Daję na Owsiaka i jestem z tego dumna!

Zanim przejdę do tego, co napisałam w tytule, to chcę Wam coś opowiedzieć. Jakiś czas temu w mojej bliskiej rodzinie na świat przyszedł chłopiec, który urodził się dużo za wcześnie, bo w 29 tygodniu ciąży z wagą urodzeniową około 1100 gramów. Spędził w szpitalu prawie 3 miesiące, kilkakrotnie był podłączany do respiratora, miał przetaczaną krew, przeszedł dwie operacje. Po przyjściu na świat maluszek leżał na oddziale neonatologicznym, gdzie na niemal każdym urządzeniu widniało serduszko WOŚP. Podobno 90% specjalistycznego sprzętu na tym oddziale pochodzi „od Owsiaka” (informacja od tamtejszego personelu). Szukając wtedy w internecie jakiś informacji na temat wcześniaków przypadkiem natrafiłam na takiego mema:

Czytaj dalej

O odwadze i tchórzostwie

Ten wpis będzie głównie o mnie, ale zacznę go od słów, które Facundo zamieścił niedawno na Instagramie:

Jeśli ktoś powie Ci kiedyś, że jako muzyk czy aktor umrzesz z głodu, to pamiętaj, że wszyscy umrzemy, ale Ty miałeś odwagę umrzeć robiąc to co kochasz.

Czytaj dalej

Facundo Arana zadebiutował w Carlos Paz z En El Aire (28/12/2019)

W sobotę 28/12/2019 Facundo Arana zadebiutował w Carlos Paz z monodramem En El Aire. Spektakl wystartował z pewnymi problemami, bo w zaplanowanej dacie premiery w centrum Carloz Paz nastąpiła awaria sieci energetycznej i były przerwy w dostawie prądu. Facundo zadecydował o przełożeniu premiery spektaklu na kolejny dzień, a widzom którzy już przyszli do teatru zaoferował rozmowę i mini recital na saksofonie. Kolejnego dnia przedstawienie udało się już wystawić bez żadnych problemów. Spektakl trwał około półtorej godziny, a sala była niemal w całości wypełniona. Na lokalnych portalach ukazało się kilka zdjęć z tego przedstawienia:

Czytaj dalej

Finał serialu Pequeña Victoria

W środę 11/12/2019 stacja Telefe wyemitowała ostatni odcinek serialu Pequeña Victoria. De facto były to dwa odcinki połączone w jeden. Zastosowano ten zabieg, żeby uzyskać lepszy wynik ratingowy. Przyniosło to taki skutek, że Pequeña Victoria uplasowała się na drugim miejscu wśród najchętniej oglądanych tego dnia programów osiągając wynik 10,5 punktów ratingowych. 

Czytaj dalej

Australia i NZ z Facundo Arana i Marią Susini – Prolog

03/11/2019 rozpoczęła się wycieczka do Australii i Nowej Zelandii z Facundo Arana zorganizowana przez agencję turystyczną De Turista. Podróż potrwa 14 dni i będzie pełna atrakcji. Z ciekawostek wyczytałam, że w Auckland Facundo zamierza skoczyć na linie z wieży Sky Tower (wieża obserwacyjna i radiowa o wysokości 328 m). Na potrzeby tej podróży Facundo ponownie nawiązał współpracę z Assist Card, firmą ubezpieczeniową, która sponsorowała go podczas wyprawy na Everest.

Czytaj dalej

Facundo i Maria na inauguracji Movistar Arena (01/11/2019)

W piątek 01/11/2019 w Buenes Aires miała miejsce inauguracja Movistar Arena. Jest pierwsze międzynarodowe centrum rozrywki w Argentynie, podobne do tych, które można znaleźć w głównych miastach świata. Obiekt jest bardzo nowoczesny i może pomieścić do 15000 widzów. Działanie stadionu zainaugurował koncert Tini Stoessel, która licznie zgromadzonej publiczności (około 11000 osób) zaprezentowała swoje najnowsze show. Na widowni zasiadło wielu celebrytów, wśród nich Facundo Arana i Maria Susini z dziećmi. Z nagrań i zdjęć dostępnych w sieci wynika, że był to bardzo udany wieczór.

