnioskować z kontekstu wypowiedzi, a tak to nie wiadomo o co chodzi. Przynajmniej ja nie wiem…

Za początek wypowiedzi nawet się nie biorę, bo kompletnie nie rozumiem o czym Facundo mówi. Nie chcę tu używać słowa bełkot, więc napiszę, że dla mnie to jakieś „masło maślane” – mowa jest o jakiś granicach, czy ograniczeniach, Facu mówi coś o tym, że trzeba iść do przodu, później coś o cofaniu się, ukrywaniu, coś że trzeba dobrze znać samego siebie itp

Kolejny fragment z grubsza zrozumiałam, więc przetłumaczę:

  • Nie osiągnąłeś pożądanych efektów z rysunkiem? 

Nie, nie. Nadal rysuję. Lubię tak wiele rzeczy. Nie chciałem niczego porzucać. Dlatego jestem spragniony prawie wszystkiego. Zajmuję się tym wszystkim, co lubiłem robić od dzieciństwa. I dodałem do tego kilka nowych zainteresowań. 

  • Jesteś wytrwały, czy uparty?

I taki, i taki. Kiedy wytrwałość mnie opuszcza pojawia się upór. A kiedy upór mnie przytłacza, to pojawia się wytrwałość. Te cechy doskonale się uzupełniają. 

  • Czy rzeczywistość kiedykolwiek Cię rozczarowała?

Bardzo wcześnie zrozumiałam, że życie jest zupełnie inne, niż to co sobie wyobrażałem. Zrozumiałem też to, że życie może stać się koszmarem. Takie jest życie. Życie jest pełne prawdziwie wspaniałych rzeczy, które przewyższają twoje najśmielsze oczekiwania i prawdzie złych rzeczy, które przerastają twoje najgorsze koszmary. Takie jest życie. Ten kto chce tego uniknąć, powinien narodzić się ponownie w innym czasie i w innym świecie. Nasz świat jest właśnie taki – bardzo surowy. Ale w moim życiu rzeczywistość przerosła moje najśmielsze marzenia. Na przykład moja rodzina – znacznie przewyższyła moje pragnienia, a ja naprawdę o tym marzyłem.

Nie wiem o co chodzi, bo Facundo udzielił naprawdę wielu wywiadów. Owszem – były różne, ale to już zależy od dziennikarza i poziomu zadawanych pytań. Niemniej jednak Facundo zawsze się wypowiadał z sensem, mówił logicznie i zrozumiale, a ta rozmowa jest jakaś dziwna. Może to kwestia tego, że jest publikowana we fragmentach i wypowiedzi Facundo są wyrwane z kontekstu, a może to bariera językowa. Nie wiem… Mnie się ten wywiad po prostu nie podoba.

Pierwsza część wywiadu ukazała się tydzień wcześniej (LINK) Facundo mówił wtedy o postaciach, które zagrał i o tym jak przygotowuje się do ról. 

Mosty Madison – RÓŻNE

60 sekund z Facundo Arana:

https://youtu.be/hu-KxQPxKuQ

Gdybym miał wybrać drinka, żeby znów zdobyć (poderwać) mają żonę, wypiłbym dobrą matę i patrzyłbym na nią. Albo Caipiroskę, albo Tię Marię z lodem. Caipiroska!

To co lubię w Mostach Madison to patrzeć widzom w oczy, kiedy zagraliśmy już cały spektakl. Można popatrzeć wszystkim prosto w oczy. Po drugiej stronie sceny palą się światła. To lubię najbardziej ze wszystkiego – patrzeć widzom w oczy, kiedy kończy się sztuka. Kiedy wszystko jest ukończone.

Gdybym nie był aktorem, chciałbym być muzykiem. A gdybym nie był muzykiem, chciałbym rysować. Jeśli nie byłbym rysownikiem chciałbym pisać. Jeśli nie byłbym pisarzem chciałbym surfować. Gdybym nie był surferem, chciałbym zacząć od początku i zająć się tym, o czym nie powiedziałem teraz. Chciałbym wspinać się po górach. Gdybym nie zajmował się wspinaczką, to zająłbym się… Dzięki Bogu mam możliwość zajmować się wszystkim co lubię. Wybrałem i już się nie cofnę. 

Ta wypowiedź nie w pełni odnosi się do Mostów Madison, ale nie chcę tworzyć na nią oddzielnego postu, więc wstawiłam ją tutaj.

Jak powstaje scenografia Mostów Madison:

https://youtu.be/tp0XvQacxiQ

Zdjęcia:

Źródło: https://www.instagram.com/p/BajU57TAQyr/

Źródło: https://www.instagram.com/puentes_madison/

Źródło: https://www.instagram.com/p/BadAp_YB2fg/

MG Entrevistas – Facundo Arana (cz. 1)

https://youtu.be/lMcKnPjMb2U

  • Jak powstaje postać?

To piękne. Czasami niczego nie trzeba szukać, wszystko jest blisko. Bywa też, że postać wymaga działania bez zastanowienia, na oślep. A we mnie jest tyle obaw, które krzyczą: Nie wolno tak! Nie wolno! Ale pasja i pragnienie jest tak silne, że poddaję się temu. Biorę w ciemno postać, ze wszystkimi jej niedoskonałościami. To wszystko jest tak charakterystyczne dla bohatera, że szanuję to i staję za nim murem. Już Ci mówiłem: Pisanie dziennika jest o wiele ciekawsze niż jego czytanie.

  • Jest jakaś bohater, którego szczególnie pamiętasz?

Jest ich wielu i z różnych powodów. Martin Quesada z Sos Mi Vida w parze z Ivo di Carlo z Munieca Brava. To ten sam aktor z bardzo różnymi postaciami. Jeden to zepsuty syn bogatego przedsiębiorcy, a drugi sam jest przedsiębiorcą. Młodym biznesmenem, ale i ojcem. Są to różne postaci. To są różne momenty w życiu tego samego charakteru. To świetna możliwość. To jakby rozbić serial o tej samej postaci, który toczy się przez 60 lat jego życia. To byłby niesamowite. To dlatego tak lubię tę parę bohaterów. Coraje, Yago, Bautista Amaya z Vidas Robadas, Thomas Ledesma z 099 Central, Alejo i Manuel z Chiquititas*. Jako młody aktor zagrałem dla dzieci te dwie postaci. Dopiero później – z biegiem czasu to zrozumiałem. To było świetne. Stworzyłem dla dzieci podwójnego bohatera, nie bardzo rozumiejąc o co chodzi. A teraz po pewnym czasie patrzę i mówię: To jest dobre! To właśnie oznacza zgodzić się na coś w ciemno i powiedzieć: Tak, mogę to zrobić! Było to zrobione w taki sposób, takim językiem, żeby zaskoczyć dzieci. I one pamiętają to do dzisiaj. 

  • Jak Ci się pracowało w Vidas Robadas (Skradzione Życia)?

Vidas Robadas to okazja do wzięcia pełnej odpowiedzialności za rolę, wiedząc że historia, którą opowiadamy jest oparta na przerażających wydarzeniach często rozgrywających się w Argentynie. W tamtym czasie naiwnie myślałem, że realnie wpłyniemy na to straszne zło, jakim jest handel ludźmi zrywając mu maskę. Niech wszyscy ludzie wiedzą, widząc jakiś przydrożny bar, że istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że pracuje tam dziewczyna, która jest tam wbrew swojej woli – jako niewolnica, niewolnica seksualna. I niech ludzie wiedzą, że w ten proceder są zamieszani policjanci, że istnieje sieć powiązań, która prowadzi do polityków. To robi wrażenie. Mówiłem: Otworzymy ludziom oczy! Nawet ich nie poruszyliśmy… Nic się nie zmieniło. Oni roześmiali się nam prosto w twarz. Wszyscy. Tym, którzy oglądali telewizję. Nam. Wtedy to zrozumiałem. Kiedy ludzie podróżują i widzą takie miejsca, wiedzą co tam się dzieje. Nie udało nam się zerwać tej maski. A raczej zerwaliśmy, tylko to nikogo nie obeszło. Ale najważniejsze jest to, że otworzyliśmy ludziom oczy. Vidas Robadas to jeden z tych momentów, kiedy można być dumnym, że jest się aktorem, bo przecież ta praca budzi świadomość społeczną.

* Facundo mówi tu o serialu Chiquititas, w którym zagrał podwójną rolę Alejo i Manuela

Wydaje mi się, że jest to tylko część dłuższego wywiadu, z którego udostępniono fragment na ten konkretny temat. Może dlatego pierwszy akapit jest trochę dziwny i niezrozumiały, bo wyrwany z kontekstu.

Źródło: https://www.instagram.com/p/BaccKHUAoBy/?tagged=facundoarana

Wywiad z Facundo Arana dla La Nacion (tłumaczenie)

Rozmowę z aktorem i muzykiem Facundo Arana przeprowadziła Mariana Aras. Wywiad nagrano 19/09/2017, a opublikowano 02/10/2017.

  • W programie spotykamy się z mężczyznami i kobietami, którzy inspirują nas swoją kreatywnością. Motywują nas swoim twórczym podejściem do życia. Dzisiaj naszym gościem jest aktor i muzyk, który odważnie i szczerze przyjmuje to, co przynosi mu życie. Zawsze tak postępował. Pierwsze kroki w muzyce stawiał grając na saksofonie w metrze w Buenos Aires. Nagrał już trzy płyty. Wcielał się w postaci bohaterów, którym oddał część siebie. Ma swój własny styl gry filmach, telewizji, teatrze. Jest laureatem nagród Martin Fierro, Florencio Sanchez, ACE (Asociación de Cronistas del Espectáculo) w teatrze i w telewizji. Dziś gościmy i mówimy „Bienvenido” Facundo Arana. Witaj Facundo!

Witaj Mariana! Jak się masz?!

  • Cieszę się, że jesteś z nami.

To dla mnie zaszczyt. Każde spotkanie z Tobą to przyjemność.

  • Też lubię się spotykać z Tobą. Co wzbudza w Tobie kreatywność? Co rozbudza w Tobie twórczego ducha?  Co sprawia, że tworzysz? Co? Jakie uczucia? Jakie emocje?

Noc… I każda sekunda życia, przeżyta w sposób, który pobudza wszystko to, co jest niezbędne w tworzeniu. I pragnienie, żeby kiedyś wszystkie te przeżycia zbiegły się w jednym punkcie.

  • Bardziej odpowiada Ci proces twórczy – tworzenie postaci, pisanie, czy tworzenie czegokolwiek innego, czy też wolisz ten moment, kiedy wszystko jest już gotowe, a Ty stajesz przed publicznością i zmieniasz się w kogoś innego?

Wszystko to jest czystym szaleństwem. We wszystkim są święte chwile. We wszystkim. Ten moment, w którym przychodzi na ciebie oświecenie, kiedy zdajesz sobie sprawę, że narodził się pomysł i nie chcesz, żeby zniknął… To są sny, marzenia. One są twoje. Należą do ciebie. Ale kiedy budzisz się rankiem, zapominasz je. Potrzebujesz ich, ale ich nie ma. Ta chwila jest święta. Ten moment, kiedy widzisz, że wszystko powoli nabiera kształtu. Teraz już wiem z doświadczenia, że to co próbuje się stworzyć, może się nie udać, ale będzie to część procesu twórczego. To czysta magia.

  • Lubisz ten proces?

Uwielbiam go. A jeszcze bardziej lubię prezentować to publiczności. Znacznie bardziej! To jest magiczne! To jest piękne! 

  • Kiedy coś nie działa, lub projekt który naprawdę Ci się podoba nie rozwija się, co wtedy robisz? Ustępujesz, czy uparcie przy nim trwasz?

To różnie bywa. Czasami jeśli coś nie działa, skłaniam się ku czemuś innemu. Jeśli człowiek z zainteresowaniem obserwuje to co się dzieje każde dnia…

  • W teraźniejszości…

Tak, w teraźniejszości. Trzeba to śledzić z zainteresowaniem. I nie tracić czasu, a mieć odwagę zagubić się w czasie. Może się wydawać, że to tylko gra słów, ale tak nie jest. To wspaniały sposób na życie, który odkryłem i go wybrałem.

  • Pewien francuski wspinacz – nazywał się Lionel Terray, był z tych, którzy w dawnych latach zapoczątkowali wpinanie się na trudne do zdobycia szczyty. Powiedział coś takiego: Po wejściu na szczyt góry znajdziesz tam zimną, twardą skałę, ale najważniejsza jest zawsze ta idea, ten ukryty sens, który każdy człowiek podejmujący wspinaczkę wkłada w swoje marzenie. A jakie marzenia i ideały zachęciły Cię do wspięcia się na Aconcaguę i Mount Everest. Nie wiem, czy były jakieś inne góry, pewnie były…

Tak. To za każdym razem były inne motywy, ale miały ze sobą związek. Jeśli chodzi o Aconcaguę, to wtedy jeden z moich przyjaciół zachorował na raka. Jechałem wtedy furgonetką z przyczepą campingową z Jujuy w kierunku Mendozy. W Jujuy spotkałem się z przyjacielem, u którego właśnie zdiagnozowano raka. Zobaczyłem Aconcaguę i poszedłem przynieść mu kamyk z najwyższego punktu, do którego dam radę dosięgnąć. Uświadomiłem sobie, że sam będąc jeszcze dzieckiem miałem raka. Zszedłem w dół z tym kamykiem i podarowałem mu go. Zejście z tym kawałkiem szczytu było bardzo symboliczne. Nie dla mnie, ale wiedziałem, że dla niego to będzie dobre. Wszystko zrozumiał. Obaj wspólnie zrozumieliśmy. Z Everestem to było coś bardziej osobistego. Nie wiedząc co się ze mną będzie działo, doszedłem do szczytu i zadzwoniłem do rodziców, żeby zadedykować szczyt tym dwóm osobą, które szły ze swoim synem trzymającym się ich rąk. Miałem siedemnaście lat. Byłem po limfografii. To taki zabieg, podczas którego do krwiobiegu wprowadza się płyn kontrastowy żeby przeprowadzić niezbędne badania diagnostyczne. Nie mogłem iść, ale uparcie chciałem wrócić do domu. Moi rodzice po drodze mnie podtrzymywali. Nigdy o tym nie zapomniałem. Także temu posłużył Everest. To ma związek z kreatywnością – kiedy wszystko ma sens, kiedy wszystko się łączy…

  • I Ty dobrze o tym wiesz, to ma wiele przyczyn…

Tak. Możesz rozmawiać z górą, możesz lepić coś z gliny… To wszystko jest częścią procesu. To sprawia, że myślisz o tym samym, o tym, skąd wszystko pochodzi. Mi bardzo pomaga dobra pamięć. Lubię pamiętać o pewnych sprawach.

