Everest 2016 – Prawdziwe piękno jest w oczach…

Jak wiadomo, w ubiegłym roku Facundo Arana uczestniczył z sukcesem w wyprawie na Everest. W tym samym czasie co ekipa TAGnepal pod Everestem przebywało kilka innych ekspedycji, między innymi wyprawa rosyjska. Ich zmagania były dokumentowane na potrzeby mającego powstać filmu dokumentalnego. Rosjanie nagrali wtedy wywiad z Facundo i niewielką część tej rozmowy umieścili w swoim filmie. Wczoraj na YT ukazał się znacznie obszerniejszy fragment wypowiedzi Facundo. 

https://youtu.be/zg2K91RligA

W nagraniu Facu mówi po angielsku, dodatkowo są jeszcze rosyjskie napisy, więc nie powinno być problemów ze zrozumieniem, ale tak dla porządku zrobiłam też polskie tłumaczenie:

Przystojniak ze mnie 😉  Jestem artystą. Ale jestem też ojcem, mężem, rysuję, śpiewam, gram na saksofonie, biegam, bawię się z moim psem i robię jeszcze wiele innych rzeczy. Myślę, że uroda, zewnętrzne piękno z czasem przemija. Prawdzie piękno widać w oczach. Bardzo się staram, żeby w moich oczach był ten płomień, który widzę w oczach mojego ojca i mojej mamy, dlatego każdego dnia robię wszystko, żeby w moich oczach była ta iskra i uczę tego moje dzieci. 

Są wspinacze (alpiniści, himalaiści) i są ludzie, którzy po prostu chodzą po górach. Ja chodzę po górach. Lubię się wspinać, uczestniczyć w wyprawach. Everest to najbardziej niesamowita i największa wyprawa, w której dotąd uczestniczyłem. Idę z ludźmi, których znam, ze świetnymi przewodnikami i znakomitymi ludźmi. Lubię chodzić w góry z ludźmi, którzy wiedzą co robią.

Moja żona powiedziała: „Nie każ mi tam po Ciebie jechać. Chcę zostać w domu. Wracaj cały i zdrowy, i nie zmuszaj mnie, żebym musiała po Ciebie jechać.” Tak mi powiedziała. W 2012 roku moja żona przyjechała do mnie – do Nepalu, bo miałem problemy zdrowotne podczas wyprawy na Everest. I przyjechała do mnie. Nie spodziewałem się tego. Zaszła konieczność, żeby zakończyć wspinaczkę. Myślę, że tak naprawdę, to nawet nie dotknąłem góry. Byłem u jej podnóża i musiałem zrezygnować. Czyli tak naprawdę, to nie będzie moja druga, ale pierwsza wspinaczka.

Nie jestem tu po to, żeby umrzeć. Jeśli chciałbym ryzykować, to nie przyszedłbym tu z tymi przewodnikami. Poszedłbym z tymi o wiele tańszymi, którzy pokazaliby mi tylko, gdzie zostawić swoje rzeczy, dali jedzenie i powiedzieli: „Idź!” Ja nie ryzykuję. Wyjście z domu też jest ryzykowne. Na ulicach jest mnóstwo samochodów i innych zagrożeń. To nie jest ryzykowanie. To Everest. Wspinamy się z lekarzem, dlatego się nie obawiam.

Zapomnijmy o szczycie. Do czasu szczytu trzeba będzie jeszcze wykonać ogromną pracę. Sądzę, że o wchodzeniu na szczyt będziemy mogli myśleć w końcowym dniu, w dniu ataku szczytowego. Tylko wtedy można o tym myśleć.

A wracając do pytania, o to co daje mi siłę, co pozwala mi wierzyć, że mi się uda, to są to myśli o mojej żonie, o moich dzieciach. Kiedy o nich myślę, czuję się nie do pokonania. 

Tłumaczyłam tak na szybko z rosyjskiego, bo „znam” go trochę lepiej niż angielski. Mam nadzieję, że nie popełniłam jakiejś gafy.

Reklamy

Everest 2016 – Gen wysokości…

W tym samym czasie co ekipa TAGnepal pod Everestem przebywało kilka innych ekspedycji, między innymi wyprawa rosyjska. Ich poczynania na zboczach Everestu były nagrywane na potrzeby mającego powstać filmu dokumentalnego. Dokument miał premierę właśnie w tych dniach. Jest to ciekawa seria składająca się z trzech godzinnych odcinków. W pierwszej części zamieszczono krótką wzmiankę o Facundo Arana wraz z jego wypowiedzią:

https://youtu.be/49hdK8lMpz8

Poniżej dwa print screeny z filmu (zdjęcia pochodzą z Mundo Latino Rusia):

Everest 2016 – Wspomnienia Facundo

W miarę zbliżania się 23/05/2017, czyli rocznicy wejścia Facundo Arana na Everest, aktor na swoim Instagramie publikował kolejne zdjęcia z tamtego okresu, dodając do nich po kilka słów komentarza: 

Przełęcz Północna 7100 mnpm! Prawie rok temu! Uściski dla wszystkich – tu i tam! Dla wszystkich, którzy nas wspierali z tak daleka. Napradę to czuliśmy.  #UlisesCorvalan #JuanBoselli #AldoValencia #MariaVeronicaRainone #LaliUlehla #LizRose #TendiSherpa #AssistCard #AssistCardExtreme #Everest2016 ##NorthCol #Tibet 

Krótka przerwa na selfie, w tle Tendi i szczyt Everestu, który jest o wiele dalej, niż się wydaje… Trudno jest wybierać spośród tak wielu zdjęć i nieusuwalnych wspomnień…

Namaste! Compas…

To było rok temu… Dopiero co dotarłem do obozu 3 na wysokości 8300 mnpm. Pozostało trochę odpocząć i ruszyć w kierunku szczytu… Dokładnie wczoraj, rok później Tendi Sherpa kolejny raz dotarł na szczyt z całą swoją wyprawą i bezpiecznie sprowadził ich na dół. Tym razem było to po stronie nepalskiej. #Everest2016 #AssistCardExtreme #DonarSangreSalvaVidas

Dzisiaj jak wtedy… Tym, którzy umożliwili mi wyprawę na Aconcaguę i Everest 2016… Dozgonna wdzięczność #AlexiaKeglevich #AssistCard #AssistCardExtreme i całemu zespołowi #DonarSangreSalvaVidas

Wreszcie, dzięki niesamowitemu Tendi Sherpa udało mi się nam wrócić do obozu 3, żeby odpocząć po wejściu na szczyt. Udało mi się nabrać trochę sił, ale nie byłem świadom tego, co nas jeszcze czeka… Sfotografowałem wtedy dwóch Szerpów, schodzących w dół, żeby dotrzeć do obozy 2 przed nadejściem zmroku. Szli wzdłuż zamocowanych stałych lin. Widoki były tam niesamowite! Spójrzcie tylko! Spisałem tyle, ile mogłem i wytężałem pamięć, żeby zapamiętać to na zawsze  #AssistCardExtreme #AssistCard #AlexiaKeglevich #TheNorthFaceArg #Everest2016 #Tibet 