Czytaj dalej

Już wkrótce kolejna gala Fundaleu Famosos por la Vida

W poniedziałek wieczorem (26/08/2019) w Alvear Palace Hotel po raz kolejny odbędzie się doroczna uroczysta kolacja Fundacji Fundaleu Famosos por la Vida (Znani dla Życia). Udział Facundo Arana na tegorocznej gali został już zapowiedziany przez Fundaleu. Oczywiście będę się starała to wydarzenie zrelacjonować w miarę na bieżąco, ale zanim się ono odbędzie i zanim skupię się na zdjęciach i nagraniach wideo, to chciałabym jak co roku napisać kilka słów o celach Fundaleu i o tym po co rokrocznie organizowana jest gala Famosos por la Vida. Tym razem pozwolę sobie zacytować samą siebie, a dokładniej fragmenty mojego posta z 2017 roku, bo wydaje mi się, że tam dość zwięźle i jasno wszystko opisałam.

Czytaj dalej

Facundo Arana apeluje o sprawiedliwość #TodosPorRubio

Na całym świecie ciągle ma miejsce wiele okrucieństwa – wobec ludzi, wobec zwierząt, wobec przyrody… Jest tego tak dużo i dzieje się to tak często, że trochę nam to powszednieje i obojętnieje, ale tak nie może być… Nie wolno nam się na to godzić! Jest takie powiedzenie, że zło szerzy się wtedy, kiedy dobrzy ludzie nic nie robią i to jest bardzo prawdziwe stwierdzenie.

Czytaj dalej

Wakacje w Australii i Nowej Zelandii z Facundo Arana

Jakiś czas temu natrafiłam w internecie na coś w rodzaju oferty wyjazdu na wakacje do Australii i Nowej Zelandii w towarzystwie Facundo Arana i Marii Susini. Podróż miałaby się rozpocząć 3/11/2019 i trwać 14 dni. Oferta ukazała się na portalu DeTurista.com gdzie zamieszczono szczegółowy plan podróży, wymogi formalne jakie należy spełnić i cenę wyjazdu (Link w żródle). 

Czytaj dalej

Promocja Esteros del Iberá – moje podsumowanie

Plebiscyt na 7 Argentyńskich Cudów Natury wkrótce dobiegnie końca. Głosować można do 07/05/2019. Facundo Arana w parze z Virginią Gallardo promował w tym konkursie Esteros del Iberá – wielkie naturalne mokradła leżące w prowincji Corrientes. Virginia chyba pochodzi z tej prowincji, natomiast Facundo raczej nie ma żadnych bliższych konotacji z tym miejscem, ale zdarza mu się angażować w akcje związane z racjonalnym wykorzystywaniem zasobów wodnych, więc może z tego powodu go wybrano. Znaczącym argumentem w wyborze osób do tego typu projektów jest też ich rozpoznawalność i zasięgi jakie mają w internecie. Podejrzewam, że Virginia i Facundo zostali zwyczajnie komercyjnie wynajęci do promowania tego projektu i to ponoć za niemałe pieniądze, ale to już jest kwestia umowy między stronami i mi nic do tego.

Czytaj dalej

Kontrowersyjny wpis Facundo o Rominie Gaetani

Niedawno Facundo Arana opublikował na swoim Instagramie kontrowersyjny wpis dotyczący aktorki i wokalistki Rominy Gaetani, który odbił się dość szerokim echem w mediach internetowych. Facundo i Romina znają się od lat, kilka razy grali razem, chyba w Chiquititas, a już na pewno w Yago, Pasion Morena i Noche & Dia.