  • A o czym, co miało na Ciebie wpływ, tak dobrze pamiętasz?

To o czym Ci opowiedziałem jest dobrym przykładem. Nie zostało mi to w pamięci jako coś ważnego, ale najwyraźniej takim było. Uświadomiłem to sobie dopiero wtedy, kiedy dotarłem w takie miejsce, kiedy wiedziałem, że jeśli Bóg mi pozwoli w nim być, to będę tam tylko jeden raz w życiu. Był to sam szczyt Everestu. Myślałem o tym i tak się stało.

  • W wieku siedemnastu lat miałaś chorobę Hodgkina?

Tak.

  • Wiele miesięcy chemioterapii?

Tak.

  • To było długie leczenie, ale wyzdrowiałeś, prawda?

Tak.

  • Czego te wydarzenia Cię nauczyły? Myślę, że czasami ludzie boją się życia. Może przez to co Cię spotkało, ten strach minął? To dlatego jesteś taki odważny, tak lubisz ryzyko. Przecież wspinanie się na takie góry jest ryzykowne.

To wcale nie jest ryzykiem. Powiedziałbym raczej, że to kwestia zwiększenia środków bezpieczeństwa, to nie balansowanie na krawędzi, ale cieszenie się tym co robisz. Jeśli skaczesz z samolotu, to skaczesz z zapasowym spadochronem, wiesz kto składał ci spadochron. Jeśli wspinasz się po górach, wiesz z kim idziesz. I nie pozwalasz sobie na błędy. Nie, to nie jest ryzykowanie.

  • Nie?

Ryzykować, to przechodzić na zielonym świetle, nie rozglądając się dookoła. To jest ryzykowanie.

  • Wielu tak robi, wpatrując się w telefony komórkowe.

Ile razy widzi się, jak ktoś przechodzi przez jezdnię wpatrzony w telefon komórkowy. Albo niby się rozgląda, ale telefon zajmuje go o wiele bardziej. To tak naprawdę jest ryzykowanie życia. Najważniejsze, to być świadomym. Możesz robić co tylko chcesz, pod warunkiem, że robisz to świadomie, że wiesz co robisz, że przygotowujesz się do tego co robisz. Jeśli tak, to nie wiem, czy istnieje ryzyko. Myślę, że przede wszystkim trzeba być ostrożnym i przygotowanym na to, co robisz.

  • Przeprowadźmy taką analogię, pomiędzy wspinaczką górską i poszukiwaniem marzeń. Zapewne w życiu chciałeś spełnić wiele marzeń.

Podczas wspinania się na góry trzeba wiele zrobić. Trzeba zaadaptować się do zmian. Są ludzie, z którymi idziesz i ludzie którzy instruują cię, jak się wspinać. I nagle wszystko może przyjąć zły obrót. Trzeba zachować spokój. Dopiero co Ci mówiłem co myślę, że wspaniale jest widzieć, że wszystko co jest blisko ciebie ma sens i wszystko co robisz ma sens. Kiedy wszystko zbiega się jednym punkcie. Kiedy wspinanie się na góry daje to samo co bezsenna noc w domu, czy pisanie, albo rysowanie. Albo kiedy się zamyślisz i nie czujesz upływu czasu.

  • Kiedy pojawiło się marzenie, żeby zostać aktorem? Jak to się zaczęło, jak przebiegało, jak przeszedłeś tę drogę? Doszedłeś do wszystkiego sam, czy inni Cię wspierali?

Kiedy byłem mały – miałem dziesięć lat przyszedł do naszej szkoły Jorge Luis Borges. Był tydzień. Przychodził z Marią Judith Molinari, pisarką. On przychodził, a ja deklamowałem mu „El cautivo”. W wieku 10 lat.

  • Wow!

Wiesz, że byłem bardzo nieśmiałą osobą.

  • Tak.

I stałem przed Borgesem po tym wszystkim, co nam o nim powiedziano! Wiedzieliśmy kim on jest. Rozumiesz?! To Twoja kropka nad i. W wieku piętnastu lat mój najlepszy przyjaciel…

  • Bardzo silne przeżycie, prawda?

„En Junín o en Tapalqué refieren la historia. Un chico desapareció después de un malón…” (Facundo cytuje z pamięci opowiadanie Borgesa). Przeczytajcie. „El cautivo” Borgesa. Któregoś dnia, w wieku piętnastu lat, przyszedł do mnie mój najlepszy przyjaciel, mój brat. On pisał, a ja rysowałem. Ciągle to robiliśmy. Tylko tym chcieliśmy się zajmować w życiu. On miał zostać trębaczem, a ja saksofonistą. Już wtedy to wiedzieliśmy. Przyszedł do mnie i powiedział: Znalazłem to, czym będziemy się zajmować! Pytam: Co to ma być? On na to: Teatr! Nie rozumiałem o czym on mówi. Teatr! Teatr! Teatr! Powtarzał Kali – tak miał na imię. Powiedział: Zajmiemy się teatrem! Odpowiedziałem: Nie! Nie interesuje mnie to. Nie rozumiem. „…Być, albo nie być…” Co to ma być?! Nalegał przez dwa miesiące. Zabrał mnie do College De La Salle, wykład miała Alicia Muzzio. To było niesamowite! Wszedłem do teatru i zobaczyłem scenę. Światło było przytłumione, paliła się tylko jedna niebieskawa żarówka. Na scenie był barowy, drewniany stół i dwa krzesła. Cały teatr był w ciemności. Wszedłem, zobaczyłem to i zrozumiałem, że… Nie wiedziałem co się działo na tamtej scenie, ale zakochałem się od pierwszego wejrzenia! Chciałem się tym zajmować, być tego częścią.

  • Chciałeś być w tej pustej przestrzeni?

Potem trzeba już było się tylko nie cofać (nie rezygnować).

  • Nie cofać się. Zawsze tak mówisz. Co to znaczy? Nie rezygnować, kontynuować?

Tak. Tak. Dokładnie tak!

  • Pracować? Podejmować wysiłek?

Tak. I cieszyć się życiem, i pozwalać sobie na przyjemności. I nie próbować szukać cały czas celu, który jest oddalony o 500 kilometrów, ale cieszyć się każdego dnia tym, co praca może ci dać. Czuć się komfortowo na pierwszych zajęciach teatralnych, być wśród innych ludzi recytując tekst, mimo że jeszcze nie potrafisz spojrzeć drugiej osobie w oczy, i zrobić to później dzięki swojej pracy. A potem dodać do tego saksofon. A potem samemu coś zdecydować. Zdecydować się na pracę i dowiedzieć się, że dali ci kopa w tyłek i odejść. Odejść, zostać bez pracy i jej szukać. Czuć się komfortowo, grając w metrze na saksofonie obok innego muzyka. Znaleźć swoją stację. Kiedy jesteś tylko czystą kartką papieru… Wszystkim nam różnie się wiodło… Kto z nas nie był chory, kto nie stracił kogoś bliskiego, nie doświadczył problemów, które mocno go poruszyły. Każdy przeżył nieszczęśliwą miłość, która sprawiła mu wielki ból. Każdy. Przecież jesteśmy ludźmi.

  • Tak. Wszyscy mamy różne doświadczenia. Taka karma?

Wszystkich nas to dotyczy. Nie wiem, czy dokonałem wyboru, jak postępować. Po prostu ruszyłem dalej. I podoba mi się ten sposób postępowania, który wybrałem dwadzieścia lat temu. Albo trzydzieści. I staram się dostosowywać do niego.

  • Stałeś się jedną z najpopularniejszych osobowości telewizyjnych. Zagrałeś w wielu udanych projektach, prawda? Muneca Brava, Padre Coraje, Sos Mi Vida, jeden z ostatnich seriali – Farsantes.

Yago!

  • Yago.

Chiquititas. Tak wiele tego było…

  • Chiquititas był pierwszym serialem…

Nie. Chiquititas był po pięciu latach.

  • Jak wpłynęła na Ciebie popularność? Lubisz to?

Ona przyszła stopniowo. Inaczej bym jej nie zniósł.

  • Dlaczego uważasz, że ona jest nie do zniesienia? To takie trudne?

Kiedy pojawia się nagle?! Kiedy wszystko dzieje się nagle?! Nagle dużo się dzieje. Nagle wszyscy zaczynają się z tobą witać. Idziesz ulicą i witasz się z wszystkimi. Trzeba się dostosować, a to nie jest łatwe. Nawet jeśli jesteś dobrze wychowany. Ja dzięki Bogu pochodzę z dobrej rodziny. Nie sposób umieć radzić sobie z tym wszystkim, kiedy nagle przychodzi sława, przychodzą pieniądze, możliwości. Nagle wszystko to, co było wcześniej przyjmuje inne kształty. Nie wiem czy jest ktoś, kto byłby w stanie sobie dobrze z tym poradzić. Ze mną wszystko działo się stopniowo i jestem za to bardzo wdzięczny. W tamtym czasie, kiedy w 1998 roku pojawiło się Chiquititas pracowałem w telewizji bez jednego dnia przerwy od 1993 roku. I to dobrze, bo pracowałem z Cris Moreną i z Gustavo Yankelevichem, a prowadził mnie Marcelo Rey.

  • To Twój przedstawiciel. Kochasz go bardzo?

Tak. Tak. To brat, ojciec chrzestny, przyjaciel.

  • To takie ważne, żeby mieć takiego człowieka, który kieruje, pomaga zrozumieć zawód, pomaga dokonać wyboru?

Kiedy potrzebujesz mentora, to absolutna podstawa. Kiedy już nie potrzebujesz mentora, potrzebujesz człowieka, który poda ci rękę, kiedy się potkniesz, albo złapie cię za nogę, kiedy odlatujesz na księżyc i powie: Uspokój się! To jest strasznie ważne…

  • To Maria?

Maria, dzieci… Bogu dzięki…

  • Maria Susini, Twoja żona.

Moja żona.

  • Wszyscy wiedzą, ale powiedzmy to.

Ona jest kobietą z tego samego środowiska. To dla mnie wielka zaleta. Tak. Maria jest na pierwszym miejscu. Moje dzieci. Moje siostry. Moi przyjaciele. Moja mama. Mój ojciec do ostatniego dnia jego życia. Dzięki Bogu mam wiele wsparcia. Dostaję wiele wsparcia i wspieram moich bliskich, obejmuję ich obiema rękami i całym sercem. Rozumiesz?

  • Tak. Umiesz być wsparciem.

To właściwie nie jest wspieranie się. Wszyscy nawzajem się obejmujemy. I każdy robi swoje. Adwokat zajmuje się prawem, gospodyni zajmuje się domem, wszyscy mamy pracę i wszyscy mamy wspaniałe życie i staramy się nim cieszyć póki trwa.

  • Facu, po raz pierwszy usłyszałeś dźwięk saksofonu jadąc z ojcem samochodem? I wtedy wszystko się zaczęło? Nie chciałeś oduścić i rodzice w końcu powiedzieli: No dobrze, damy Ci ten saksofon.

Nie umiem rezygnować.

  • Nie chcesz zrezygnować z saksofonu?

Z niczego nie chcę rezygnować.

  • Udało Ci się stworzyć już trzy płyty.

Dwie i pół.

  • I pół?

Trzecia…

  • Jest nowa płyta?

Nie, trzecia płyta…

  • Nagrałeś płytę z Chiquititas. Tak czy nie?

Oczywiście. To miałaś na myśli…

  • No jasne. Więc są już Twoje dwie płyty, a trzecia powinna się ukazać?

Powinna. Na razie powstaje, zanim zostanie wydana, trzeba ją przygotować.

  • Jak Ci się to wszystko udaje? Dla przykładu, telewizja, aktorstwo, teatr – wszystko stało się nagle, jak błyskawica. A z muzyką jest spokojniej, wolniej. Oczywiście zawsze się tym zajmowałeś, ale robiłeś to inaczej. Którą płytę bardziej lubisz?

Każda płyta, to szaleństwo, bo wiele lat o nich marzyłem. Nie liczę tego czasu od momentu wydania płyty.

  • Jasne.

Liczę czas od samego początku. Pamiętam tę gałkę… Mój ojciec prowadzi samochód i przekręca gałkę, a z radia rozbrzmiewa solo na saksofonie. Od tego czasu minęło całe życie, wiele lat, kiedy o tym marzyłem, chciałem tego. Potem postanowiłem zacząć to robić i uparcie pracować. Później postanowiłem grać i śpiewać przed publicznością. W wyniku tej długiej podróży wszystko to przerodziło się w dwie płyty. Swego czasu, w Chiquititas Cris powiedziała: Nie będziemy robić tej piosenki. A ja powiedziałem: Chcę zaśpiewać Estoy Loco! Zaśpiewam!

  • Nie ma w Tobie żadnej nieśmiałości!

Nie rozumiesz! Nie umieć z tym skończyć, nie oznacza zaczynać od zera. To znaczy burzenie ściany, która jest za tobą, której nikt nie widzi.

  • A teraz wystąpisz z UB40. Zagrasz jako ich support?

Tak. Na rozgrzewkę. Pomożemy im trochę. Dla mnie to zaszczyt.

  • Świetnie!

Tak!

  • To dobre doświadczenie.

Urodziłem się w 1972 roku. Całe życie znam UB40.

  • Jasne.

To ogromy zaszczyt zagrać przed nimi. A poza tym, to oni wybrali nas na swój support. Słyszałaś o tym?

  • Wiem, że przesłuchali Twój materiał.

Rozumiesz?!

  • To świetne.

Też mi się wydaje, że to jest świetne. Ważne. Dla mnie. Dla mojej historii. Dla naszej grupy. Świetnie, że możemy to zrobić. To będzie wspaniały wieczór.

  • Jak nazywa się Wasz zespół?

Mamy wiele nazw.

  • Wybierz jedną.

Na potrzeby koncertu z UB40 – The Blue Light Orchestra. Ale tak naprawdę jesteśmy grupą ludzi zajmujących się muzyką. Wymyśliliśmy nazwę, żeby wydać płytę z coverami utworów innych muzyków. Najpierw zrobiliśmy płytę z najlepszymi naszym zdaniem utworami wszech czasów spośród rocka, rytmu i bluesa. Nagraliśmy tą płytę i dużo występowaliśmy z tym repertuarem. A później Damian Amato z Sony spytał: A co z Twoimi własnymi piosenkami? Odważysz się? Odpowiedziałem: Tak! Razem z Chino Asencio zabraliśmy się do pracy i każdego dnia powstawała jedna piosenka. Za każdym razem, kiedy się spotykaliśmy! Stworzyliśmy utwory, których można słuchać na platformach muzycznych na całym świecie!

  • Tak. Ale to już inna historia, prawda?