Kiedy dotarliśmy do obozu 2, Tendi Sherpa stanął twarzą do wiatru i przez pewien czas patrzył w pustkę. Kilka minut później zarządził dalsze schodzenie. Wbrew wszelkim prognozom, powiedział że nadciąga sztormowy wiatr, co jest niebezpieczne dla obozu, a tym samym i dla nas. Trzeba było iść dalej… Nie mogłem w to uwierzyć. Schodzenie było dla mnie bardzo trudne… Miałem obolałe stopy i zdrętwiałe palce. Moi towarzysze specjalnie zwolnili tempo schodzenia, żeby iść razem ze mną, przez co spędziliśmy jeszcze jedną noc na wysokościach (co jest niewskazane). Ulises Corvalan powiedział: Przyszliśmy to wszyscy razem i razem wrócimy. Następnego dnia schodziliśmy po Przełęczy Północnej, a później do obozu zaawansowanego. Razem. Tego uczy góra… To jest Everest… Chodzi o zaufanie. W zespole. W działaniu. Trzeba umieć ustąpić. Dać to, co najlepsze. Opiekę. Powrót. Naukę. Wsparcie. Mieć co opowiedzieć. #JuanBoselli #LaliUlehla #UlisesCorvalan #Everest2016 #TheNorthFaceArg #AssistCard #AssistCardExtreme #DonarSangreSalvaVidas 
PS Obóz 2 z którego odeszliśmy na polecenie Tendi Sherpa został tej nocy zniszczony przez silny wiatr…

Źródło: https://www.instagram.com/facundoaranatagle/

Na koniec „wisienka na torcie”. To zdjęcie nie było wcześniej publikowane. Selfie na tle Himalajów:

Everest 2016 – Czy było warto?

Dokładnie rok temu – 23/05/2016 Facundo Arana wraz innymi członkami wyprawy TAGnepal stanął na szczycie Mount Everest. 

Na koniec mała niespodzianka. Na Twitterze Assist Card opublikowano dziś premierowy filmik z ubiegłego roku, nakręcony na szczycie Everestu:

Źródło: https://twitter.com/assistcard

Wyprawa zakończyła się pełnym sukcesem. Wszyscy jej członkowie dotarli na szczyt i bezpiecznie wrócili na dół.

Po powrocie do Argentyny Facundo udzielił niezliczonej ilości wywiadów. Był w nich szczery. Nie czynił z siebie super bohatera, który bez żadnego wysiłku wszedł na Everest. Przeciwnie, przyznał że przyszło mu to z dużym trudem i że bardzo tęsknił za rodziną. 

Wiem, że losy Facundo są niezwykłe i domyślam się, że ta wyprawa, to był dla niego jakiś rachunek do wyrównania, może zamknięcie jakiegoś etapu w życiu, może rozliczenie się z przeszłością. Absolutnie go nie oceniam i nie krytykuję. Zastanawiam się tylko, czy rzeczywiście było warto…? 

Pamiętam ten dzień – rok temu. Podejście na szczyt trwało zdecydowanie dłużej niż planowano i nie było żadnych informacji. Czekanie nie było łatwe. Kiedy wreszcie ogłoszono sukces, poczułam ogromną ulgę – nie radość, ale ulgę. Przez te kilka dni od wyruszenia na szczyt do powrotu ekipy do bazy czułam taki niepokój, jakby tam był ktoś z moich bliskich… To dziwne, że można odczuwać coś takiego w stosunku do obcych ludzi z drugiego końca świata, ale tak właśnie było… 

https://youtu.be/GoieUkX8QhI

Jeszcze o evencie w The North Face (03/05/2017)

The North Face Argentina:
W ubiegłym tygodniu Facundo Arana odwiedził nasz sklep w Nordelta Centro Comercial (centrum handlowe) i poruszył wszystkich wspominając jego przygodę z Everestem.

Źródło: https://www.instagram.com/p/BT5ES-CBmV5/

Facundo Arana:
To dla mnie zaszczyt być częścią rodziny The North Face Argentina!

Źródło: https://twitter.com/Facundo_Arana

Facundo Arana w Apinismonline (01/05/2017) Tłumaczenie

Jest to tłumaczenie bardzo obszernego wywiadu z Facundo Arana, udzielonego portalowi internetowemu http://www.alpinismonline.com Wstęp autorstwa Carlosa Eduardo Gonzaleza jest dość długi, ale uważam że stanowi integralną część tej rozmowy, dlatego też go przetłumaczyłam i zamieściłam. Zapraszam do lektury i do chwili refleksji, bo moim zdaniem ta rozmowa nie jest tylko o górach…

Alpinismoniline, 01/05/2017, Autor Carlos Eduardo Gonzalez

Wszystkie twoje uczucia, emocje, przygody i duchy idą z tobą na szczyt…

Wywiad z Facundo Arana – wspinaczem. Ciekawa i głęboka rozmowa z puntu widzenia wspinacza, który odkrył swoją mniej znaną, jednak nie mniej fascynującą stronę.

Od 15 kwietnia 1995 roku, kiedy Tommy Heinrich* zaczął pisać argentyńską historię na szczycie Everestu – kolosa Himalajów, przeprowadzono wywiady ze wszystkimi, z każdym naszym wspinaczem, który odważył się na to wyzwanie. Chociaż wspinanie się wcale nie oznacza rzucania górze wyzwania. Wręcz przeciwnie. Jest to przede wszystkim poproszenie góry o pozwolenie, żeby choć przez kilka minut móc przebywać na jej szczycie, gdzie żyje jej prawdziwy duch. Z szacunkiem, pokorą i pełną gotowością, należy przyjąć wszystko to, co góra ma nam do zaoferowania. Dokładnie to, co właśnie powiedziałem, można odnaleźć w rozmowie z naszym dzisiejszym gościem. Jeśli chodzi o Facundo, to jego stosunek do góry pozwala nam zrozumieć jakim człowiekiem jest mój rozmówca. Ale oprócz tego, w rozmowie chcę się skupić na tym, co stanowiło główny cel tej wspinaczki – „Jego” Everest. 
Nie będziemy tu rozmawiać o jakiejś tam wspinaczce. Mówimy o Evereście, o Czomolungmie, o Sagarmatha, jak nazywają ją miejscowi, którzy mają znacznie większe prawo niż my nadawać nazwy najwyższej górze świata. O tej górze, którą przez lata ekscytowali się wielcy zdobywcy, żyjący na długo przez Heinrichem i zostawiali na niej swoje życie. Na przykład tacy ludzie, jak Hillary i Norgay, albo Mallory i Irvine, dwaj pionierzy, który wbili w górę swój „cierń” bardzo blisko szczytu i którego nikt nigdy nie zdoła usunąć.
Wracając do koncepcji, o której już wspomniałem, to ni mniej, ni więcej, jak pochodna samego ducha góry, którego wpływ na człowieka jest wprost proporcjonalny do jej wielkości i majestatu. Ta idea to coś, co ma każda góra i to coś oddziałuje na wspinacza, mogąc wywołać zupełnie niespodziewany efekt. Czasami góra daje pozwolenie, żeby dotknąć jej szczytu przez zaledwie kilka minut. Nie wszystkim. Tylko niektórym. Ale kiedy już pozwoli, to oprócz satysfakcji, która może przeminąć, daje człowiekowi coś w rodzaju dziedzictwa, coś czego się nie spodziewał znaleźć – daje okazję do spojrzenia w głąb samego siebie i odnalezienia spokoju. Przekonajcie się sami, co duch tej góry podarował w spadku duchowi Facundo Arana