Czytaj dalej

#AconcaguaMusic – Podsumowanie i Moim zdaniem

#AconcaguaMusic to autorskie przedsięwzięcie argentyńskiego muzyka Javiera Calamaro, do udziału w którym zaprosił aktora i muzyka Facundo Arana. Celem Javiera było zagranie koncertu na możliwie największej wysokości. Wybór padł na Aconcaguę. Jego plan był ambitny i ciekawy, ale okazało się, że Javier nigdy wcześniej nie nie wspinał się w górach, w przeszłości nie był też nazbyt aktywny fizycznie – po prostu od ponad 30 lat grał rocka. Facundo doradził mu wtedy, żeby na jakiś czas wziął sobie urlop od muzyki i zaczął solidne przygotowania do wyprawy na najwyższą górę Argentyny. Nie chodziło tylko o przygotowanie fizyczne, ale też o nastawienie mentalne. O dziwo Javier zastosował się do tych rad i przez 9 miesięcy intensywnie trenował i chodził po górach.

Można przyjąć, że przedsięwzięcie, którego pełna nazwa brzmi Aconcagua Music Todos Arriba rozpoczęło się 22/11/2019 od konferencji prasowej zorganizowanej w hotelu Sheraton w Mendozie. Na podstawie informacji, które wtedy pojawiały się w mediach można było sądzić, że obaj artyści zamierzają zdobyć Aconcaguę, w międzyczasie zajmując się muzyką, jednak później okazało się, że na szczyt wybierał się jedynie Javier Calamaro, a Facundo pojechał na wyprawę, żeby go wspierać i się lepiej z nim poznać. Facundo na wyprawę zabrał saksofon i harmonijkę ustną, a Javier gitarę. Początkowo wszystko przebiegało zgodnie z planem. Ekipa bez problemu dotarła do bazy Plaza de Mulas, aby stamtąd wyruszyć do wyższych obozów. W ramach aklimatyzacji udało im się dotrzeć na wysokość około 5000 mnpm do Plaza Canada. Niestety w tym czasie w okolicach Aconcagui zapanowały bardzo niekorzystne warunki pogodowe – rozpętała się kilkudniowa śnieżyca i wiał silny wiatr, a co za tym idzie wychodzenie z bazy do wyższych obozów stało się niemożliwe. Niestety ze względu na swoje zobowiązania zawodowe Javier i Facundo nie mogli czekać w obozie na poprawę pogody i musieli zakończyć wyprawę bez osiągnięcia wierzchołka góry. W piątek 07/12/2018 opuścili Plaza de Mulas i wrócili do Mendozy, odkładając w czasie wejście na szczyt Aconcagui.

Ale zdobycie Kolosa Ameryki, to nie całe przedsięwzięcie #AconcaguaMusic, a tylko jeden z jego etapów. Kolejnym, chyba ważniejszym celem jest zagranie koncertu na zboczach najwyższej góry Argentyny i obu Ameryk. Na listopadowej konferencji prasowej ogłoszono, że recital Javiera Calamaro z udziałem Facundo Arana planowany jest na przełomie lutego i marca 2019 roku w obozie Plaza Francia na wysokości około 4200 mnpm. Oczywiście wszystko ma się odbyć w duchu troski o środowisko naturalne i w ramach samodoskonalenia.

Tak jak napisałam wcześniej plany były ambitne i ciekawe, ale rzeczywistość dość mocno je zweryfikowała. Po pierwsze, ze względu na niekorzystną pogodę Javierowi nie udało się nawet podjąć próby zdobycia Aconcagui, a po drugie pomysł koncertu na dużej wysokości jest już nieaktualny – rozważana jest inna lokalizacja.

Tyle faktów, a teraz chociaż mam niewiele informacji na ten temat i nie mieszkam w Argentynie, to i tak się trochę powymądrzam…