Tak. To kolejna historia.

  • Facu, teraz porozmawiajmy o sztuce Los Puentes de Madison z Araceli Gonzalez. Z Twoją postacią – Robertem, masz pewnie wiele wspólnego? To fotograf, zapalony podróżnik, który lubi naturę. Jest życzliwym, serdecznym człowiekiem. Jak podszedłeś do tej postaci? Jak pracowałeś nad rolą? Czy to było trudne? Czy to dobra sztuka?

Wyglądało to tak: Do tego przedsięwzięcia zaprosił mnie Javier Faroni. Powiedział: Będziemy przygotowywać sztukę. Zgodziłem się od razu. Kiedy wspomniał, że chodzi o Mosty Madison, po prostu nie sposób było odmówić. Powiedział mi jeszcze, że jeśli ja nie zagram, to on nie zrobi tego spektaklu.

  • Wow!

Poczułem się bardzo dobrze. Poczułem się taki ważny, doceniony. Powiedziałem: Zobaczymy… Zacząłem czytać książkę. Pomyślałem też, że świetnie będzie pracować z Araceli. Tak to było. To była świetna okazja. Spektakl wyreżyserował Indio Romero. Wszystko tak świetnie się zapowiadało, że nie chciałem przegapić takiej okazji.

  • Jasne.

Znasz Indio. On jest…

  • Jest świetnym reżyserem.

Tak. Ta sztuka to taki „cukiereczek”. Taką pracę przyjmuje się choćby dla jej historii. Tak jak Ci mówiłem, trzeba następnego dnia usiąść spokojnie, pomyśleć i uśmiechnąć się. Tak naprawdę składamy się z takich właśnie momentów, z dobrych wspomnień. Ta praca stanie się jednym z takich wspomnień.

  • W teatrze jest trudniej niż w telewizji? Czy czujesz, że praca w teatrze jest dla Ciebie bardziej złożona? Każdego wieczoru odtwarzasz jedną i tą sama rolę, stajesz przed publicznością…

Słuchaj…

  • Jak odbierasz tą różnicę? Mówisz, że w teatrze nie da się oszukiwać. Trzeba wszystko robić szczerze. Jeśli gdzieś oszukasz, to później wyjdzie.

Widzisz… Jeśli jesteś uczciwy, jeśli lubisz patrzeć na siebie w lustrze, wiedzieć wszystko takim jakim jest, to nie możesz oszukiwać. Telewizja jest jak wielka, szybka fala, a ty masz tylko małą deskę. To nie jest idealna fala. W tej fali jest mnóstwo adrenaliny. Pędzisz i wszystko może się zdarzyć!

  • Tak.

Musisz umieć po niej surfować. A w teatrze fala jest idealna. Na niej popłyniesz doskonale. Znakomicie się przygotujesz. Każdego dnia będziesz cieszyć się tą samą falą, ale z innymi widzami, którzy przychodzą na ciebie popatrzeć. I możesz płynąć po tej fali w taki sposób, w jaki to wyćwiczyłeś. To wynik, którego nie ma potrzeby zmieniać. Kiedy jako artysta osiągniesz najlepszą wersję swojej postaci, to już wszystko! Potem już tylko przygotowujesz się każdego dnia i pokazujesz to! W telewizyjnej rutynie do jakiej przyzwyczaiłem się w serialach nagrywa się po wiele scen dziennie. Każda scena jest inna. W jednej scenie płaczesz i pęka ci serce. W następnej scenie cieszysz się jedząc kolację z przyjaciółmi, a oni zaśmiewają się z tego co wydarzyło się poprzedniego wieczoru. A do tego grasz jeszcze to, co wydarzy się pojutrze. To zupełnie co innego.

  • Facu, Twoim wielkim marzeniem było założenie rodziny. Nie wiem, czy to było marzenie, czy tak jak mówisz: Czasami życie zaskakuje… Pojawiła się Maria, coś zaiskrzyło i powstała rodzina z trójką dzieci. Jak to jest? Czy to trudne, czy łatwe? Podoba Ci się to? Lubisz to? Są trudne momenty?

Słuchaj, nie wiem czy jest na świecie coś bardziej skomplikowanego, niż czuć, że jesteś odpowiedzialnym za przygotowanie tych małych istot do tego, żeby jutro stali się dorosłymi i zdolnymi do życia w społeczeństwie ludźmi.

  • To trudne.

Myślę, że to jedna z najtrudniejszych rzeczy na świecie. Ale życie jest takie magiczne, że wszystko przychodzi lekko, nawet jeśli doskonale zdajesz sobie sprawę z odpowiedzialności. Dzięki tej magii wszystko staje się łatwe. A jeśli jeszcze ci się poszczęści i obok ciebie jest ktoś, kto ręka w rękę… Mi bardzo się poszczęściło…

  • Tak?

Tak. Tak. Tak.

  • Spotkałeś kobietę idealną.

Rzeczywiście. Chociaż nie wiem, czy jest choć jedna nieidealna kobieta. Ja spotkałem idealną…

  • Podoba mi się to Twoje: Nie wiem, czy jest choć jedna nieidealna kobieta.

Czuję, że taka nie istnieje.

  • To wspaniałe, co mówisz.

Cóż, dziękuję. Ale mam wrażenie, że Bóg postawił przy mnie osobę, którą ciągle odkrywam. Ciągle odkrywam ją jako kobietę, towarzyszkę życia, matkę, kochankę, żonę, przyjaciela. Ona jest moim przyjacielem, moim najlepszym przyjacielem. Mówię o niej i mam gęsią skórkę, a jesteśmy już ze sobą prawie jedenaście lat. Na myśl o niej…

  • Masz dobry przykład. Twoi rodzice przeżyli ze sobą wiele lat. Pokazali Ci obraz rodziny.

Tak… Jestem dumny z tego, jak oni przeżyli życie, byli razem do ostatniej sekundy życia mojego ojca. On odszedł jako pierwszy. Jestem z niego bardzo dumny. Jestem dumny, że rodzice nauczyli nas życia. Ale nie uważam, że rzecz jest w tym, czy jest się razem, czy oddzielnie. Współcześnie żyje się inaczej. Są dobre rodziny, w których ludzie zdają sobie sprawę, że najlepsze co mogą zrobić dla swoich dzieci, to rozejść się. Rozumiesz?

  • Czyli forma nie ma znaczenia?

Nie.

  • Treść ma znaczenie. Uczucie. Miłość.

Dokładnie tak. Jestem pewien, że jeśli kiedyś z Marią zdalibyśmy sobie sprawę, że przestaliśmy czuć to, co czujemy dzisiaj, to częścią tej ogromnej miłości, którą teraz doświadczamy, byłaby decyzja, żeby pozwolić sobie żyć własnym życiem, które byłoby lepsze w pojedynkę. Rozumiesz? Ale mówię to teraz, kiedy wszystko między nami jest wspaniale. Wszystko oczywiście jest znakomicie. Zróbmy tak… (pokazuje gest „żeby nie zapeszyć”). Wszystko u nas jest dobrze. Podoba mi, kiedy na nas patrzę. Naprawdę podoba mi się to co widzę, kiedy na nas patrzę. Widzę, że jesteśmy razem bardzo szczęśliwi. I mówimy to sobie nawzajem. Kiedy ona mi to mówi, wierzę jej. Widzę to w jej oczach i czuję, że ona widzi we mnie to, co ja widzę w niej. Nie trzeba wielu słów.

  • Niezwykła historia. Na ekrany wchodzi Adiós Querido Pep, film w reżyserii Kariny Zarfino, która pochodzi z Urugwaju, ale mieszka w Argentynie.

Tak.

  • Gra w nim Florencia Raggi. W filmie przedstawiono różne poglądy na życie i śmierć. A co Ty uważasz? Jakie są Twoje poglądy na życie i śmierć Facu?

Kiedy przyszedł moment, w którym myślałem, że wkrótce umrę, poczułem się bardzo spokojny. Uważałem, że jestem przygotowany. Ale chciałem zostać.

  • Chciałeś zostać tutaj?

Tak to wyglądało ze mną. Nikt mi niczego o tym nie mówił. A ja nie udawałem. Śmierć to mocne słowo. Wszyscy tam zmierzamy. Cokolwiek byśmy nie czuli – odejdziemy. Przyjdzie moment, kiedy w zależności od tego co czujemy w głębi duszy, przeniesiemy się do życia wiecznego, albo jak powiedział José Mujica światło zgaśnie i wszystko się skończy. Ale wydaje mi się, że najważniejsze jest to co robimy póki jesteśmy tu – na tym świecie. Co będzie potem… nie wiadomo. Dałby Bóg, żebyśmy poczuli, że żyliśmy, że było warto. Rozumiesz?

  • Dziękuję Facu.

Nie, to ja dziękuje.

  • Dziękuję.

Dziękuję bardzo, Mariana. To zawsze jest wielka przyjemność.

https://youtu.be/nSvq6NdRMUQ

Źródło wideo: http://www.lanacion.com.ar/2068533-facundo-arana-el-momento-en-que-una-idea-toma-forma-es-sagrado

Źródło zdjęcia: https://twitter.com/PersonajesTV

Wywiad ukazał się w formie wideo, wiec gdyby nie Ludmiłka z Mundo Latino Rusia, nie miałabym najmniejszych szans na jego przetłumaczenie. Ludmiłka przetłumaczyła go ze słuchu na rosyjski i udostępniła na forum tekst, a dzięki temu ja mogłam przetłumaczyć go na polski. Jak zwykle w moim wykonaniu, w większości jest to tłumaczenie, a we fragmentach, z którymi sobie nie poradziłam – interpretacja.

PS Wzorem dziewczyn z Mundo Latino Rusia próbowałam zrobić to tłumaczenie w formie napisów do filmu, ale nie umiałam sobie poradzić 😳  więc opublikowałam je w tradycyjnej formie i wyszedł mi mega długi post, ale chyba Wam to nie przeszkadza 😉

Wywiad z Araceli i Facundo z PRONTO (03/2017)

Wywiad ukazał się w marcowym numerze magazynu PRONTO. Z aktorami – Facundo Arana i Araceli Gonzalez rozmawiała Nancy Dure, zdjęcia autorstwa Pablo Gonzaleza. 

Czasami zdarzają się chwile szaleństwa, złość i łzy…

13/04/2017 odbędzie się premiera spektaklu opartego na powieści, która znana jest też z wersji filmowej z udziałem Meryl Streep i Clinta Eastwooda. Mówiono, że się kłócili, że Facundo opuścił próbę trzaskając drzwiami. Oni twierdzą, że wszystko jest względne, a chwile napięć, które się między nimi zdarzają są elementem procesu twórczego.

Mówiono, że strasznie się kłócili, a on zmęczony jej gwiazdorskimi manierami trzasną drzwiami w środku próby. Ponoć premiera stała pod dużym znakiem zapytania. Jedak widząc jak komunikują się ze sobą staje się jasne, że w rzeczywistości nic takiego nie miało miejsca. A przynajmniej nie było tak, jak mówiono. Spokojna Araceli Gonzalez patrzy na niego z zawadiackim uśmiechem i przyznaje, że Facundo Arana bardzo lubi czułości. Jeśli któregoś dnia za mało się go przytula, złości się. Tak oto – z nerwami na wierzchu, przygotowują się do Mostów Madison.

  • Czy trudno jest zagrać takie kultowe postaci?

Facundo: Nie ma nic piękniejszego niż trudne zadania. Jesteśmy świadomi tego, co działo się z powieścią Roberta Jamesa Wallera i filmem, gdzie główne role zagrali Clint Eastwood i Meryl Streep. Ale naszym reżyserem jest Luis Romero, a scenariusz napisali Federico Gonzalez del Pino i Fernando Masllorens.

Araceli: Adaptujemy książkę – nie film. To piękne, bo w scenariuszu mogły się znaleźć rzeczy, których nie można pokazać w kinie, a w teatrze tak. Z trójką naszych kolegów wykonujemy niełatwą pracę.

Facundo: Wymienię ich: Matías Scarvasi, Lucrecia Gelardi i Alejandro Rattoni. Mamy już obsesję na punkcie tej pracy. To wymaga pełnego zaangażowania. 

  • Pracowaliście razem?

Araceli: Nigdy. 

  • Ale znaliście się, bo Facundo od dawna przyjaźni się z Twoim mężem – Fabianem Mazzei.

Araceli: Też nie.

Facundo: Od czasu, kiedy Araceli jest z Fabianem spotkaliśmy się z nim zaledwie kilka razy. Raz przyjechał do nas do domu napić się mate, a drugi raz spotkaliśmy się nie pamiętam już gdzie.

  • To wina Araceli? 

Araceli: Przysięgam, że nie.

Facundo: Kiedyś go spytałem: Fabi, dlaczego w ogóle się nie widujemy?! Spojrzał na mnie, mrugnął porozumiewawczo i powiedział: Żyję z Araceli Gonzalez, głupku!

Araceli: To nieprawda (śmieje się)

Facundo: Tak bywa w życiu. Z Fabianem i innymi przyjaźnimy się od lat i bardzo się lubimy. To prawdziwa, bezinteresowna przyjaźń, ale życie poprowadziło nas różnymi drogami. To prawda, że z Arą nie znaliśmy się, a przyszło nam zagrać w bardzo złożonym, emocjonalnym spektaklu. 

  • Kłóciliście się, czy nie?

Araceli: Nie, nie kłóciliśmy się. Owszem, to się nazywa kłótnią, ale kłótnią nie było. Logicznym jest, że dwoje obcych sobie ludzi, którzy muszą zagrać takie wrażliwe postaci, muszą się otworzyć, pokazać się takimi, jakimi są naprawdę. Są momenty szaleństwa, złości i łez. Ale to wszystko jest związane z procesem twórczym. Nie powiedzieliśmy sobie: Nauczymy się tekstu i wyjdziemy na scenę. Zdecydowaliśmy się pracować na poważnie, dlatego trzeba było poznać się z partnerem.

  • No i?

Araceli: Facundo nigdy nie opuścił próby. To nieprawda.

  • Nie trzaskał drzwiami?

Facundo: Nie, oczywiście że nie! Nigdy bym tego nie zrobił.

Araceli: Próbowaliśmy u mnie w domu. Gdyby tam trzasną drzwiami, zabiłabym go!

Facundo: Proces poznawania się jest trudny, jeśli chce się to zrobić uczciwie. Ale kiedy ludzie pracują na takim poziomie, jak my i mogą patrzeć sobie prosto w oczy, i wszystko sobie powiedzieć, to nie jest to kłótnia. To część procesu twórczego.

Araceli: To znaczy móc sobie powiedzieć: To było dla mnie przykre, albo: Nie podobało mi się to, co powiedziałeś. To wszystko.