  • Facundo, jak zaczyna się dzień ataku szczytowego?

To dzień, który trwa 48 godzin. Zaczyna się od wyjścia z obozu drugiego o 9:00 rano i dotarciu około 18:00 do obozu trzeciego, leżącego na wysokości 8300 mnpm. Tego dnia, kiedy dotarłem na miejsce, podszedł do mnie Tendi i mówi: „Weź to, to jest Twój posiłek”. Było to salami, które Tendi przywiózł z Argentyny. To był mój obiad. Bardzo wyjątkowy. Później zaczęliśmy rozmawiać, jak będzie wyglądał dzień ataku szczytowego, bo moje tempo było zdecydowanie wolniejsze, niż pozostałych. Tendi bardzo mądrze polecił mi wyruszyć o godzinie 21:00, natomiast reszta miała rozpocząć wspinaczkę 3 godziny później. Powiedział, że będzie moim cieniem, pójdzie za mną. Tendi odegrał kluczową rolę w moim czynieniu postępów podczas całej wyprawy. Krótko mówiąc, od 18:00 do 21:00 miałem 3 godziny na odpoczynek, w tym na zjedzenie posiłku, zanim wyruszyłem na szczyt w towarzystwie Tendiego.

Ulises, Tendi, ja, Lali i Juan Manuel schodzimy w dół po zdobyciu szczytu, poniżej Przełęczy Północnej.

  • Czyli zaczynałeś jako pierwszy…

Dokładnie tak – o 21:00. W efekcie tego mogłem wejść na szczyt wspólnie z innymi, w tym samym czasie.

  • A po wyruszeniu na szczyt, jak wyglądała sprawa jedzenia?

Herbata, soki – dużo płynów. Lali Ulehla przywiozła z sobą specjalną suchą żywność na duże wysokości, coś wyjątkowego, naprawdę imponujące. Jest to tego rodzaju pożywienie, że gdybym je zjadł teraz, mógłbym spokojnie biegiem wrócić do domu. Super. No i tak jak już mówiłem – nawodnienie. Dzięki temu mogłem tego dokonać.

  • Co czułeś, kiedy wspiąłeś się na szczyt?

To jest tak, że widzisz, jak cel stopniowo się zbliża. W miarę, jak jesteś coraz bliżej, zaczynasz zdawać sobie sprawę od ilu lat marzyłeś o tej górze, jak długo się do tego przygotowywałeś. Poza tym, ja szedłem z obciążeniem tego, co zdarzyło się podczas poprzedniej wyprawy. Wspominam o tym dlatego, że ten cios, który dostałem wtedy od Everestu był zasłużony (sprawiedliwy). No więc, nagle znajduję się już o krok od celu. Mam troje dzieci, żonę, nie widziałem ich już od 45 dni i bardzo mi ich brakuje. Zaczynają pojawiać się myśli, o tym jak zejdę w dół i pewnego pięknego dnia opowiem im o „przygodzie”, którą przeżył ich tata. Wspominam słowa żony, która powiedziała mi: „Nie martw się. Będziemy tu na Ciebie czekać”. Kiedy idziesz w górę, zaczynasz sobie to wszystko uświadamiać.

Aldo Valencia, Lali, Ulises, Juan Manuel i ja na szczycie!

  • A później?

W pewnym momencie, kiedy się wspinałem, zaczęło się dziać ze mną to, co sądziłem, że nigdy mi się nie przydarzy. Przypomniało mi się, że Papież Franciszek w chwili jego wyboru powiedział „Módlcie się za mnie”. Ledwie stanąłem na szczycie, padłem na kolana, przeżegnałem się i zacząłem się modlić: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie…” Zacząłem się za niego modlić. Modliłem się za Papieża. Zrobiłem to, bo o to prosił… Tak to wyglądało. Jestem katolikiem. Zostałem wychowany w tej wierze. Ale dla mnie bycie katolikiem, muzułmaninem, żydem czy buddystą – to jedno i to samo. To jest ten sam Bóg.. Ale, skoro nauczono mnie modlić się po chrześcijańsku, to tak to zrobiłem. Tak samo byłoby w każdej innej religii. Modliłem się do naszego wspólnego Boga i modliłem się za tego człowieka, który prosił o modlitwę. Ledwie skończyłem się modlić, a zapłakałem, jak dziecko. Płakałem z radości. Tylko ja jeden wiedziałem o tym wszystkim, co przyszło razem ze mną na ten szczyt. W tym momencie było ze mną całe moje życie. To jest nieuniknione. Pomyślałem o moim życiu. O każdym z małych kroków… Pewnego dnia, wracając z Fundaleu do domu (dwa kwartały ulic – blisko), szedłem bardzo powoli. Mama szła z jednej strony, ojciec z drugiej. Szedłem uwieszony na nich. Doktor Isolda Fernández właśnie zrobiła mi linfografíę*.  Z tego powodu miałem rany na stopach. Ale ja chciałem wrócić do domu, więc tak szliśmy: krok – odpoczynek. Ze szczytu zadzwoniłem do Alexii Keglevich z Assist Card. To ona zajmowała się koordynacją wyprawy z Buenos Aires. Tak naprawdę to byłem na Evereście dzięki niej i Assist Card. Poprosiłem ją, żeby powiedziała mojej mamie: „Mamo dedykuję to Rodzicom, którzy szli krok za krokiem przez dwa niekończące się kwartały, podtrzymując swoje dziecko”. Dlatego właśnie wszyscy twoi bliscy wspinają się z tobą na szczyt. Wszystkie twoje przygody. Wszystkie twoje „duchy”. Wszystkie twoje sukcesy i wszystkie porażki. I wszystkie one się rozsiadają, żeby między sobą rozmawiać. Zaczynasz rozumieć, że one przyjaźnią się ze sobą, chociaż myślą inaczej. Muszę przyznać, że moje słabości i moje zalety mogą się wspólnie napić mate. Wszystko to bardzo mnie ucieszyło i dało mi siły do zejścia w dół, z pragnieniem przeżycia jeszcze czterdziestu lat.