Cała ta „impreza” od początku była dla mnie jakaś dziwna, a im dłużej trwała, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że coś tu chyba jest nie tak z koncepcją, organizacją i planowaniem. Oczywiście nie chodzi mi o załamanie pogody i niepowodzenie w wyprawie na szczyt Aconcagui – to się zdarza i nikt nie ma na to wpływu. Dobrze, że Javier i towarzysząca mu ekipa mieli dość rozsądku, aby się nie pchać na szczyt za wszelką cenę. Góra tam będzie nadal stała i można na nią w każdej chwili wrócić, więc to że tym razem się nie udało nie jest żadną porażką. Moje zastrzeżenia dotyczą pomysłu na zorganizowanie koncertu wysoko w górach, na terenie Regionalnego Parku Aconcagui i łączenie tego z rzekomą troską o środowisko naturalne, co według mnie zakrawa wręcz na hipokryzję. Nie wierzę, że da się zorganizować mniej lub bardziej masową imprezę rozrywkową tak, że w jej miejscu nie zostaną żadne śmieci, odchody i zniszczenia. A skoro takie są realia imprez masowych, to moim zdaniem nie wolno ich organizować na terenie przyrodniczo chronionym. Tak jak pisałam wcześniej – od tego są sale koncertowe czy widowiskowe, stadiony, place a nie góry i rezerwaty przyrody. Bardzo się dziwię, że władze Parku podeszły do tego pomysłu z jakąkolwiek aprobatą. Na szczęście z niedawnych wypowiedzi Facundo Arana i Javiera Calamaro przytaczanych przez media wynika, że podczas pobytu w górach muzycy porzucili pomysł zorganizowania koncertu w Plaza Francia i obecnie rozważają jakąś lokalizację poza Parkiem Aconcagua, na przykład w dolinie Horcones. Podobno skłoniła ich do tego troska o środowisko. Super! Tylko gdzie była ta troska, jak wymyślali ten plan i go ogłaszali?! Wcześniej nie wiedzieli tego, co wiedzą teraz?! Jestem racjonalistką, dość twardo stąpającą po ziemi i nie kupuję tekstów w stylu: góra do nas przemówiła i nie dała nam pozwolenia… Panowie chyba zwyczajnie tego nie przemyśleli… A szkoda, bo teraz to wygląda trochę niepoważnie i mało profesjonalnie. Wydaje mi się, że firmując swoim nazwiskiem i twarzą jakieś przedsięwzięcie, to trzeba zrobić naprawdę dobry research, albo wynająć do tego dobrych fachowców. Może trzeba było najpierw pójść w góry, zorientować się co i jak, i dopiero wtedy zorganizować konferencję prasową i obwieścić wszem i wobec swój pomysł…

Nie wiem z czego to wynika, ale coraz częściej działania Facundo wydają mi się jakieś takie chaotyczne i nieprzemyślane… Czyżby syndrom Piotrusia Pana, albo kryzys wieku średniego? Mam nadzieję, że to tylko z zewnątrz tak wygląda, a wewnątrz Facu jest jednak mądrze poukładanym facetem, który ma właściwą hierarchię ważności i zdaje sobie sprawę, co tak naprawdę jest w życiu ważne. 

PS Wiem, że nic mi do tego, jak Facundo i Maria dzielą się obowiązkami, ale gdyby mój facet zostawił mnie na ponad dwa tygodnie z trójką dzieci i stadem zwierząt do oprzątania, żeby sobie pośpiewać na zboczu jakiejś góry, to chyba dłuuugo byśmy mieli „ciche dni”.

Skoro już w tym wpisie byłam taka złośliwa to będę też małostkowa i wypowiem się na temat tego, jak Facundo ubierał się podczas tegorocznej wyprawy na Aconcaguę. Nie wiem, może jestem dziwna i tylko mnie to raziło, ale on tam nosił koszule. Ok, były to koszule codzienne, sportowe – ale jednak koszule – takie na guziki i z kołnierzykiem. Facu na różne spotkania, wywiady, koncerty potrafił się ubrać aż za bardzo na luzie – w znoszony t-shirt i zwykłą bluzę, a na wyprawę w góry zabrał koszule i w obozie na wysokości ponad 4000 mnpm paradował w rozchełstanej koszuli na krótki rękaw… Sorry, ale moim zdaniem to dziwne… 