  • Pracujecie z uczuciami, a Ty Facundo dopiero co przeżyłeś stratę ojca – Joge. Może to spowodowało, że stałeś się nadwrażliwy?

Facundo: Na następny dzień po pogrzebie mojego ojca ćwiczyłem z Arą. Araceli przytuliła mnie mocniej niż poprzedniego dnia i powiedziała, że musimy pracować, bo trzeba iść dalej. Tak to wyglądało. 

  • Facundo, przez lata uważany byłeś za ikonę uprzejmości.

Facundo: To wyrządziło szkodę mojemu życiu!

  • Po tarciach z Julio Chevezem w Farsantes niektórzy nazywają Cię konfliktowym. Araceli, jaki Facundo jest naprawdę?

Araceli: I o mnie tak myślą.

  • O tobie mówiło się, że zgrywasz gwiazdę.

Araceli: Gwiazdorzę?! Ja?! Co za bzdury! Postaram się teraz jasno wypowiedzieć. Zawsze mówię dzieciom, że musimy się chronić przed światem zewnętrznym, bo inni nas nie ochronią. Mogą powiedzieć wszystko, co chcą i to stanie się prawdą. To straszne!

  • Dokładnie. Dziś wszystko pozostaje w internecie na zawsze. 

Facundo: Wszystko jest w Google.

Araceli: Rzecz w tym, że ludzie nie zachowują wrażliwości w mówieniu. Ja na przykład wolę nie reagować, kiedy mówią o mnie źle. Z biegiem czasu wszystko i tak wychodzi na jaw. 

  • Czasami musi upłynąć dużo czasu…

Araceli: To bez znaczenia. Ważne, że wychodzi na jaw. To piękna chwila.

  • Nie odpowiedziałaś, jaki jest Facundo?

Araceli: Facundo jest bardzo wrażliwy i lubi czułość.

  • Co masz na myśli?

Araceli: Tak. On bardzo lubi być dopieszczony, lubi czułość i potrzebuje uwagi. Podoba mu się, że jesteś blisko, że go przytulasz. A jeśli któregoś dnia tego nie dostanie, bo jesteś w złym nastroju, to patrzy na ciebie takim wzrokiem… I trzeba wyjaśniać, że nic się nie stało, że to tylko zły dzień. Tylko to. Problem w tym, że niektórzy mają w sobie za dużo gniewu.

  • Jak to? 

Araceli: Człowiek wybiera, czy chce być złym, czy dobrym, ale ludzie z nadmiarem gniewu, nie mogą długo wytrzymać. Nazywają mnie gwiazdą. Wiesz co?! Podoba mi się to! Bo jest we mnie zero z gwiazdy! Najważniejsze dla mnie jest wiedzieć z kim dzisiaj śpię!

  • Tak się złożyło, że oboje jesteście ze swoimi partnerami od wielu lat.

Araceli: Tak. Podczas udzielania wywiadu uświadomiłam sobie, że z moim mężem jesteśmy razem już dziewięć lat.

  • Facundo, a Ty jak długo jesteś z Marią Susini?

Facundo: Dziesięć lat.

  • A jak radzicie sobie z pokusami. Przecież wasza sztuka jest o zakazanej miłości.

Araceli: Och, ja jestem teraz na innym etapie. Wszyscy mówią: A co będzie, jeśli ktoś się pojawi i zburzy ten spokój? A ja mówię: Niech nikt się nie pojawia, bo jestem szczęśliwa z moim mężem!

  • Widać, że Twój mąż trzyma Cię w mocnym uścisku.

Araceli: Tak, trzyma bardzo dobrze. Ale zwróć uwagę, że jeśli będziemy rozmawiać o sztuce, to będę broniła takiej miłości. Bo to miłość, nie zdrada.

  • Niektórzy myślą inaczej: seksualna przygoda nie jest zdradą, ale jeśli w grę wchodzą uczucia, to jest to zdrada.

Araceli: Ja myślę, że autor usprawiedliwia tę kobietę, bo przedstawia ją jako osobę zakochaną, ale ona szanuje instytucję rodziny i normy społeczne. Dlatego jej miłość do tego mężczyzny nie posuwa się dalej.

  • I nikt nigdy nie zdoła zrozumieć, co kryje się w sercu kobiety.

Araceli: To prawda (śmieje się)

  • A Ty Facundo, jak sobie radzisz?

Facundo: Umieram ze śmiechu! Zapomnij!

  • Nie wymiguj się. Na pewno nie jest Ci łatwo, kiedy masz tyle zakochanych fanek.

Facundo: Przyjmuję to jako komplement. Dzięki Bogu jestem żonaty ze swoją historią zakazanej miłości. Ledwo ją poznałem i się zakochałem. Na szczęście z nią stało się to samo. Gdyby Maria była zamężna usiadłbym i zacząłbym umierać. Ale poszczęściło mi się i mogę o tym krzyczeć na cały świat.

Skan wywiadu i rosyjskie tłumaczenie, na podstawie którego przygotowałam powyższy tekst pochodzi z forum Mundo Latino Rusia. Zdjęcie udostępniła Martina.56, rosyjskie tłumaczenie przygotowała Ludmiłka.

Tak jak napisałam na wstępie, to nie jest nowy materiał, ukazał się w marcu – jeszcze przed premierą sztuki Los Puentes de Madison, ale wydał mi się ciekawy, dlatego go przetłumaczyłam. Na Forum Mundo Latino Rusia pojawiły się ostatnio skany jeszcze dwóch artykułów – jeden jest z Gente, a drugi z Vamos. Nie wiem, czy będę je tłumaczyć, ale zdjęcia wstawię na pewno.

Wywiad dla Radia La Once Diez AM 1110 z 12/08/2017

12/08/2017 Facundo Arana był gościem Radia La Once Diez AM 1110,  gdzie w audycji Secretos En Reunion / Parece Que Viene Bien udzieli obszernego i ciekawego wywiadu. Z aktorem rozmawiał Pablo Gorlero.

Dziewczyny z Mundo Latino Rusia wykonały z tym wywiadem niesamowitą pracę. Людмилка (Ludmiłka) przetłumaczyła cały wywiad ze słuchu, a Íris i Vorobyishko przygotowały do niego napisy w języku rosyjskim. Ludmiłka  udostępniła także tłumaczenie wywiadu w formie tekstowej, dzięki temu mogłam przygotować swój tekst w języku polskim. Niestety nie jestem w stanie przetłumaczyć całego wywiadu, więc będzie to kompilacja streszczenia z tłumaczeniem. Zapraszam do lektury.

Rozmowa zaczyna się tradycyjnie od powitania i wymiany uprzejmości:

Witaj Pablo! Dzień dobry wszystkim!

  • Dzięki Facundo! Dziękuję, że przyszedłeś tu, żeby z nami porozmawiać. Oddaję Ci mikrofon. Po tym jak zobaczyłem bardzo głęboki spektakl En El Aire…

No tak… Dzięki En El Aire udało mi się choć w niewielkim stopniu zrozumieć tę niezwykłą magię, którą ma radio…

Rozmowa toczy się wokół ukochanego spektaklu Facundo – En El Aire. Facu opowiada o tym, jak wyobraża sobie pracę prezentera radiowego, mówi o zaufaniu jakie musi być między nim, a jego słuchaczami, wspomina też o roli operatora, który współpracuje z prezenterem, o tym jak muszą być ze sobą zgrani.

  • Będziesz znów grał En El Aire?

Tak! Zawsze! Zawsze będę to grał!

  • To jest sztuka, którą zawsze masz pod ręką i możesz do niej w każdej chwili wrócić.

A wiesz co jeszcze? En El Aire jest idealnym przykładem tego, co chciałem zrobić, gdy postanowiłem zająć się teatrem i zostać aktorem. Kiedy zacząłem pracować w zawodzie, powiedziałem: „Nie wiem, czego chcę, ale daj Boże, żebym pewnego dnia mógł to poznać”. Kiedy zagrałem w En El Aire, zdałem sobie sprawę, że od samego początku, od rozmowy z Javierem Faroni, od słów, że chcę się ratować, chcę uzdrowić swoje życie, chciałem zagrać w czymś nowym – jeszcze nie napisanym. On poznał mnie z Manuelem Gonzalezem Gilem… To niesamowite, że ten spektakl dał mi to wszystko…  Uzdrowił mnie, ocalił mnie właśnie wtedy, kiedy potrzebowałem takiego koła ratunkowego…

  • Dlaczego było Ci to potrzebne?

W życiu każdego tak się dzieje… Każdy ma w życiu takie momenty. Właśnie wróciłem z Everestu. Wróciłem rozbity, będąc tam zachorowałem. Było ze mną źle, byłem w poważnym niebezpieczeństwie. To mną wstrząsnęło. Po powrocie do domu wszystko zaczęło mnie drażnić. Nie miałem zaplanowanych żadnych zdjęć, bo przecież jeszcze przez miesiąc miałem być w górach. Byłem bardzo rozdrażniony. Potrzebowałem, jakiejś pomocnej dłoni, jakiejś świętości… A co jest bardziej świętego niż zawód, który kochasz?! Można by wiele mówić o tym, co dla człowieka może zrobić, jego ukochany zawód…

Rozmowa schodzi na temat Los Puentes de Madison. Prowadzący mówi, że był niedawno na sztuce i widział jakie Facundo ma porozumienie z publicznością. Powiedział też, że zauważył, że wielu widzów nie przyszło ze względu na spektakl, ale dla niego. Zauważa, że rola Roberta idealnie współgra z Facundo – jest jakby dla niego stworzona. Panowie sporo rozmawiają o fabule sztuki, o reżyserze – Indio Romero, o intensywnej, owocnej, ale i żmudnej pracy nad sztuką, o współpracy z Araceli Gonzalez, o pozostałych członkach obsady. Facundo bardzo szczerze i wyczerpująco o wszystkim opowiada. Poprzez postać Roberta rozmowa przenosi się na Facundo i jego pasje:

  • Ty sam chyba bardzo lubisz robić zdjęcia?

Uwielbiam! Ale nie jestem fotografem. Chciałbym nim być, ale to co lubię, to opowiadanie historii. Zajmuję się wszystkim, ale w swobodnej formie. Chciałbym być dziennikarzem, żeby móc opowiadać. Słucham, jak Wy dziennikarze mówicie. Umiecie tworzyć opowieść. A ja lubię pisać opowiadania. Wszystko gromadzę. Nie uczyłem się ani fotografii, ani dziennikarstwa. Jestem samoukiem.

  • A co robisz ze swoimi opowiadaniami?

Własnie chcę je opublikować, ale to trudne dla mnie.

  • Dlaczego?

Wysłałem maile do wydawnictw: Sudamericana i Planeta, ale napisałem tak: „Nazywam się Facundo. Mam kilka opowiadań i bardzo chciałbym je opublikować. Jesteście zainteresowani?”

  • Ktoś odpowiedział?

Koniec końców zadzwoniłem do Gaby Cociffi, która pracuje w Infobae i ona skontaktowała mnie bezpośrednio z ludźmi z Planeta. Powiedziała: „Porozmawiaj z tym człowiekiem”. On z kolei powiedział: „Przyślij mi to, przeczytam”.

  • Czy to Nacho Iraola?

Nie, jego zastępca. No i czyta. Zobaczymy co będzie dalej. Bardzo bym tego chciał… A wiesz czemu jeszcze chcę to zrobić? Padniesz! Z Rosji dostałem mój blog w formie książki. Ze zdjęciami i ze wszystkim! Prawdziwa książka ilustrowana fotografiami.

  • Twoi fani?

Tak!

  • Co za piękny prezent!

Ale nie nazywajmy ich tylko fanami. To głęboki objaw przyjacielskich uczuć z ich strony.

  • To prawda.

Przysłali mi książkę w takiej postaci, jaką ja sam bym wybrał – na pięknym papierze, który sam bym wybrał, w formacie który też bym wybrał. Mój blog pisany jest białymi literami na czarnym tle – oni zrobili tak samo! Wyobraź sobie jaką oni pracę wykonali! Książka ma mnóstwo stron! Wyszło doskonale. Mam tę książkę w domu. Obiecałem im zdjęcia. Jeszcze się nie wywiązałem, ale wkrótce wyślę. Obiecałem i to zrobię. Muszę!

  • A gdybyś zilustrował opowiadania swoimi rysunkami? Interesujesz się rysunkiem.

Dlaczego nie?! Kto wie…

Rozmowa przez jakiś czas toczy się wokół różnych zainteresowań Facundo i wokół jego podejścia do nich. Kolejne pytanie dotyczyło tego, kim byłby Facundo, gdyby nie został aktorem, czy muzykiem. Facu po raz kolejny powiedział, że myślał o tym, żeby zostać lekarzem. Opowiedział o doktorze Javierze Ureta Saenz Peńa, który go zdiagnozował, kiedy Facundo w młodości zachorował na chłoniaka, a później zoperował go i leczył. Facu opowiedział, że podczas zabiegu nie miał narkozy, ani znieczulenia, bo musiał być w kontakcie i mówić kiedy czuł ból, tak żeby lekarz nie uszkodził mu nerwów. To związało ich na zawsze – Facundo do dziś się z nim przyjaźni. Powiedział, że był pełen podziwu dla tego lekarza i dlatego sam chciał iść na medycynę i zostać pediatrą, żeby leczyć i ratować dzieci, ale Javier mu wytłumaczył, że nie zawsze i nie wszystkim będzie w stanie pomóc i musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy jest gotowy też na porażki, na to że jego pacjenci mogą umrzeć. Facu powiedział, że to wtedy dowiedział się, że prawdopodobnie nie będzie mógł mieć dzieci, a jednak stało się inaczej i kiedy na świat przyszli jego synowie poprosił doktora Javiera, żeby został ojcem chrzestnym jednego z jego synów (Moro):

Powiedzieli mi, że nie mogę mieć dzieci. A potem okazało się, że mogę. Rozumiesz? Pewnie Bóg był w bardzo dobrym nastroju i wiał pomyślny wiatr…. Kiedy poznałem moją żonę i pojawiły się dzieci ten lekarz został ojcem chrzestnym jednego z nich. Wszystko jest logiczne.

Dalej Facundo mówi, że mógłby też zostać strażakiem i wspomina o swoim spotkaniu z Pepe Monje – aktorem i strażakiem. Prowadzący odnosi się do wpisów z portali społecznościowych: 

  • Facu co chwilę dostajemy wiadomości – z całego świata! To dla nich wielki prezent, że jesteś tutaj.

Bardzo mi miło.