Z moim bratem Ulisesem Corvalanem w Katmandu

  • A Twoi koledzy z wyprawy? Co możesz o nich powiedzieć?

Moim kolegom zawdzięczam całą wyprawę. W końcu w czasie długiego przymusowego współistnienia ze sobą, na jaw wychodzi wszystko dobre i wszystko złe, co mieści się w człowieku. Oni byli niezwykli! Poszczęściło się nam. Mieliśmy ogromne pragnienie, żeby wszystko się udało. I tak się stało! Jestem bardzo wdzięczny każdemu z nich.  Uli (Ulises Corvalán), Lali (Maria Alejandra Ulhela), Juan (Juan Manuel Boselli), Aldo (Aldo Valencia), Liz Rose. Byli i są rodziną na zawsze. I nasi towarzysze – Szerpowie i Tybetańczycy. W całym świecie nie ma słów, dzięki którym mógłbym w pełni wyrazić wdzięczność za ich zaangażowanie, pasję, pokorę i siłę. Za hojność, za odwagę. Każda z tych twarzy i ich uśmiechy będą ze mną na zawsze. Za pośrednictwem Alpinismonline przesyłam im pozdrowienia. Przede wszystkim bardzo się cieszę, że weszli wszyscy. Tendi pierwszy raz organizował taką wyprawę i był jej liderem. Wziął osiemnastu wspinaczy, przewodników i klientów. Wszystkich sprowadził na dół bez żadnego uszczerbku. Nikt nie odmroził sobie nawet małego palca. Spójrzcie na Aldo (Meksykanin Aldo Valencia), wspaniale że był z nami. Aldo zaczął się wspinać bez tlenu, ale kiedy zobaczył, że może to zagrozić jego wejściu na szczyt, na wysokości 8500 mnpm powiedział: „Dajcie mi tlen, pójdę z wami, nie przegapię okazji zobaczenia waszych twarzy na szczycie!” Niewiarygodne i nie do opowiedzenia. Szczególne wyrazy uznania dla doktor Verónici Rainone, która była częścią wyprawy. Była jedynym lekarzem w obozie zaawansowanym. Pomagała każdemu, a nawet uratowała życie Amerykaninowi, który miał obrzęk mózgu. Został on sprowadzony w dół przez Adriana Ballingera i Cory’a Richardsa. Sytuacja była naprawdę bardzo zła. Leczyła wszystkich za darmo – Szerpów i członków innych ekip.

Idę po Przełęczy Północnej w kierunku obozu 2 na wysokości około 7600 mnpm. Za mną ściana Changtse

  • Tego samego dnia co Wy na szczyt wchodziły też dwie kobiety: Carla Perez z Ekwadoru i Amerykanka Melissa Arnold. Pamiętam, że opublikowaliśmy wtedy artykuł, doceniając ich sukces, bo obie weszły na szczyt bez dodatkowego tlenu. Spotkałeś się z nimi?

Tak, pamiętam to! Carla Perez wchodziła z mężem, zdobyła szczyt bez wspomagania się tlenem. Widziałem się nimi. Spotkaliśmy się podczas schodzenia z obozu pośredniego do bazowego. Przysiadłem, żeby coś zjeść i ona do mnie podeszła. Powiedziała, że musi sama zejść do obozu bazowego. Zjedliśmy. Wkrótce dołączył jej mąż i we troje kontynuowaliśmy zejście do obozu.

Odpoczynek z Tendim na wysokości 8600 mnpm

  • Co jeszcze utkwiło Ci w pamięci z tego dnia?

Miałem możliwość wiele zobaczyć. Widziałem Kari Koblera* mijającego mnie niczym dymiąca lokomotywa, mocny i krzepki. Tak jak mówiłem Ci wcześniej, wyruszyłem na szczyt jako pierwszy, a przyszedłem jako jeden z ostatnich, bo szedłem w swoim własnym tempie. Taki jestem. Idę powoli. Kobler był jednym z tych, którzy mnie wyprzedzili, ale w bardzo zdecydowany sposób. Wielka siła. Byłem bardzo skoncentrowany. Trzeba było poczekać w kolejce, która utworzyła się przy drugim kroku. Staliśmy tam na mrozie przez około godzinę. To wydawało się nie mieć końca. Tendi cały czas mi przypominał, żebym poruszał nogami, aby uniknąć odmrożenia. Niezapomniany był wschód słońca, tam w górze, blisko szczytu. A księżyc w pełni, który towarzyszył nam przez całą noc… Niezapomniane… Szum oddychania przez maskę, stukot czekanów i dźwięk raków wbijających się w lód, dzwonienie uprzęży i karabińczyków obijających się o siebie. Żar w piersiach i kontrast z nosem i kończynami na granicy odmrożenia.

Bezpośrednio po dotarciu do Advanced Base Camp. Odpoczynek po zdobyciu szczytu. Wszyscy wyczerpani, ale bardzo szczęśliwi

  • Dlaczego zdecydowaliście się wspinać od strony północnej?

Byliśmy po chińskiej stronie za sprawą Tendiego. To on zdecydował, że będziemy szli po północnej stronie. Byłem podekscytowany tym pomysłem. Nie byłem jeszcze w Tybecie, a to była świetna okazja. Poza tym byłem już w Nepalu. Pozostało mi tylko się wspinać. Ale wiedziałem wszystko. Bardzo pragnąłem iść z Tendim, z Ulisesem Corvalanem. On jest dla mnie jak brat. I z Lali Ulehla, pierwszą Argentynką, która zamierza zdobyć Koronę Ziemi, i z Juanem Manuelem Boselli. Gdybym nie wyruszył wtedy z Tendim, raczej już bym tego nie zrobił. Sam nie dałbym rady. Zawarliśmy z Tendim umowę. Tak jak Ci powiedziałem wcześniej – on zaprowadził na szczyt 18 ludzi i wszystkich ich sprowadził na dół bez najmniejszego uszczerbku.

Na tym zdjęciu widać, jaki zmęczony i odwodniony wróciłem do Base Capm, cztery dni po zdobyciu szczytu.  Skrajne wyczerpanie, ale to szczęście, jest ze mną do dziś. Od Advanced Base Camp do Base Camp idzie się 22 kilometry, pokonując różnicę wysokości od 6400 do 5100 mnpm

  • Tendi zwykle przyjeżdża na Aconcaguę, prawda?