  • Słuchają Cię i bardzo czekają na Twoją książkę. Piszą z Rosji, Włoch, Hiszpanii, Bułgarii… i z wielu innych krajów. I, oczywiście z Argentyny. Pozdrawiamy ich wszystkich. Wiem, że jesteś przywiązany do tych, którzy podali Ci pomocną dłoń, podobnie jak do fanów – odległych przyjaciół.

We wszystkim jest logika. Kiedy grałem na saksofonie w metrze nie wyobrażałem sobie, że kiedyś na tym samym saksofonie będę grał w sztuce, którą widziałeś. Aby zagrać tę rolę musiałem umieć grać na instrumencie. Ucząc się teatru wyobrażałem sobie, że będę stać na placu pokryty farbą jako żywy posąg. Mój ojciec był sędzią, studiował prawo. A ja studiowałem sztukę teatralną. Nigdy nie wyobrażałem sobie, że będę grał w teatrze na Avenida Corrientes. Rozumiesz? Nie wyobrażałem sobie nawet, że mógłbym pojechać do jakiejkolwiek restauracji lub pizzerii na Avenida Corrientes. Nigdy nie wyobrażałem sobie takiej rzeczy!

  • I grasz w „Los Puentes de Madosn” rolę, która grał sam Clint Eastwood!

Mam bardzo dobrą pamięć. A pamięć, tak uważam, jest najlepszym przyjacielem logiki.

  • Tak, absolutnie się z Tobą zgadzam!

Dlatego, kiedy zaczęto mnie rozpoznawać i chwalić moją pracę, pamiętam, jak mnie to zaskoczyło i wzruszyło. Co za paradoks. Przecież nie potrafiłem spojrzeć drugiemu człowiekowi o oczy, nie rozmawiałem z nikim. Zapytaj któregokolwiek z moich kolegów, a powiedzą ci, jak trudno mi było nawiązywać kontakty z ludźmi.

Dalej Facundo opowiada o swojej pasji do rysunku, która narodziła się kiedy miał zaledwie 10 lat. Mówi, że kiedy rysuje wchodzi jakby do innego świata.

To jak bardzo osobista intymna magia pewnych rzeczy i działań, świętych tylko dla mnie.

  • Facundo, a które z seriali wspominasz z największą czułością i przyjemnością? Który z nich uczynił Cię szczęśliwym, przyniósł najwięcej satysfakcji?

Wszystkie! W kolejności ich powstania: W pierwszej serii, w której wystąpiłem, grałem to, co w rzeczywistości robiłem w metrze, później była Alta Comedia i Chiquititas – seria dla dzieci, którą lubię do tej pory, no i Muneca Brava z Natalią Oreiro. Ona była jak huragan, który porywa wszystko na swojej drodze. Nadal jest taka. Później Gustavo Yankelevich powiedział, że chce mnie zobaczyć w innej roli i zagrałem w Buenos Vecinos, dalej był Yago, 099 Central, Padre Coraje. Pomiędzy nimi postanowiłem zrobić sobie przerwę i wyjechać w podróż po kraju z przyczepą campingową.

Przytoczyłam tę wypowiedź w dużym skrócie. Przy każdym serialu Facundo wspominał ludzi, z którymi wtedy współpracował i bardzo ciepło się o nich wypowiadał.

  • Facu, jak się odnosisz do tego, że się podobasz? Przypomniałem sobie, że Mostach Madison jest taka scena, kiedy cały mokry zdejmujesz koszulę, a kobiety na sali umierają.

W czasie przygotowań do sztuki zupełnie zaniechałem zajęć na siłowni. W ogóle nie trenowałem, bo pomyślałem sobie, że fotograf National Geographic w 1965 roku nie wyciskał sztangi, tylko nosił aparat. Postanowiłem zrobić wszystko dobrze. Nie chodziłem na siłownię, zacząłem jeść nietypowe potrawy, żeby wyhodować sobie brzuch. Udało mi się! A Indio Romero mówi, że będę musiał w sztuce zdejmować koszulę, bo tak jest  w filmie. No więc ściągam ją i dostaję aplauz z sali. I wszystko stało się jasne. Ludzie przychodzą do teatru, żeby zobaczyć jakąś historię, ale kiedy ściągasz koszulę nie chcą widzieć, że przytyłeś przygotowując się do roli. No i wróciłem na siłownię… Powiedziałem sobie, dobrze, potrenuję trochę, tak żeby widok był przyjemniejszy, ale  z umiarem.

Odnosząc się do tego, że się podoba i że jest lubiany, Facundo powiedział:

Staram się być konsekwentny, uważny w moim życiu… Tak mnie wychowano, dla mnie to ma znaczenie, żeby osoba obok mnie czuła się dobrze. Tak jest. Są ludzie dla których to jest ważne, ale są tacy, którzy o to nie dbają. Jestem bardzo emocjonalną osobą, przywiązuję wielką wagę do tego. Jest dla mnie ważne, żeby osoba obok mnie czuła się respektowana i kochana. Czasem wymyka się to spod kontroli, a ja nie zauważam tego. Nawet może wydawać się, że jest to pozerstwo, ale to mnie nie martwi. Jestem lubiany i szanowany, i to jest wielki zaszczyt.

Kolejnego wątku nie zrozumiałam. Facundo wymienił kilka wielkich osób jako przykłady (China Zorrilla, Carlos Paez Vilaro, Miguel Angel Sola), a później mówił, że można być łagodnym, albo gwałtownym. On woli łagodność, ale…

Mam ciężką rękę. Jestem bardzo pomysłowy w wyzwiskach, w przekleństwach. Mam pokiereszowaną rękę od walenia w ścianę, kiedy nie mogę czegoś zrobić.

  • Masz w sobie coś z gwałtownego człowieka?

Impulsywność to cecha charakterystyczna dla ludzi. Człowiek jest jedynym stworzeniem, które potrafi być agresywne bez powodu. Ale mamy możliwość wyboru. Ja wolę powstrzymywać tę agresję, impulsywność, nawet kosztem odgrywania jakiejś pozy.

Prowadzący zapytał Facundo, czy uczestnicząc w jakimś programie właśnie tak się zachowuje – powstrzymuje się. Facu odpowiedział, że to normalne i naturalne. Tak to się właśnie dzieje. Opowiada się o pracy, o nadziejach, marzeniach, rozczarowaniach, zaletach i wadach, ale nie ma wielu osób które chcą przyjść i mówić o swoich niedostatkach. Nie wiem, czy właściwie streściłam ten fragment rozmowy, ale to było skomplikowane. 

Dalej rozmowa schodzi na temat filmu z udziałem Facundo, który niebawem będzie miał swoją premierę – Adios Querido Pep. Facundo opowiedział, jak doszło do tego, że zagrał w tej produkcji. Otóż film był kręcony niedługo po tym, jak Facundo i Florencia Raggi zagrali wspólnie w serialu Noche & Dia. Florencia opowiedziała Facundo, że będzie grać w tym filmie, i że nie mają jeszcze obsadzonej roli jej męża. Facu co jakiś czas dopytywał się, czy już kogoś znaleźli, a ona odpowiadała, że nie. Wreszcie Facundo zapytał: „A ja nie mógłbym go zagrać?” Florencia odpowiedziała: „Nie. Ta postać ma zaledwie trzy sceny”. Facundo stwierdził, że tym bardziej chce w tym wziąć udział. Flor porozmawiała z producentem, ale ten stwierdził, że to niemożliwe, bo nie stać ich na takiego aktora, jak Facundo Arana. W tym kontekście Facundo powiedział, że omija go wiele rzeczy, które tak lubi, bo ktoś zakłada, że nie warto do niego dzwonić, bo i tak go na niego nie stać. A to wcale nieprawda. Summa summarum, to Facundo zadzwonił do produkcji i zaoferował swoje usługi. Powiedział: „Jestem do dyspozycji.” Reżyser spytała, czy przeczytał scenariusz, a on odpowiedział: „Nie, tylko swoje sceny. Ale proszę powiedzieć, co mam robić. Będę posłuszny.” Podobno długo się z tego śmiała… Facundo bardzo miło wspominał pracę nad tym filmem, a przede wszystkim współpracę z Florencią Raggi, z która się przyjaźnią.

  • Premiera we wrześniu?

Premiera miała być teraz, ale do kin wchodzi właśnie „Czołg” Adriana Suara. A nasz film jest bardzo skromy. Widziałem go. Flor mi go pokazała. Wydaje mi się, że to wspaniały film. Bez jakiś szalonych aspiracji. Skromy film, bardzo kobiecy, uroczy. A tak w ogóle to Florencia jest bardzo surowym krytykiem – bezlitosnym. Kiedy zadzwoniła do mnie, żeby mi opowiedzieć o filmie, powiedziała: „Wiesz, jestem zachwycona!” Cieszę się, że wziąłem w nim udział.

  • Facundo, gdybyś miał okazję po raz pierwszy, albo po raz ostatni wypić z kimś kawę i spędzić z nim pół godziny, to kogo byś wybrał?

Swojego ojca. Mogę wybrać kogokolwiek? Wybrałbym mojego ojca. Po to, żeby jeszcze raz powtórzyć to wszystko, co zawsze mu mówiłem.

  • Jak miło…

Tak. Wybrałbym jego! Żeby być konsekwentnym, to wybrałbym też mamę… Spędziłbym połowę czasu z mamą, a połowę z tatą. Ona dzięki Bogu jest z nami. I powiedziałbym jej to, co mówię przez całe życie. Bez czekania na jej śmierć, żeby potem żałować, że nie wypiłem kawy z moją mamą…

  • Tak mnie wzruszyłeś, że rozpłakałem się jak dziecko… Jak miło Facu, jak miło…

Bo wiesz… Ja mam dobre życie.

  • Tak, wiem Facundo. Masz dobrą cechę – umiesz cieszyć się życiem. To bardzo dobrze.

Następnie Facundo mówi o tym, że to jakim jest się człowiekiem jest kwestią wyborów, których ciągle dokonujemy. Można wybrać czułość, albo agresję, dobro, albo zło…

W pewnym momencie prowadzący audycję Pablo Gorlero mówi, że wspaniale im się rozmawia, ale Facundo musi już chyba udać się do teatru, bo wkrótce rozpocznie się jego spektakl. Na to Facu odpowiada, że wcale nie, bo tego dnia grają dopiero o 22:00 i chętnie jeszcze zostanie, porozmawia i popatrzy na ich pracę. Tak więc rozmowa potoczyła się dalej, chociaż mam wrażenie w kolejnym pytaniu panowie się nie zrozumieli. Wydaje mi się, że prowadzący zapytał o przyszłość, a Facundo wrócił do przeszłości:

  • Facu, jeśli miałbyś wybrać sobie pracę, ale nie mam tu na myśli innego zawodu, tylko sztukę, serial, albo film, to co chciałbyś zrobić?

Zrobiłbym znowu to wszystko, co już robiłem. Chciałbym wrócić do chwili, kiedy siedzę z Adrianem Suarem i mówię: „Opuszczam Farsantes”, a Adrian mówi: „Posłuchaj mnie. Z całego serca radzę Ci zostać do końca miesiąca. Kiedyś mi podziękujesz”. Wróciłbym do tej chwili i powiedziałbym mu: „Adrian, zostanę. Wierzę, że kiedyś będę Ci za to wdzięczny.”

  • Farsantes nie daje Ci spokoju?

Tak, ciągle mi o tym przypominają!

W dalszej części rozmowy Facundo jeszcze wraca do tej sytuacji i ją rozważa. Mowa jest też o jakimś wspólnym projekcie Adriana Suara i Julio Chaveza. Pada pytanie, czy Facundo wybierze się na ich sztukę. Facu odpowiada, że harmonogram mu nie pozwala, ale nie jest temu przeciwny. Następuje zmiana tematu:

  • A masz przyjaciół czy kolegów z dawnych czasów, czy raczej ze świata show biznesu?

Na to pytanie Facundo bardzo pięknie odpowiedział cytatem z Borgesa, który kiedyś usłyszał w jakimś wywiadzie. Powiedział, że przyjaźń tym różni się od miłości, że jeśli nie mamy przy sobie ukochanej osoby, to uczucie często umiera, a przyjaciele chociaż są daleko i rzadko się widują, nadal się przyjaźnią.

Moi najlepsi przyjaciele, są przyjaciółmi mojego życia. Spotkałem bardzo cennych ludzi w moim życiu i jeszcze wielu spotkam.

  • Co nie daje Ci spokoju, kiedy myślisz o swoich dzieciach, Facu?

Ich szczęście. Przysięgam. Ich szczęście jest w ich rękach. Ich zdrowie jest w rękach Boga. Mam nadzieję, że nigdy nie będą mieć problemów ze zdrowiem. Jeśli coś się wydarzy, to mam nadzieję, że ze mną, a nie z nimi. Chcę, żeby byli bardzo szczęśliwi.

Dalej Facundo mówi, że oboje z Marią starają się być bardzo ostrożni w postępowaniu z dziećmi, żeby nie wkraczać w ich naturalny rozwój. Oczywiście troszczą się o nich, dostarczają im odpowiednich narzędzi, wpajają wartości, ale w przyszłości to oni sami będą musieli dokonać swoich życiowych wyborów, dotyczących zawodu, czy wyboru partnera.

Nie chcę, żeby w przyszłości powiedzieli mi, że nie dane im było iść ich własną drogą. Niezależnie od tego, jaka ta droga będzie… Najlepsze co mogę zrobić, to przygotować  dla nich i dla ich wybranków znakomite asado…

  • Czy któreś z nich przejawia zdolności w Twoim zawodzie?

Wyobraź sobie, że India – nic mi nie mówiąc – poszła ze swoją przyjaciółką na zajęcia teatralne. Wydaje mi się, że mają zajęcia w teatrze, w którym występowałem z En El Aire. Jeden syn jest bardzo emocjonalny, otwarty, a drugi to artysta. Ale wybór należy do nich. Ja pokażę im deskę surfingową, deskorolkę, zabiorę ich na scenę, zaproponuję książkę, pomogę odrobić lekcje. Moja praca w teatrze pozwala mi odwozić ich rano do szkoły i odbierać po południu. Mogę zawieźć syna na dodatkowe zajęcia. Kiedy w szkole trzeba zgłosić, kto będzie odbierał dzieci, wszyscy wpisują: „mama”, a ja mogę napisać: „tata”. Mój zawód mi na to pozwala.

Prowadzący zasygnalizował, że muszą kończyć, bo już czas na wiadomości. Facu powiedział, że i tak jeszcze zostanie… I został. Na jego InstaStories można było zobaczyć relację na żywo ze studia radiowego.

Na koniec podano jeszcze informacje o sztuce Los Puentes de Madison i akcji charytatywnej Unicefu, która tego dnia odbywała się na antenie El Trece.

 https://youtu.be/xCnApejzIOY

Mam nadzieję, że z powodu braków językowych nie dopuściłam się jakiś poważnych przekłamań. Niektóre zdania są tylko częścią wypowiedzi, inne przytoczyłam w całości. Starałam się odnieść do całości wywiadu. Jeszcze raz serdecznie dziękuję Ludmiłce z Mundo Latino Rusia, za jej tekst w języku rosyjskim. Wielki szacunek dla niej za ogrom pracy, jaki wkłada w tłumaczenia.

Kolejne wyzwanie – Rodzinna wspinaczka na Lanin

GENTE 02/09/2017
Rozmawiał: Julián Zocchi,  Zdjęcia Diego Constantini

Facundo i Maria wyjechali z dziećmi Indią, Yaco i Moro do San Martín de los Andes, żeby spędzić tydzień jeżdżąc pośród pięknych krajobrazów na nartach i snowboardzie.

Trudno będzie znaleźć jakiś statyczny obraz z urlopu rodziny Arana. Teraz na przykład na czele grupy jest Yaco, zjeżdżają najtrudniejszą trasą Cerro Chapelco, która na mapie zaznaczona jest na czerwono.

Maria: On bardziej od pozostałych lubi prędkość, więc tata pozwala mu zjeżdżać pierwszemu.

Jako następny sunie lider klanu, ani nie na chwilę nie odstępując córki Indii.

Maria: Facu brakuje tylko kurtki ratownika. Zważa na każdy drobiazg i dba o to, żeby wszystko szło jak najlepiej.

Peleton zamyka Maria z ich synem Moro. Trasa prowadzi przez wyjątkowo piękne tereny – wśród ośnieżonych bukowych i sosnowych lasów, na wysokości prawie dwóch tysięcy metrów nad poziomem morza. Z góry spogląda na nich Lanin, jakby czekał już na nadchodzących wycieczkowiczów.

Jak zwykle w zimie Facundo Arana i jego rodzina (Maria, India, Yaco i Moro) przylecieli do San Martín de los Andes, aby przez kilka dni cieszyć się nartami. Jak wygląda ich dzień na zimowisku? Zaczyna się wcześnie rano.

Maria: O 7:30 jesteśmy już na górze. Chcemy w pełni wykorzystać czas. Nasz dzień wygląda normalnie, ale z pewnymi odstępstwami.

Facundo:  Dostosowujemy się do rytmu dzieci. Niech wszystko dzieje się samo. Naszym celem jest mieć dobry czas z rodziną.

  • Gdzie u rodzica jest granica między zachęcaniem do przeżycia przygody, a zapobieganiem niebezpieczeństwu?

Maria: Facu bardzo wyraźnie ją wyznacza i oni to rozumieją. Konieczne jest minimalizowanie ryzyka. Ujmuje mnie to, jak w górach chłopcy troszczą się o swoją siostrę. Mają mnóstwo zabawy, kiedy wszyscy razem idziemy w góry.

Facundo: Jeżeli zjeżdżają trudną trasą, to im towarzyszymy. Oczywiste jest, że to nie one ustalają reguły. Wiedzą, że to wspaniałe, że możemy wszyscy razem podejmować takie wyzwania, i że dzieje się to tak naturalnie. Będą to pamiętać całe życie.

  • A co byście zrobili, gdyby trafiło się Wam ekscentryczne dziecko (w tekście użyto sformułowania chico bohemio – dziecko bohemy), które będąc w takim miejscu wolałoby poczytać książkę, niż wspinać się po górach?

Maria: Nie wiem czy to bohema, ale na przykład Moro dla kąpieli w wannie z masażem, jest gotów zrezygnować z jazdy na nartach.

Facundo: Gdyby tak było, to usiadłbym obok niego. To wspaniale, móc cieszyć się czytaniem w takim miejscu. Ale na pewno spróbowałbym też go przekonać, żeby założył narty i nie tracił takiej okazji.

Rozmawiając z Facundo i z Marią przekonuję się, że są oni ulepieni z tej samej gliny. Dowodem na to niech będzie trudna sytuacja, przez którą wspólnie przeszli. Cofnijmy się w czasie do sierpnia 2012 roku (błąd w tekście, w rzeczywistości chodzi o kwiecień 2012). Aktor doznał obrzęku płuc, gdy próbował się wspiąć na Everest (8848 mnpm). Cztery lata później wrócił w Himalaje i stanął na szczycie najwyższej góry świata. Jak zniosła to jego żona?

Maria: Byłam zachwycona. Poza tym Facu jest bardzo odpowiedzialny. Nie robi nic, bez dokładnej analizy sytuacji. Kiedy pierwszy raz pojechał na Everest była bardzo spokojna, bo wiedziałam, że pojechał z ludźmi znającymi teren i rozumiejącymi te kwestie. Minimalizowanie ryzyka…

  • Zachęcacie dzieci do wspinaczki po górach?

Facundo: Nie trzeba przecież zaczynać od Everestu. W zeszłym roku weszliśmy w piątkę na Tronador.

Maria: W pewnym momencie, w połowie drogi jeden z chłopców trochę się zestresował. Wtedy Facu z nim porozmawiał, wziął go na plecy i po kilku minutach wszystko złe minęło.

  • Następny cel?

Facundo: Chcemy wspólnie z dziećmi wspiąć się na Lanin. W naszym kraju jest mnóstwo wspaniałych miejsc do realizacji takich planów.

Maria: Ale trzeba jeszcze trochę poczekać, żeby dzieci mogły się tym cieszyć.

Facundo wykorzystał pięciodniową przerwę w wystawianiu sztuki Los Puentes de Madison, w której gra w Paseo la Plaza z Araceli Gonzalez i udał się na południe. 

Facundo: Na szczęście mogę sobie pozwolić na to, żeby tak zorganizować moją pracę, aby jak najwięcej czasu spędzać z rodziną, którą kocham najbardziej ze wszystkiego.

Aktor zarzeka się, że ​​żyje w swoim własnym świecie, z dala od wszelkich sporów, które toczą niektórzy jego koledzy po fachu. 

Facundo: Szczerze mówiąc, nie chcę tracić czasu na spory. Kiedy pojawia się problem rozwiązuję go i patrzę w przyszłość. Nie dostaję obsesji na jego punkcie. Moje życie toczy się dalej.

Facundo zapewnia, że mimo konfliktu, jaki miał z Griseldą Siciliani na planie Farsantes w 2013 roku, drzwi Pol-ka są nadal dla niego otwarte.

Facundo: Byłbym ostatnim draniem, gdybym twierdził, że to z tego powodu, przez cały ten czas  nie współpracowałem z Adrianem Suarem. To byłby niesprawiedliwe w stosunku do niego. Nikt o tym nie wie, ale kilka dni przed pojawieniem się tego tematu, byłem w Pol-ka i rozmawiałem o nowych projektach. Mam przyszłość w tej firmie.

A Maria? Nadal współpracuje z agencją Leandro Rud, uczestniczy w kampaniach reklamowych i pokazach, a także wróciła do swojego starego hobby z czasów studiów na Wydziale Sztuk Pięknych.

Maria: Zajmuję się garncarstwem, malarstwem, rzeźbą, kowalstwem, ale oczywiście moim głównym zajęciem jest rodzina. Pracowałam przez wiele lat i wiem co lubię. Teraz wybieram takie życie.

  • Facundo, nie obawiasz się zniknięcia z telewizji? Innych aktorów to niepokoi.

Facundo: Ten etap już minął. To już przeszłość. Miałem to szczęście, że w swoim czasie wiele robiłem dla telewizji. Teraz mogę zajmować się swoimi projektami. Grać w teatrze i cieszyć się występami z moim wspaniałym zespołem. Niebawem odbędzie się premiera filmu Adiós querido Pep. Powiem tak: moje artystyczne ambicje są więcej niż zaspokojone. 

  • A Ty Mario, również osiągnęłaś harmonię pomiędzy pracą, a rodziną, czy jeszcze masz coś do zrobienia?

Maria: Całe życie pracowałam w telewizji. Wiem czego chcę, co lubię, a czego nie. Głośno myśląc powiem, że miałabym ochotę kiedyś pracować z Facu. Zrobić coś wspólnie, choćby coś bardzo niewielkiego… Raczej coś aktorskiego, bo śpiewanie, to nie dla mnie.

  • Przy takiej aktywności macie jeszcze czas dla siebie?

Maria: W Chapelco jest możliwość zastawienia dzieci w punktach opieki dziennej. Mają tam świetną opiekę, zajęcia i dobre posiłki.

  • Chodziło mi raczej o to, czy nie myślicie o powiększeniu rodziny?

Maria: Nie wiem jak to będzie, kiedy gniazdo opustoszeje, kiedy dzieci zaczną się „rozlatywać”. Na dziś jest nam dobrze tak jak jest. A poza tym, jeśli chcemy się wpiąć na Lanin, to nie mogę mieć kolejnych dzieci!

Źródło: http://www.gente.com.ar/actualidad/arana-susini-nuestro-proximo-desafio-subir-al-lanin-en-familia/28750.html

Jak to zwykle u mnie 95 % to tłumaczenie, a te 5 % to moja interpretacja tego, czego nie umiałam przetłumaczyć. Przygotowując ten tekst opierałam się na rosyjskim tłumaczeniu Ludmiłki z forum Mundo Latino Rusia. 

Everest 2016 – Prawdziwe piękno jest w oczach…

Jak wiadomo, w ubiegłym roku Facundo Arana uczestniczył z sukcesem w wyprawie na Everest. W tym samym czasie co ekipa TAGnepal pod Everestem przebywało kilka innych ekspedycji, między innymi wyprawa rosyjska. Ich zmagania były dokumentowane na potrzeby mającego powstać filmu dokumentalnego. Rosjanie nagrali wtedy wywiad z Facundo i niewielką część tej rozmowy umieścili w swoim filmie. Wczoraj na YT ukazał się znacznie obszerniejszy fragment wypowiedzi Facundo. 

https://youtu.be/zg2K91RligA

W nagraniu Facu mówi po angielsku, dodatkowo są jeszcze rosyjskie napisy, więc nie powinno być problemów ze zrozumieniem, ale tak dla porządku zrobiłam też polskie tłumaczenie:

Przystojniak ze mnie 😉  Jestem artystą. Ale jestem też ojcem, mężem, rysuję, śpiewam, gram na saksofonie, biegam, bawię się z moim psem i robię jeszcze wiele innych rzeczy. Myślę, że uroda, zewnętrzne piękno z czasem przemija. Prawdzie piękno widać w oczach. Bardzo się staram, żeby w moich oczach był ten płomień, który widzę w oczach mojego ojca i mojej mamy, dlatego każdego dnia robię wszystko, żeby w moich oczach była ta iskra i uczę tego moje dzieci. 

Są wspinacze (alpiniści, himalaiści) i są ludzie, którzy po prostu chodzą po górach. Ja chodzę po górach. Lubię się wspinać, uczestniczyć w wyprawach. Everest to najbardziej niesamowita i największa wyprawa, w której dotąd uczestniczyłem. Idę z ludźmi, których znam, ze świetnymi przewodnikami i znakomitymi ludźmi. Lubię chodzić w góry z ludźmi, którzy wiedzą co robią.

Moja żona powiedziała: „Nie każ mi tam po Ciebie jechać. Chcę zostać w domu. Wracaj cały i zdrowy, i nie zmuszaj mnie, żebym musiała po Ciebie jechać.” Tak mi powiedziała. W 2012 roku moja żona przyjechała do mnie – do Nepalu, bo miałem problemy zdrowotne podczas wyprawy na Everest. I przyjechała do mnie. Nie spodziewałem się tego. Zaszła konieczność, żeby zakończyć wspinaczkę. Myślę, że tak naprawdę, to nawet nie dotknąłem góry. Byłem u jej podnóża i musiałem zrezygnować. Czyli tak naprawdę, to nie będzie moja druga, ale pierwsza wspinaczka.

Nie jestem tu po to, żeby umrzeć. Jeśli chciałbym ryzykować, to nie przyszedłbym tu z tymi przewodnikami. Poszedłbym z tymi o wiele tańszymi, którzy pokazaliby mi tylko, gdzie zostawić swoje rzeczy, dali jedzenie i powiedzieli: „Idź!” Ja nie ryzykuję. Wyjście z domu też jest ryzykowne. Na ulicach jest mnóstwo samochodów i innych zagrożeń. To nie jest ryzykowanie. To Everest. Wspinamy się z lekarzem, dlatego się nie obawiam.

Zapomnijmy o szczycie. Do czasu szczytu trzeba będzie jeszcze wykonać ogromną pracę. Sądzę, że o wchodzeniu na szczyt będziemy mogli myśleć w końcowym dniu, w dniu ataku szczytowego. Tylko wtedy można o tym myśleć.

A wracając do pytania, o to co daje mi siłę, co pozwala mi wierzyć, że mi się uda, to są to myśli o mojej żonie, o moich dzieciach. Kiedy o nich myślę, czuję się nie do pokonania. 

Tłumaczyłam tak na szybko z rosyjskiego, bo „znam” go trochę lepiej niż angielski. Mam nadzieję, że nie popełniłam jakiejś gafy.

Dlaczego motor Facundo Arana nazywa się Marisa

Kilka lat temu jechałem furgonetką z jednym z moich synów, który nagle bardzo podekscytowany zaczął wołać: Marisa! Marisa! (imię żeńskie) Rozejrzałem się dookoła i zapytałem go kim jest ta Marisa, z powodu której tak się rozemocjonował. Myślałem, że może zobaczył jakąś koleżankę z przedszkola, w której był zakochany, ale niczego się nie dowiedziałem. Wróciliśmy do domu i na widok motoru on znowu powtórzył: Marisa! Marisa! Wtedy pomyślałem, że widocznie ta dziewczynka musi też mieć motocykl. Wiele razy próbowałem wytłumaczyć synowi, że to jest motor i tak się nazywa, ale bezskutecznie – on nadal twierdził, że to Marisa! Mówiłem: synu powiedz: „mo-to-cykl”, a on na to: „Ma-ri-sa”. To było dziwne. Po pewnym czasie niemal zapomniałem o tej sprawie. Minął miesiąc. Wybierałem się po zakupy i spytałem syna, czy chce pojechać ze mną. Wysiadamy na parkingu, a on znowu zaczyna wołać: Marisa! Marisa! Marisa! Ciągnie mnie za nogawkę i łapie za rękę, żebym zobaczył Marisę. Co za chwila! Zaczynam się rozglądać… Gdzie jest ta Marisa, z powodu której mój syn tak szaleje?! Zaraz zagadka zostanie rozwiązana i wreszcie dowiem się, kim jest owa Marisa! I nagle ją widzę… Wszystko staje się jasne… Klapki spadają mi z oczu… Wszystko zrozumiałem! No jasne…! Marisa jest zachwycająca…! Wspaniała! Prawdziwa bestia! Dobra robota synu! Marisa okazała się być wspaniałym wielocylindrowym motocyklem koloru żółtego. W języku dziecka żółty to kolor słońca – „Mariso” (amarillo sol), a żółty motocykl to dla niego „Marisa”. Przyglądamy się wspólnie Marisie, a on patrzy na niego z podziwem. Wróciliśmy do domu, zaparkowaliśmy obok motoru. Spytałem: Pojedziemy na przejażdżkę? Tak! Tak! Marisą! W porządku… Pojedziemy Marisą… Minęło kilka lat… Dzieciak nie pamięta już tej historii… Jednak nadal lubi konie mechaniczne, a motor wciąż nazywa Marisa…

Źródło: https://www.instagram.com/facundoaranatagle/

PS Wydaje mi się, że to jest jakieś stare zdjęcie, bo teraz Facu nie ma aż takich długich włosów, no i nie nosi obrączki, a na zdjęciu ją ma, ale i tak fajnie że się tą fotką z nami podzielił. 