Tak. Współpracuje z Fernando Grajalesem. Na poprzedniej wyprawie też byliśmy z Fernando Grajalesem i Tendi był tam z nim. Teraz założył własną firmę i sam organizuje wyprawy. Myślę, że aktualnie jest od strony południowej i z Mountain Madness* prowadzi wyprawę.

  • Wróćmy na chwilę do tematu szczytu. Na pewno zdjąłeś tam maskę, choćby na chwilę?

Tak zdjąłem ją, że wysłać pocałunek rodzinie. Wspaniale było móc wysłać pocałunek także mamie i tacie.

Advanced Base Camp. Po lewej, w oddali Everest, a po prawej cała Przełęcz Północna. Widać cały jej grzbiet, po którym odbywa się wspinaczka

  • A powietrze?

Nie ma powietrza. To niemożliwe. Tam jest tylko 30% tlenu.

  • To jak te potwory robią to bez butli tlenowych?

Jeden sposób to nurkowanie, drugi wstrzymywanie oddechu. Wstrzymują oddech. Są jak astronauci. Widziałem ich – idą, jak w transie. Mam dla nich wielki szacunek. To niesamowite ich zobaczyć. Dajesz im wodę, ustępujesz z drogi – wyrażasz tym swój szacunek. Widzisz, że idą, więc odsuwasz się na bok, żeby ustąpić im miejsca. To szacunek. Jesteś tam po to. Może w przyszłości przyjdzie im drogo za to zapłacić. To bardzo ryzykowne.

Moja mate i termos na szczycie!!!

  • Były jakieś problemy z Chińczykami? Wiadomo, że oni bardzo ściśle trzymają się przepisów. 

Nie. Przez całe czas był z nami chiński oficer łącznikowy, pan Yang. Dobrze nas traktował, był przyjaźnie nastawiony. Ale nie myśl sobie, że można wyjść poza ustalone reguły, po amatorsku. Jeśli zrobisz cokolwiek, co nie jest uregulowane przepisami, wyrzucą ciebie, i całą wyprawę. Żadnej taryfy ulgowej. Wylatujesz i koniec. Żadnego: „Chwileczkę, porozmawiajmy…” Nie. Odchodzisz. A następnym razem skończysz w kajdankach.

  • Czułeś strach?

Nie. Ale szacunek, respekt tak – przez cały czas. Przede wszystkim pokorę. Okazując pokorę zawsze dotrzesz do celu.

Mate na najwyższym szczycie świata. Wypiłem ją!

  • Jakie były trudne momenty? Mam na myśli niebezpieczeństwo (zagrożenie). Czułeś je będąc tam?

Niebezpieczeństwo istnieje cały czas. Idziesz przez jakieś miejsce trzymając linę bezpieczeństwa, a z jednej i drugiej strony jest przepaść. Każdy podmuch wiatru może cię zrzucić w dowolnej chwili. A ty nie jesteś tam właścicielem (gospodarzem), ciągle musisz prosić o pozwolenie. Dlatego to, co przydarzyło mi się w 2012 roku było dobre. W pewnym momencie zaczynasz się zastanawiać. Jak bardzo chcesz wrócić? Czy na pewno chcesz wrócić? Tak, naprawdę chciałem wrócić!

  • Chcesz powiedzieć, że gdyby w 2012 roku nie wydarzyłoby się to, co się stało, że gdyby wszystko poszło łatwo, to nie miałbyś takiego szacunku, jaki powinieneś mieć?

Być może niczego bym się nie nauczył. To był rodzaj treningu, przygotowania. Prędzej czy później przychodzi szacunek. Życie uczy nas pokory, szacunku, godności, delikatności, współczucia.

Widok za moimi plecami w czasie wspinaczki

  • Jacy są ludzie w Nepalu?

W Nepalu są 102 narodowości. My mieliśmy możliwość zetknąć się z Szerpami, to jest nacja, która żyje na dużych wysokościach. Są to najbardziej sympatyczni i szlachetni ludzie, jakich można sobie wyobrazić. Są szczególnie predestynowani do wspinaczki. Widziałem, jak wchodzili do 8300 mnpm bez tlenu. Żyją na innej niż my częstotliwości.

  • Myślałeś, żeby jeszcze tam wrócić?

Chcę odbyć trekking do obozu bazowego. Chcę tam pójść z Marią, moją żoną i znów zabrać ją do miejsca, gdzie się z nią ożeniłem.

  • Jak to? Pobraliście się tam?

Tak. To było podczas wyprawy w 2012 roku. Po tym, jak byłem zmuszony się ewakuować i jak już znalazłem się na dole, poprosiłem lekarzy o zgodę na odwiedzenie Tengboche*. Pojechałem tam z tą myślą. Jest tam klasztor buddyjski. Żyją w nim mnisi, którzy poświęcili życie w służbie swojej religii. Spytałem pewnego mnicha o możliwość zawarcia tam małżeństwa, zakładając że mówimy o jednym Bogu. Tak też się stało. Oświadczyłem się Marii i pobraliśmy się Tengboche.

Ja jestem ten w czerwonym, za Tendim, macham ręką

  • Zmierzając do końca naszej rozmowy, przejdźmy na krótko do Aconcagui – naszej góry. Jak wyglądały Twoje wspinaczki?

Na Aconcaguę wspiąłem się trzy razy – w 2003 roku z Emilio Pizarro, w 2010 roku z Ulisesem Corvalanem i w 2016 roku z Tomi Ceppi, z którym w 2012 byłem na wyprawie na Everest. Tomi ostatnio wspiął się bez tlenu na Lhotse i w każdej chwili byłby w stanie wejść bez tlenu na Everest. W 2012 roku, przed Everestem zrobiliśmy film dokumentalny, który miał mieć cztery odsłony, ale zachorowałem. Do końca życia będę wdzięczny stacji Telefe, która mnie wspierała. Powiedzieli: „Jedź i zrób o tym dokument”. Odparłem, że nie mogę obiecać, że uda mi się dotrzeć na szczyt. Zaufano mi, mówiąc: „Obojętnie jak będzie, jedź!” W 2012 Betancourt* pojechał ze mną jako dokumentalista. Towarzyszył mi w drodze w dół, odtransportował do bezpiecznego miescja, a późnie wrócił, dołączył do wyprawy i z flagą krwiodawstwa wszedł na szczyt. Wszystko to sfilmował. Oto co dała mi góra.

Z Uli (Corvalanem) i Lali (Ulehla) na szczycie

  • W przyszłości będziesz jeszcze zajmować się wspinaczką?

Szczerze mówiąc, nie wiem. To co sobie obiecałem, zrealizowałem. Właśnie Ci o tym opowiedziałem. Moje wady i zalety mogą ze sobą współistnieć. To jest osiągnięcie. Moje wady i niedoskonałości nie umniejszają moich zalet moralnych, i na odwrót. Czyli wszystko jest w porządku. Byłem chłopakiem, który zachorował na raka. Ten chłopak po latach był w stanie zanieść swoją duszę na szczyt Everestu. Moja dusza potrafi myśleć. Nie potrzebuje wielu słów. Ale wydaje mi się, że moja dusza woli żyć słuchając serca.

  • Wielkie dzięki Facundo, za Twoją wspaniałą opowieść.

Carlos Eduardo Gonzalez:
Kończąc, wrócę do tego, co powiedziałem we wstępie do wywiadu. Czy teraz udało się Wam zrozumieć, jakie dziedzictwo daje ta góra? Co wywołuje ten pożar w duszy, tak prostej i jednocześnie skomplikowanej? Co daje te kilka minut na szczycie? Ta wspinaczka, to część Jego istoty, która normalnie nie jest widoczna (znana). To przykład (sugestia) dla nas, żeby podjąć jakąś inicjatywę i przekonać się, co stanie się w naszej duszy, jeśli podejmiemy się jakiegoś wyzwania.

Przypisy:

  • Tommy Heinrich – wspinacz wysokogórski i fotograf. W 1995 roku jako pierwszy Argentyńczyk zdobył Mount Everest.
  • Linfografía – sposób diagnozowania polegający na obrazowaniu radiologicznemu węzłów chłonnych i naczyń limfatycznych.
  • Kari Kobler – przewodnik górski, bardzo doświadczony organizator wypraw w wysokie góry i ich lider
  • Mountain Madness – amerykańska firma organizująca wyprawy wspinaczkowe i trekkingowe
  • Wioska w Khumjung (w Khumbu), na północy Nepalu, leży na wysokości 3867 mnpm. Znajduje się tam największy w tym regionie klasztor buddyjski.
  • Pablo Betancourt – fotograf i wspinacz, zdobywca Aconcagui, Everestu i innych szczytów.

_________________________________________________________________________

Przygotowanie tego tłumaczenia było dla mnie nie lada wyzwaniem. To dotąd najdłuższy i najtrudniejszy tekst, jaki przełożyłam. Z jego powodu zarwałam noc, ale uważam, że było warto. Nie jest to tłumaczenie słowo w słowo. Czasami się tak po prostu nie da. Niestety końcowy komentarz autora był dla mnie zupełnie niezrozumiały, więc napisałam te kilka ostatnich zdań intuicyjne. Pewnie coś przekręciłam. Tłumaczenie przygotowałam w oparciu o tekst oryginalny i rosyjskie tłumaczenie ze strony Mundo Latino Rusia, przygotowane przez Ludmiłkę.

Źródło: http://alpinismonline.com/mz-notas.asp?id=10625

Rok temu zaczęła się Wielka Przygoda…

Rok temu, 7/04/2016 późnym wieczorem Facundo Arana pojawił się na lotnisku Ezeiza, żeby wyruszyć wraz z innymi członkami wyprawy w podróż do Nepalu. Tam rozpoczęła się trwająca blisko dwa miesiące przygoda jego życia – zakończona sukcesem ekspedycja na Everest. Gdyby ktoś chciał sobie przypomnieć te wydarzenia, to zapraszam do zapoznania się z kroniką wyprawy, którą wtedy na bieżąco prowadziłam:

Najnowsze różności…

Liz Rose: Z okazji urodzin mojego kumpla ze szczytu Everestu! Facundo, jestem szczęśliwa, że Cię spotkałam i wspólnie wspięliśmy się na 2 z 7 szczytów.

Źródło: https://www.instagram.com/p/BSTtOtMgj9b/?taken-by=lizrose5

Małe wyjaśnienie: Zdjęcie pochodzi z ubiegłego roku z wyprawy na Everest i zostało zrobione w jednym z wysokich obozów. Oprócz Facundo jest na nim młoda Kanadyjka – Liz Rose, która uczestniczyła w tej samej ekspedycji co Facundo. Zanim oboje wyruszyli w Himalaje, tego samego dnia (10/03/2016) wspięli się na Aconcaguę. Dla Facundo był to rodzaj treningu i sprawdzenia wydolności swojego organizmu, dla Liz jeden ze szczytów w Koronie Ziemi, którą konsekwentnie zdobywa. Przypomnę, że Korona Ziemi to najwyższe szczyty poszczególnych kontynentów (Everest, Aconcagua, McKinley, Kilimandżaro, Mont Blanc/Elbrus, Góra Kościuszki/Puncak Jaya, Masyw Vinsona).

Los Puentes de Madison: Feliz Comple Facu!

Źródło: Źródło: https://twitter.com/Puentes_Madison

Patrząc na to zdjęcie, można pomyśleć, że jest na nim  jakiś nastolatek, którego rozpiera energia, a okazuje się, że to Facundo, który postanowił z fantazją i impetem wkroczyć na salę teatralną. Ekipa Los Puentes de Madison rozpoczęła właśnie próby w sali Pablo Picasso, w Paseo La Plaza, czyli tam, gdzie docelowo sztuka będzie wystawiana. 

Zdjęcie z pomysłem od Facundo:

Źródło: https://www.instagram.com/facundoaranatagle/

Niby chwila relaksu przy kawie, ale na stole jakieś papiery, więc pewnie i tak praca, nawet w przerwie…

#06/05/2017 #FacundoArana #PabloRuiz #Niespodzianka:

Źródło: https://www.instagram.com/p/BSRzagrFHLp/

Na razie niewiele wiem o tym nagraniu, właściwie tylko tyle, że chodzi o znanego argentyńskiego piosenkarza Pablo Ruiza i datę 06/05/2017. Może Facundo wystąpi gościnnie na koncercie Pablo, który w tym roku świętuje 30 lecie kariery… Zobaczymy…

Everest 2016 – Namiot na szczycie świata…

To wygląda jak namiot na szczycie świata. Powyżej obozu 3 na wysokości 8500 mnpm od strony Tybetu…

Źródło: https://www.instagram.com/facundoaranatagle/

A swoją drogą, to szkoda, że ukazało się stosunkowo mało nagrań z wyprawy na Everest. Przecież jeden z uczestników ekspedycji – Szwajcar Nicolas Bossard wszystko dokumentował, a opublikowano zaledwie trzy odcinki z początkowego etapu podróży do obozu bazowego i jeden ze szczytu. Kto wie może z czasem powstanie z tych materiałów jakiś film dokumentalny, a może Facundo postanowił zachować te nagrania dla siebie.