O filmie „Adios, Querido Pep”

Pod koniec 2015 roku Facundo Arana zagrał drugoplanową rolę w filmie „Adios Querido Pep” według scenariusza i w reżyserii Kariny Zarfino. Właśnie ruszyła promocja filmu, który niebawem trafi do kin. Premiera wcześniej była zapowiadana na 03/08/2017, obecnie podawana jest data 10/08/2017 (godz. 20:00, Cine Gaumont, Buenos Aires).

Twórcy filmu:

  • Scenariusz i reżyseria: Karina Zarfino
  • Produkcja: Machaco Films
  • Obsada: Florencia Raggi (Isabel), Claudia Cantero (Marla), Marian Bermejo (Pilar), Juan Palomino, Facundo Arana (Mauro mąż Isabel), Mirela Payret, Amancay Espíndola, Pochi Ducasse, Mauricio Diaz, Carlos Libedinsky, Diego Wainstein, Yoska Lázaro, Alejandra Ramos.

Fabuła:

Film „Adios, Querido Pep” opowiada historię trzech kobiet: Isabel (Florencia Raggi), Pilar (Marian Bermejo) i Marli (Claudia Cantero). Kobiety mieszkały w młodości w Barcelonie i to tam się zaprzyjaźniły, ale okoliczności życiowe sprawiły, że ich drogi się rozeszły. Śmierć męża Marli ponownie je ze sobą zetknęła.

Film opowiada o wstydliwych historiach, niepowodzeniach życiowych, chorobach, nałogach i nadchodzących zmianach. Mogłoby się wydawać, że głównych bohaterem jest tytułowy Pep, okazuje się jednak, że najważniejsze postaci filmu to Pilar i Isabel. Choć przybyły, żeby pocieszyć Marlę, która właśnie straciła męża, to nie potrafią ukryć wzajemnych animozji. Przyczyną wrogości między przyjaciółkami jest zdrada, do której doszło w przeszłości. To w jej konsekwencji kobiety przez lata tkwiły we wzajemnej niechęci wobec siebie, a ich serca były pełne goryczy i bólu.

Pilar nadal mieszka w Barcelonie i pracuje w branży filmowej, a do Argentyny przybyła, żeby wziąć udział w festiwalu filmowym w Mal del Plata, ale śmierć męża przyjaciółki zmieniła jej plany. Isabel idąc za głosem serca przed laty wyjechała z Hiszpanii i osiedliła się na stałe w Argentynie. Ona też pracowała w filmie, ale porzuciła karierę, żeby założyć rodzinę, jednak wyraźnie widać, że jest nieszczęśliwa i niezadowolona z dokonanego wyboru. Uczucia w jej małżeństwie się wypaliły i kobieta nie widzi już sensu w dalszym trwaniu w tym związku. Marla podobnie jak Isabel wyjechała z Hiszpanii, żeby wraz z mężem w Argentynie ułożyć sobie życie. Po śmierci męża została sama w obcym kraju, który teraz zamierza opuścić i gdzie indziej kontynuować swoje życie.

Na początku filmu jest mało dialogów i trzeba czekać do punktu kulminacyjnego, żeby zrozumieć toczące się rytuały, rozbrzmiewającą muzykę i pojawiające się znaki, bardzo istotne dla rozwikłania tajemnic, starannie ukrywanych przez bohaterów filmu. 

Trzy przyjaciółki i trzy różne historie. Jedna z nich jest poważnie chora, druga straciła męża, a trzecia jest zagubiona i szuka odpowiedzi, jak ma dalej żyć. Barcelona, w której były kiedyś tak szczęśliwe, kusi je drugą szansą.

„Adios, Querido Pep” to film o tym, że nigdy nie jest za późno, żeby zacząć od nowa, że życie to teraźniejszość, że z pewnych spraw, uczuć, więzów trzeba samemu się wyswobodzić, żeby znów zacząć żyć.

Powyższe streszczenie fabuły przygotowano na podstawie hiszpańskiego tekstu: „Adios Querido Pep z Facundo Arana i Florencia Raggi”. 

Źródło: https://infodelespectaculo.com/adios-querido-pep/

Facundo w filmie wciela się w postać Mauro. Jest odnoszącym sukcesy argentyńskim przedsiębiorcą. W młodości, podczas studiów magisterskich w Barcelonie spotkał Isabel. Po kilku miesiącach związku Isabel zaszła w ciążę. Mauro zaproponował jej ślub i powrót do Buenos Aires.

Źródło: https://www.facebook.com/adiosqueridopep/

https://youtu.be/hHEN48wXh-E

Na koniec kilka znanych już kadrów z filmu:

W ramach promocji filmu w mediach społecznościowych utworzono konta poświęcone tej produkcji, poniżej zostawiam linki (wystarczy kliknąć na odpowiedni obrazek): 

            

Sądząc po tym co do tej pory zobaczyłam i przeczytałam, to wydaje mi się, że to będzie raczej taki klimatyczny, intymny film o uczuciach i emocjach. Może okazać się ciekawy i piękny, ale czy dla szerokiej publiczności? Zobaczymy…  

Ciekawy wywiad z Facundo Arana (05/2017) – Tłumaczenie

W połowie maja w internecie ukazał się wywiad, który z Facundo Arana przeprowadziły dwie studentki dziennikarstwa: Arroba Iara i Testa Renzi María Sol. Rozmowa okazała się być bardzo ciekawa. Postanowiłam na bieżąco, w miarę tłumaczenia tekstu spisywać to, co zrobiło na mnie wrażenie, czy jakoś szczególnie mnie zainteresowało. Moje uwagi znajdziecie na końcu tekstu. Zapraszam do lektury:

Witajcie. Dziękuję za przybycie.

  • To my dziękujemy.

Postanowiłem zaprosić Was do tego miejsca, bo to nie jest tylko bar. Za każdym razem, kiedy przyjeżdżam na spektakl, specjalnie przyjeżdżam wcześniej, żeby się tu czegoś napić i nastroić do przedstawienia. Dzisiaj jest szczególny dzień, bo grana jest klasyka. Gramy o 18:45. Sala jest pełna, a to daje pewność, że teatr ma się dobrze i to robimy ma sens. Sztuka wystawiana jest w teatrze Paseo La Plaza, niedaleko stąd.

  • Świetnie. Na początek chciałybyśmy, żebyś opowiedział coś o sobie i o swoim życiu.

No dobrze. Mam 45 lat. Urodziłem się w 1972 roku w Buenos Aires. Mam rodzinę, o której nie śmiałem nawet marzyć. Jestem żonaty i bardzo szczęśliwy. Mam trójkę wspaniałych dzieci. Każde z nich ma swój własny charakter. Są wspaniałe. Mam teraz doskonały okres w życiu. Występuję w sztuce „Los Puentes de Madison”, razem z Araceli Gonzalez, Matíasem Scarvaci, Lucrecią Gelardi i Alejandro Rattoni, w reżyserii Indio Romero. Jestem z tego bardzo dumny i bardzo zadowolony. Uważnie obserwuję to, co dzieje się w naszym dzisiejszym pogmatwanym świecie. Staram się robić wszystko, co mogę, żeby popychać sprawy do przodu, jednak staram się to robić bardzo ostrożnie, żeby zachować pokój, dziedzictwo, które kiedyś przekażemy naszym dzieciom.

  • Stephen Hawking powiedział, że ludzkość przetrwa jeszcze tylko około 100 lat*, zanim zacznie wymierać.

Trudno jest komentować wypowiedź jednego z największych umysłów ludzkości. Zastanawiam się, czy możemy coś zrobić, żeby odłożyć na wiele tysiącleci ten scenariusz, o którym mówił Hawking. Lubię myśleć, że tak. Wolę myśleć, że można coś zrobić, żeby zapobiec wyginięciu ludzkości i życia na ziemi. Myślę, że rozwiązanie tych wszystkich problemów jest w naszych rękach. Sądzę, że Hawking ma rację – tak może się zdarzyć. Ale w mojej rodzinie, w moim otoczeniu robimy wszystko co w naszej mocy, żeby do tego nie doszło. Chciałbym, żeby Hawking w swoim genialnym umyśle znalazł coś, co zmieniłoby ten scenariusz. Jestem pewien, że coś da się zrobić. Znam wiele wypowiedzi Hawking’a.

  • Skąd bierzesz siły, żeby angażować się w walkę z chorobą nowotworową. Sam chorowałeś i udało Ci się pokonać chorobę.

Przede wszystkim to zasługa mojej mamy, ojca, sióstr, przyjaciół i lekarzy, którzy byli tam wtedy… Dziś medycyna jest na właściwym poziomie, żeby walczyć i pokonać taką chorobę, jak rak. Jestem szczęśliwy, że to ja zachorowałem, a nie na przykład moja mama. Jeśli zapytać się kogokolwiek kto jest bardzo chory, czy wolałby żeby zamiast niego zachorował ktoś z jego bliskich – najlepszy przyjaciel, mama, ojciec, brat, on spojrzy na ciebie, uśmiechnie się i ze zmęczeniem w oczach odpowie: Lepiej, że to ja jestem chory. A siły daje zdrowy rozsądek. To jest niezbędne, żeby zachęcać ludzi do oddawania krwi, do przeciwdziałania chorobom. Właśnie teraz to robicie. Rozmawiamy w wywiadzie o tych sprawach. Wykorzystujemy ten czas, żeby mówić o znaczeniu oddawania krwi. Luis Agote – kim był? Wygooglujcie go. To był Argentyńczyk, który dokonał pierwszej udanej transfuzji krwi. Pobrał krew od jednej osoby, umieścił ją w pojemniku i dodał cytrynian sodu, żeby krew nie skoalugowała i żeby było ją można w późniejszym czasie przetoczyć innej osobie. Dawniej robiono to wyłącznie w drodze bezpośredniej transfuzji. To było w 1912 roku. Mógł opatentować ten wynalazek i zarabiać na nim dużo pieniędzy. Zamiast tego zwrócił się do przedstawicielstw zagranicznych państw, które uczestniczyły w I wojnie światowej, żeby przykazać im tę metodę, i nauczyć jak można w bardzo prosty sposób ratować życie. Od tamtej pory na całym świecie uratowano miliony istnień ludzkich. To Luis Agote, jego wizerunek powinien być umieszczony na najwyższych nominałach w naszym kraju. W naszej historii mamy wybitne postaci, którym nie dane było chwycić za oręż, żeby wygrywać bitwy i ratować życie. Dlatego powinniśmy naszym dzieciom otworzyć na to oczy, opowiadać im o Luisie Agote, mówić o tym w szkołach, na uczelniach, bo wraz z ukończeniem 18 lat masz prawo do oddawania krwi. To niesamowite – móc oddać krew! To wspaniałe! Można uratować życie, bez wyważania drzwi płonącego domu, bez wczołgiwania się pod rozbity samochód, który płonie. Można uratować życie oddając krew. Nie sądzę, żeby było coś ważniejszego, co człowiek może zrobić, niż uratować komuś życie.

  • Teraz będzie pytanie o to, jak młody Facu spotkał w metrze człowieka o imieniu Andres. Chciałbyś spotkać go znowu?

Dałby Bóg, żebym znowu go spotkał! Andres grał w metrze na stacji Callao i Corrientes. Grał bezpośrednio przy wejściu. Szedłem ze swoim saksofonem. Miałem 20 lat. Zobaczyłem jak on gra i zupełnie oszalałem. Zapytał mnie: Masz saksofon? To zagraj ze mną. I stało się coś magicznego. Zgodnie z moim usposobieniem powinienem wtedy odpowiedzieć: Nie, nie! I uciec. Wstydziłem się. Ale zamiast uciekać, wyjąłem swój saksofon i zacząłem grać. Byłem wtedy bardzo nieśmiały. Miałem duże problemy w komunikowaniu się. Wstydziłem się. Byłem naprawdę bardzo nieśmiały. I zacząłem grać z tym człowiekiem. Graliśmy około godziny. Potem on przestał grać i powiedział, że musi już iść. Obok przechodzili ludzie i wrzucali nam pieniądze. On wziął pieniądze i podzieli je na pół. Nie chciałem ich wziąć, powiedziałem że niczego nie potrzebuję, ale on powiedział: Weź, są Twoje. Powstała między nami taka jedność. Genialna jedność! Artysta dał mi szansę zaprezentować wspólnie z nim moje umiejętności. Przydarzyło mi się to po raz pierwszy. To było niesamowite. Czysta magia, niesamowite…

  • Co wtedy czułeś? Dla Ciebie to było jak cud? Jak myślisz, czy gdybyś wtedy tego nie zrobił, byłbyś dziś tu gdzie jesteś?