Trailer rosyjskiego filmu – Everest 2016

W tym samy czasie, co ekspedycja TAGnepal, w której uczestniczył Facundo Arana, w Himalajach była też grupa rosyjskich wspinaczy z Klubu 7 Szczytów – oni również wspinali się Everest. Podczas swojej wyprawy Rosjanie kręcili film dokumentalny, którego premiera zastała zaplanowana na rok 2017. Facundo został wtedy poproszony o wypowiedź do tego filmu. Właśnie ukazał się zwiastun 3-częściowej produkcji o rosyjskiej wyprawie na Everest. Jest w nim kilkusekundowy fragment z wypowiedzią Facundo i innego uczestnika wyprawy TAGnepal – Aldo Valencia.

https://youtu.be/MUgXacT7pwI

Facundo powiedział, że nie jest tam po to, żeby zginąć, a Aldo że postanowił spróbować wspiąć się bez dodatkowego tlenu.

To, co można zobaczyć w tym trailerze dla mnie osobiście jest dość przerażające. Co innego oglądać piękne widoki i uśmiechnięte zdjęcia ze szczytu, a co innego zobaczyć tę stronę wyprawy…

Wideo znalazłam na YT Alli Oganesian, ale jego pierwotnym źródłem jest FB РД Студия

Źródło: https://www.facebook.com/rdstudia/videos/1821168118096982/

Mówisz i masz!

Kiedy dziś Facu pojawił się na Twitterze, jedna z użytkowniczek poprosiła go, żeby dodał jakieś zdjęcia z Everestu, albo z Aconcagua – takie w wysokiej rozdzielczości, żeby nadawały się na tapetę. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Facu dodał całą serię – z Aconcagua i z Everestu.

Jajajaj! Po jednym dla każdego! #Photo #Montaña #AssistCardExtreme #Everest #Aconcagua #NeverStop #2016 #SummitPush #PushALot

Źródło: https://twitter.com/Facundo_Arana

Piękne zdjęcia. Mi najbardziej podoba się pierwsze – to z Aconcagua. Jest takie surowe i prawdziwe. Pokazuje, jaki człowiek jest mały wobec potęgi tych gór. Uzbierała mi się już całkiem spora kolekcja pięknych górskich widoków do przyszłorocznego kalndarza.  

Wspomnienie z Everestu w Dia del Montañés

Wczoraj (05/08/2016) w Argentynie było święto Dia del Montañés (Dzień Gór?) Chyba to z tej okazji Facu na FB podzielił się zdjęciem z Everestu.

Z Tendi Sherpa. Zostały ostatnie metry. Wielki uścisk dla wszystkich! #NeverStop #Everest2016 #TheNorthFace #AssistCardExtreme #DonarSangreSalvaVidas

Jak fajnie ten wpis jest otagowany: jest wydarzenie, sponsorzy i idea – wszystko co ważne, jest zawarte w tych kilku słowach.

Źródło: https://www.facebook.com/facuarana

Everest 2016 – Nie mogło być lepiej…

W 2010 roku Facundo prowadził intensywne działania na rzecz kampanii DONAR SANGRE SALVA VIDAS. To wtedy założył na FB stronę poświęconą tej akcji. Facu sam ją prowadził, ale ostatnio stosunkowo rzadko tam zagląda, zamieszcza jedynie od czasu do czasu jakieś informacje związane z kampanią. W tym roku opublikował tam dwa zdjęcia ze szczyty Mount Everest i kilka słów komentarza:

Flaga już była na Evereście dzięki Pablo Betancourtowi i Fernando Grajalesowi i na Lhotse z Luco Badino i Tomi Ceppi. To był ogromny luksus mieć możliwość powrotu. Miałem najlepszy zespół i najlepszych partnerów. Towarzyszył mi Assist Card Extreme. Nie mogło być lepiej… 

Źródło: https://www.facebook.com/DonarSangreSalvaVidas/posts/1406163526067332

Widok ze szczytu jest imponujący!

Facundo Arana w TODO NIEVE o wyprawie na Everest

Facundo Arana: Prosiłem Boga, żeby pomógł mi to osiągnąć…

W 2012 roku podczas nieudanej próby, aktorowi nie udało się zrealizować trudnego planu i wspiąć się na szczyt Mount Everestu. W wywiadzie dla TODO NIEVE opowiada o szczegółach wspinaczki i swoich doświadczeniach. Pamięta dobrze każdy szczegół, każde uczucie i wszystkie trudy. Facundo Arana z całą pewnością nie zapomni tego, co przeżył podczas najbardziej ekstremalnej przygody, jakiej może spróbować człowiek – wspiącie się na wysokość 8848 mnpm – na szczyt Everestu – najwyższej góry świata. Aktor już próbował to zrobić w 2012 roku, ale z powodów zdrowotnych musiał zrezygnować. Ale 23 maja 2016 roku doszedł na wierzchołek i na Twitterze napisał „CUMBRE!!!” (SZCZYT!!!). Marzenie się spełniło.

  • Wyjechałem z domu 7 kwietnia, a wróciłem 6 czerwca*. To bardzo długo. Wspinaczka trwała w sumie 45 dni, w tym dziesięć dni zajęło nam przejście z obozu bazowego na szczyt i z powrotem.

Pytany, kiedy zaczął o tym marzyć, odpowiedział natychmiast:

  • Podobnie jak wszyscy, słyszałem opowieści o tej górze odkąd pamiętam. I choć zawsze czułem, że ona jest zbyt wielka dla mnie, to spoglądałem na nią z daleka. Ale czas zrobił swoje. Również znajomość z Tendi Sherpa, który prowadził naszą ekspedycję i z przewodnikami górskimi Fernando Grajalesem i Ulisesem Corvalanem, którzy mi pomogli i mieli ogromne znaczenie w całej tej historii.

Arana podkreśla również wsparcie Marii Susini – swojej żony, z którą ma trójkę dzieci, która odegrała kluczową rolę w spełnieniu jego pragnienia.

  • Mery jest niesamowita. W naszym domu lubimy myśleć, że możemy przekształcić nasze marzenia w prawdziwe przygody i je spełniać. Ona zawsze mnie zachęcała. Ale prawdą jest też to, że kiedy chodziłem po tych górach, a dni mijały – bardzo tęskniłem za rodziną. Byli ze mną na każdym kroku. Nigdy wcześniej nie wyjeżdżałem na tak długo. Wspaniale jest uświadomić sobie, że ma się gdzie wracać.

Ostatnie dni wyprawy były najtrudniejsze. 

  • Co najmniej trzy razy rozważałem, żeby zrezygnować. W drodze na Przełęcz Północną zacząłem zdawać sobie sprawę, na jakie niebezpieczeństwa jesteśmy narażeni – ogromna wysokość i zagrożenie lawinowe. Rozum zaczyna wysyłać ostrzeżenia. Trzeba się zatrzymać, przeanalizować to z samym sobą i podjąć decyzję. Oczywiście poszedłem dalej. Ale jakie to było trudne!