Jakie dobre pytanie. W tamtym czasie – w 1992 roku w moim życiu wydarzyły się bardzo ważne sprawy. Nadal kontynuowałem leczenie. Zostałem uznany za tymczasowo zdrowego, ale to nie była ostateczna diagnoza. W moim życiu miały miejsce bardzo ważne wydarzenia. Właśnie umarł mój przyjaciel, mój najlepszy w życiu przyjaciel, mój brat, mój najlepszy przyjaciel. To był niezwykły czas w moim życiu, bardzo smutny. Miałem saksofon, ale brakowało mi brata. Leczenie się zakończyło, ale trzeba było pięć lat czekać, czy choroba nie wróci. Wszystko to było bardzo trudne. I wtedy poznałem tego człowieka! Podjąłem decyzję, że zagram z tym mężczyzną, który grał patrząc mi prosto w oczy. Teraz, patrząc wstecz, gram na tym samym saksofonie. Zajmuję się tym, czym chciałem się zajmować – teatrem, do którego zabrał mnie mój przyjaciel, którego już nie ma. To wszystko to cud. Ale przecież samo życie jest cudem. Tylko, że trzeba przeżywać życie, jako cud. Trzeba samemu wybrać, jak żyć. Ja wybieram takie życie. Cud to iskra światła, iskra magii. Widzę ją we wszystkim. Bardzo rzadko w sobie. Ale w innych cały czas chcę widzieć tę magię, bo mamy magię. Kim jesteśmy, jeśli nie żywym cudem?! My to życie, a życie to cud! Jeśli wybierzesz takie życie, to przez cały czas będziesz zaskakiwany różnymi małymi rzeczami, które koniec końców otworzą drogę do wielkich spraw! Widzisz mała falę, która rośnie i wkrótce staje się idealna. Ale na początku była tak mała, że nie była warta uwagi. Jeśli spotkasz ją w odpowiednim momencie, to może to być najlepsza fala twojego życia. Jeśli ona cię przewróci, to też dobrze. Wywrotki też są fajne. To też cud. Nie twierdzę, że trzeba się na wszystko godzić. Trzeba spróbować odnaleźć dookoła iskrę światła, geniuszu, pokory, wielkoduszności. Ja tak wolę żyć. Byłoby świetnie spotkać znowu Pana Andresa. Wspaniale byłoby go spotkać. Więcej go nie widziałem, ale każdego dnia go wspominam. Nie wiem, czy żyje, czy nadal grywa w metrze… Nigdy go nie zapomnę. Miał krótkie, rzadkie włosy i ciemne okulary w kolorze butelkowego szkła. Bardzo dobrze grał na saksofonie, na którym tylko on mógł zagrać. To był bardzo stary saksofon tenorowy. Skórzany futerał. Ludzie wrzucali do niego monety. Jestem mu dozgonnie wdzięczny. On dał mi pierwszy impuls. Andres. Piękne pytanie.

  • Co byś mu powiedział przy spotkaniu?

Powiedziałbym mu to wszystko. Opowiedziałbym mu o tym, co spowodował w tym 20-letnim chłopaku jego wielkoduszny gest. Obudził we mnie odwagę, żeby patrzeć komuś w oczy. Wspomagał dźwiękami swojego saksofonu moje słabe nuty. Zachęcił mnie, dał mi siłę do kontynuowania: Nie, nie przestawaj. Gramy dalej. Dobrze Ci idzie! To była hojność. Taką hojność mają tylko uliczni artyści. To był znak.

  • Ta hojność Cię uspokoiła, upewniła?

Z całą pewnością tak. Przecież to nas charakteryzuje. Człowieka opisuje się słowami, ale charakteryzują go jego czyny. A czyny nigdy nie kłamią. W swoich słowach człowiek może oszukiwać, ale nie w swoich działaniach. Postępowanie charakteryzuje nas przez całe życie. Jesteś tym, co robisz. To co mówisz, też ma znaczenie, ale najważniejsze jest to, co robisz.

  • Jeśli zaproponowano by Ci napisane książki o wszystkim tym, czego doświadczyłeś, to o czym chciałbyś napisać?

Piszę. Mam bloga. Możecie go znaleźć pod adresem http://facuarana.blogspot.com/ Publikuję tam moje opowiadania, historie, myśli, rysunki, zdjęcia. Jest tam wiele różności. Ale najlepsze są opowiadania. Ten kto pisze o sobie, powinien mieć coś bardzo ważnego do powiedzenia. Dlatego lubię pisać opowiadania. Sprawia mi to prawdziwą przyjemność. Tak dużo napisałem, że wyrobiłem sobie swój własny styl. Mam swój sposób fotografowania, swoją manierę gry aktorskiej, swój sposób rysowania. Mam swój styl. On może się podobać, albo nie, ale jest mój. Tak więc wziąłbym się za pisanie historii, opowiadań. opublikowałbym je na swoim blogu. Jestem gotowy to zrobić i kiedyś to zrobię. Tak mi się wydaje. Jest wiele opowiadań. Jedno nazywa się „Od 1 do 10”. To prawie kryminał. Inne to „Longinus”, to opowieść o tajemnicach. Bardzo intensywna. Piękna. Poważna. Jest opowieść zatytułowana „Candece” o afrykańskiej dziewczynie. Możecie zajrzeć. Jest tam wiele opowiadań.

  • Pytanie niewyraźne, niezrozumiałe. Chyba coś o zacisznym, samotnym miejscu.

Jakie wspaniałe pytanie! Teraz kiedy zasiada się do komputera otwiera się cały wszechświat, a czas się zatrzymuje… Ze mną tak się dzieje, kiedy rysuję. Kiedy piszę – też. U siebie w domu urządziłem takie miejsce, które nazywam „Casa del cielo” (Dom w niebie). Znajduje się szczycie mojego domu. Okna wychodzą na zachód. Wydaje się, że jest to mały domek w górach. Mógłby być gdziekolwiek. Na przykład na Evereście. Mam też domek na wyspie. Taki dom może znajdować się w dowolnym miejscu – w Bariloche, w Ushuaia, nad wodospadem. Kiedy się tam jest, to to jest cały wszechświat. Wszystko znika, jak w Wielkim Wybuchu*. Jest tam moja mate, mój termos, na podłodze leży pies, żona rysuje, a dzieci dokazują. Często tak robimy. Niektóre rzeczy publikuję. Fotografuję. Lubię to, sprawia mi to przyjemność.

  • Uprawiasz surfing?

Surfuję całe życie, odkąd pamiętam. W wieku 7 lat w Miramar znalazłem porzuconą deskę surfingową. Biegałem po plaży i szukałem właściciela. I modliłem się, żeby się nie znalazł. W tamtych czasach nie było tak wielu desek do surfowania jak teraz. Zarządca plaży – Roberto powiedział, że jeśli przez dwa dni właściciel się nie zgłosi będę mógł zatrzymać tę deskę. Właściciel pojawił się w następnym roku! A ja przez rok na niej surfowałem! Była już cała poobijana. Ale musiałem oddać deskę właścicielowi. Wróciłem do domu załamany. Deski były drogie. Ale ojciec powiedział: No dobrze! i kupił mi deskę. Miała nie jeden, ale dwa kile! Nigdy tego nie zapomnę! A w następnym roku latem pojechaliśmy do Mar del Plata. Styczeń, luty i marzec. I zapisali mnie do szkółki surferskiej Kikiwai, która działa do dziś. Trener wysłał mnie do wody i zacząłem się uczyć surfingu. Ćwiczyłem codziennie – od 8:00 do 18:00. Poszczęściło mi się. Do tej pory surfuję, gdzie tylko się da. Jeżdżę w poszukiwaniu fal. Mam swoje deski. Moje dzieci też surfują. Jest świetnie.

  • Co chciałbyś powiedzieć na zakończenie tego wywiadu?

Myślę, że zrobiliśmy wspaniały, bardzo mądry wywiad. Zadawałyście takie pytania, że miałem możliwość powiedzieć o tym, na czym mi zależy. Kiedy życie ma się dopiero przed sobą, to jest się jak czysta karta papieru, którą trzeba zapisać. Nie należy się bać tego co nadejdzie, tylko być cierpliwym, bo tylko to prowadzi do celu. Nie należy unikać możliwości udzielania innym pomocy. Już w wieku 18 lat można zostać dawcą krwi i uratować komuś życie. Można to zrobić co kilka miesięcy. Pomyślałem, że o moich kampaniach na temat oddawania krwi wszystko wiadomo, ale Wy zadawałyście mi pytania jak dziennikarze. W swoich pytaniach poruszyłyście to, o czym chciałem powiedzieć. Gdybym miał wystawić Wam ocenę, dałbym 10 punktów*. Myślę, że Wasz nauczyciel powiedziałby Wam jedynie, żeby mówić głośniej, kiedy nie ma mikrofonu. Chcę Wam podziękować, że mnie znalazłyście, że zdecydowałyście się poprosić o wywiad, wiedząc że możecie spotkać się z odmową, za to że nie zrezygnowałyście po pierwszej próbie. Nigdy nie wiadomo, kiedy zdarzy się dobry wywiad. Trzeba być otwartym, gotowym. Wy się przygotowałyście, zrobiłyście znakomity wywiad, zadałyście bardzo dobre pytania. Dałby Bóg, żebyśmy się spotkali w późniejszym życiu. Na pewno zostaniecie znakomitymi dziennikarkami. Chcę jeszcze podziękować pracującym tu osobom – bardzo się starali nie hałasować i ściszyli muzykę, żeby nie utrudniać Wam pracy. Brawa dla wszystkich.

https://youtu.be/x9TXpnFASOQ

Na koniec przytoczę jeszcze słowa jednej z tych młodych dziennikarek, które zamieściła na swoim Instagramie po rozmowie z Facundo:

Miałam okazję wypić kawę z cudownym człowiekiem. Człowiekiem, który mnie zaczarował. Popłakałam się pod wpływem jego słów, które mnie poruszyły i dały mi energię na kolejne dni. Jego słowa otworzyły mi oczy i pozwoliły zobaczyć kim naprawdę chcę być. Pojawił się we właściwym dniu – kiedy było mi bardzo trudno, był blisko i wsparł mnie najlepszą możliwą radą. 
Dziękuję Ci za to, że jesteś takim wspaniałym człowiekiem! Jesteś moją energią na przyszłość! Ludzie tacy jak Ty są bardzo potrzebni w dzisiejszym świecie. Nadal bądź taki! #DonarSangreSalva Vidas

https://www.instagram.com/p/BUFqCOsAll7/?taken-by=sol_testarenzi

Moje uwagi i spostrzeżenia:

  • Sam początek – kiedy Facundo opowiada o sobie. Moją uwagę zwróciła kolejność, w jakiej Facundo wymienia to, co dla niego jest ważne w życiu: najpierw rodzina, żona, dzieci, szczęśliwe życie, a dopiero później praca. To jest właściwa hierarchia wartości. Obyśmy wszyscy umieli ją zachowywać. 
  • Stephen Hawking. Z grubsza wiem kto to jest Stephen Hawking i czym się zajmuje, ale żeby tak z marszu, z zaskoczenia skojarzyć jakąś jego wypowiedź i umieć się do niej odnieść, to niestety nie potrafię. A Facundo wiedział o czym mówi ta dziewczyna i podjął dyskusję. Mi to zaimponowało.
  • Rozmowa o zagładzie ludzkości. Też podobnie jak Facundo lubię myśleć, że coś mogę, że to co robię – chociaż to niewiele, ma znaczenie. Nie powstrzymam emisji dwutlenku węgla, topnienia lodowców, czy niszczenia lasów tropikalnych, ale robię to, co mogę – segreguję śmieci, nie marnuję wody, nie biorę w sklepie jednorazowych plastikowych toreb itp i głęboko wierzę, że takie postępowanie ma sens.
  • Choroba nowotworowa. Wypowiedź Facundo, o tym, że to lepiej, że zachorował on, a nie ktoś z jego bliskich, to czysta, bezinteresowna miłość. I to działa obie strony. On cieszył się, że choroba dotknęła jego, a nie np jego mamę, a jego mama na pewno wolałaby sama zachorować, niż patrzeć na chorobę i cierpienie swojego jedynego syna. To niemal jak z opowieści o królu Salomonie i dwóch matkach…
  • Oddawanie krwi. Poryczałam się przy zdaniu: „Nie sądzę, żeby było coś ważniejszego, co człowiek może zrobić, niż uratować komuś życie”. Nie da się tego powiedzieć prościej i bardziej dobitnie.
  • Historia z saksofonistą w metrze. Piękna opowieść. Dowód na to, jaki ogromny wpływ na nas, na nasze życie mają pewne zdarzenia, czy przypadkowi wydawałoby się ludzie. Często mimowolnie wymazujemy takie fakty z pamięci, a Facundo zachował to w wspomnienie i ma świadomość znaczenia spotkania sprzed lat… To piękne. W tym kontekście na uwagę zasługuje fakt, że Facundo udzielając tego wywiadu poświęcił swój czas młodym adeptkom zawodu dziennikarstwa. Póki co, nie są one jeszcze znanymi dziennikarkami, pracującymi dla poczytnych mediów, które mogą zapewnić mu wielotysięczną rzeszę czytelników, czy widzów, a jedynie studentkami, które pewnie pokażą ten wywiad na zajęciach i może udostępnią w sieci. A Facundo rozmawiał z nimi tak, jak z każdym innym dziennikarzem. Nie wywyższał się, nie stosował mentorskiego tonu, był otwarty i szczery, pozwalając im zdobywać doświadczenie. Po raz kolejny – chapeau bas! Może dla tych dziewczyn spotkanie z Facundo okaże się tym samym, czym dla Facundo było przed laty spotkanie z Andresem w metrze…
  • Opowieść o cudach, magii i szukaniu iskry. Trochę to górnolotne, trochę naiwne i takie jakby oderwane od rzeczywistości, ale jednak piękne i prawdziwe. Można być wiecznie niezadowolonym ze wszystkiego malkontentem, albo cieszyć się małymi rzeczami i widzieć wokół siebie dobro i piękno. Sama coś o tym wiem… 
  • Końcówka wywiadu. Bardzo mi się spodobało, że Facundo okazał tym dwóm studentom słowa uznania. Zasłużyły na to. Były przygotowane. Chciały słuchać. Nie pytały o głupoty. Dzięki pytaniom, które przygotowały, dały swojemu rozmówcy możliwość wypowiedzenia się na ważne tematy.
  • Ostatnia wypowiedź Facundo. Facu zwrócił uwagę na uprzejmość obsługi tej restauracji, podziękował im za to że starali się nie hałasować, żeby łatwiej im się rozmawiało. Trzeba mieć w sobie spore pokłady empatii, żeby dostrzegać takie rzeczy. To było bardzo miłe.

Przypisy:

  • W pytaniu chyba padło 100 lat, ale Hawking mówił o 1000 lat
  • Wielki Wybuch – model ewolucji Wszechświata uznawany za najbardziej prawdopodobny
  • W Argentynie obowiązuje skala ocen od 0 do 10, gdzie 10 jest najwyższą oceną

Włożyłam w to tłumaczenie sporo pracy, ale to nic w porównaniu do pracy Ludmiłki z forum Mundo Latino Rusia, która przetłumaczyła ten wywiad ze słuchu z hiszpańskiego na rosyjski. To dzięki jej wysiłkowi i dzieleniu się swoją pracą z innymi mogłam przygotować ten tekst. Ogromnie dziękuję. Pewnie w moim tekście są jakieś nieścisłości, czy błędy, ale lepiej nie umiem. Mam nadzieję, że lektura tego tekstu sprawiła Wam przyjemność.  Pozdrawiam.