O warunkach pogodowych, jakie przyszło mu znosić, Facundo mówi:

  • Kiedy jest się na dużych wysokościach, zimno jest naprawdę bardzo dotkliwe, a dodatkowo atak szczytowy rozpoczyna się w nocy. Na szczęście nie było wtedy zbyt silnego wiatru, który robi ogromną różnicę, obniżając temperaturę od -20 stopni do dowolnej wartości…

Jednym z najsilniejszych przeżyć, które doświadczył, była śmierć sześciu osób, które wspinały się na szczyt, w tym samym czasie co on.

  • Idziesz i widzisz coś dziwnego, ale nie wiesz co to jest. Później okazuje się, że to są zwłoki. Nie wiem, co na ten temat powiedzieć. Nikt nie wyrusza w podróż, zakładając że zginie, ale kiedy tam jesteś, zdajesz sobie sprawę, że taka ewentualność istnieje, a mimo to, nie rezygnujesz. Tak to odczuwałem, ale to jest bardzo dziwne. Jeszcze dziwniejsza jest próba ubrania tego w słowa. Chciałem wnieść na szczyt moją flagę DONAR SANGRE SALVA VIDAS i prosiłem Boga, żeby pomógł mi zrealizować ten cel.

Facundo wrócił z wyprawy lżejszy o siedem kilogramów.

  • Zwykle tak bywa. To efekt odwodnienia, wysiłku i przebywania na dużych wysokościach.

Ale było warto, bo w najwyższym punkcie planety powiewała flaga DONAR SANGRE SALVA VIDAS – symbol jego kampanii.

  • Pomyślę o czymś nowym, żeby nadal promować tę inicjatywę.

W 2012 roku Facundo Arana próbował osiągnąć ten sam cel, ale nie udało mu się to.

  • Po trzynastu dniach musiałem zejść niżej z powodu obrzęku płuc i mózgu. Odpocząłem kilka dni i podjąłem próbę dołączenia do grupy, ale znowu nastąpił obrzęk – jeszcze silniejszy i musiałem ewakuować się śmigłowcem do Katmandu i zrezygnować. Mój przyjaciel Pablo Betancourt uratował mi życie. W dodatku, po tym, jak zadbał o moje bezpieczeństwo, wrócił w góry, żeby razem z Fernando Grajalesem namalować na szczycie litery na fladze.

* Facundo wrócił do Buenos Aires 3 czerwca, a nie jak napisano 6. 

Źródło: http://todonieve.com.ar/novedades/facundo-arana-le-pedi-a-dios-que-me-de-una-mano-para-poder-lograrlo/

Z bloga Facundo – o niektórych piosenkach z nowej płyty…

#7. Tú y Yo (Ty i Ja)

Ty i Ja… Piosenka nie może być prostsza. Mój Ojciec w 2008 roku omal nie umarł. Konieczna była operacja, ale było ryzyko, że jej nie przeżyje. Byliśmy tam. Byłem świadkiem ostatnich słów, które moja Mama powiedziała patrząc mu w oczy: „Dziękuję za wszystko…” Te same słowa Dziadek powiedział mojej Babci, tuż przed śmiercią… Potem Tato powiedział coś do niej, ale tego nie usłyszałem i nie chciałem wiedzieć. To było ich – prywatne. Zabrali go. Objąłem Mamę. Oni przeżyli ze sobą prawie czterdzieści lat, a teraz być może popatrzyli sobie w oczy ostatni raz. Wyobraziłem sobie, jak siedzą w kafejce „La Biela” przy stoliku dla dwojga i tak po prostu, milcząc, patrzą sobie w oczy. I słowa same się pojawiły. Muzyka też. Tak narodziła się ta piosenka. Kiedy dowiedzieliśmy się, że operacja przebiegła pomyślnie, a Tato dobrze ją zniósł, pierwszą rzeczą jaką zrobiłem, to zapytałem Mamę, co Ojciec jej powiedział. Spojrzała na mnie z uśmiechem: „Powiedział: „Zaraz wrócę…” i mrugną do mnie…” 

Źródło: http://facuarana.blogspot.com/

No i co teraz?! Jak po takiej historii można się czepiać tej piosenki?! Cały Facundo… W to co robi wkłada serce i duszę… I jeszcze to, jak opowiada o swoich rodzicach, dziadkach… Pisząc o nich używa wielkich liter – niby taki zwykły gest bez znaczenia, a w rzeczywistości mówi bardzo wiele… o szacunku i miłości do rodziców… Niby już jakoś tam „znam” Facundo, niby sporo o nim wiem, a znów mnie zaskoczył…

#2. La Ruta (Droga)

W San Antonio de Areco jest majątek (dwór) o nazwie „La Porteña de Areco”. Piękne miejsce. Para, która niedawno się poznała, postanawia wyruszyć do tego majątku wcześnie rano – jeszcze przed wschodem słońca. Dzieliło ich od tego miejsca 140 kilometrów, ale to nic! Zamierzali tam dojechać w ciągu kilku godzin. Nigdy tam nie dotarli*. W piosence wszystko jest opowiedziane  😉

Źródło: http://facuarana.blogspot.com/

* Nie dotarli do celu, bo co 5 kilometrów zatrzymywali się z wiadomych powodów…  😉

Morfeo!! Estás ahí??!! (Morfeuszu, jesteś tam?!)

Facundo szukał Morfeusza nawet na Evereście. Niestety tam go chyba też nie znalazł, bo nadal żali się na bezsenność… Króciutki filmik z „Dachu Świata” z życzeniami dobrego tygodnia od Facundo: 

Źródło: https://www.instagram.com/facundoaranatagle/

Prezentacja sprzętu wspinaczkowego Facundo Arana – The North Face (22/06/2016)

Pojawiły się kolejne zdjęcia z prezentacji sprzętu wspinaczkowego i kombinezonu Facundo w sklepie The North Face. Fotografie są doskonałej jakości. Pełny rozmiar po kliknięciu na zdjęcie.

Źródło: Nie znam pierwotnego źródła tych zdjęć, znalazłam je na https://www.mundolatino.ru/

O tej prezentacji pisałam już wcześniej. Więcej zdjęć oraz wideo z tego dnia można zobaczyć w moim wpisie z 22 czerwca 2016: http://facundoarana.blog.pl/?p=12863

Everest 2016 – kolejne zdjęcia

W wyprawie TAGnepal na Everest 2016 udział wzięła lekarka Maria Veronica Rainone, specjalizująca się w medycynie wysokogórskiej. Pani Veronica zabezpieczała medyczną stronę wyprawy. Nie wchodziła na szczyt, ale w obozach bazowych czuwała nad zdrowiem uczestników wyprawy. Doktor Veronica opublikowała dziś na swoim FB sporo premierowych zdjęć z wyprawy na Everest. Na kilku jest Facundo. Jest też sporo pięknych widoków.

Źródło: https://www.facebook.com/mariaveronica.rainone/media_set?set=a.10209894155413664.1073741839.1327100435&type=3&pnref=story