#AconcaguaMusic – Prolog i Moim zdaniem

Zanim zacznę relacjonować wyprawę #AconcaguaMusic postanowiłam podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami na ten temat. Będę oczywiście z zainteresowaniem śledzić losy tego przedsięwzięcia, ale uczciwie przyznaję, że kompletnie go nie rozumiem. Najpierw odniosę się do jego pierwszego etapu, czyli do próby wejścia na szczyt Aconcagui (6962 mnpm), po to żeby po drodze tworzyć muzykę i ją wykonywać. Dla mnie to kompletne nieporozumienie! Czy naprawdę trzeba zostawiać na kilka tygodni rodzinę i z narażeniem zdrowia i życia wchodzić na prawie siedmiotysięczną górę, żeby napisać piosenkę, czy na nowo ją zaaranżować?! Moim zdaniem jeśli ktoś ma w sobie tę iskrę, wenę, pomysł, to stworzy swoje dzieło wszędzie i miejsce nie będzie tu miało żadnego znaczenia. A granie muzyki w takich warunkach? To chyba jest jeszcze bardziej bez sensu niż pisanie tam piosenek… Pamiętam jakieś nagrania Facundo z Aconcagui z 2016 roku, na których było słychać głównie wiatr i on chce w takich warunkach grać na saksofonie? Ok, można sobie pomuzykować w bazie, czy na noclegu, dla przyjemności, czy zabicia czasu, ale żeby iść na taką górę, żeby tam szukać weny?! Według mnie to co najmniej dziwne… Przejdźmy do etapu drugiego, czyli do koncertu (recitalu) na wysokości 4200 mnpm Przede wszystkim nie wiem po co organizować koncert na takiej wysokości?! Artysta tworząc czy wykonując jakieś dzieło dąży chyba do doskonałości?! Czyli organizując koncert muzyczny należałoby zadbać o jak najlepszą jakość wykonania i odbioru, przede wszystkim o dobry dźwięk i o przyzwoite warunki dla publiczności, a także o własną jak najlepszą dyspozycję. A przecież tam jest raczej kiepska pogoda – silny wiatr, suche powietrze, zimno, czyli ogólnie mówiąc złe warunki dla przeciętnego człowieka.  Kolejna kwestia jest taka, że  to są przecież wysokie góry, tam chyba niczego nie ma… Trzeba będzie dostarczyć tam sprzęt, zbudować jakąś scenę, albo przynajmniej podest, jakoś osłonić muzyków i ewentualnych widzów od wiatru, stworzyć zaplecze… A co z prądem? No chyba, że to ma być koncert akustyczny. No a widzowie? Sztukę, w tym i muzykę tworzy się chyba dla publiczności, prawda?! Muzyka jest po to, żeby jej słuchać, książka po to, żeby ją czytać, a obraz po to, żeby go oglądać. A jest taka ewentualność, że widzów nie będzie tam wcale, albo będzie ich niewielu… Więc po co to?! Dla kogo?! Dla rozgłosu? Dla bycia w mediach? No i jeszcze ta idea, że to wszystko rzekomo jest dla dobra środowiska… Załóżmy, że jakimś cudem widzów będzie dużo. Sorry, ale nie uwierzę, że przy dużej grupie ludzi da się to tak zorganizować, żeby po tym wydarzeniu tamtejsze środowisko pozostało w nienaruszonym stanie. Facundo wspominał coś o workach, które każdy dostanie na swoje nieczystości i będzie z nimi musiał po imprezie zejść na dół. Czytałam, że podobna praktyka jest stosowana wobec wspinaczy chcących zdobyć Aconcaguę – do zezwolenia dostają specjalne worki i przy powrocie z gór muszą się z nich rozliczyć, to znaczy zdać odpowiednią ilość worków ze śmieciami, bo inaczej nałożona na nich zostanie kara finansowa. Ale ponoć jest to fikcja, bo mało kto pieczołowicie gromadzi swoje odpady i później znosi je na dół, w praktyce wygląda to podobno tak, że śmieci i fekalia zostają na górze, a na dole wspinacze zapełniają worki byle czym, żeby tylko się z nich rozliczyć.

Podsumowując… Mam wrażenie, że to jakiś dziwny performans, happening, sztuka dla sztuki… Mówienie o magii, mistycyzmie i spotkaniu muzyki z górą do mnie nie przemawia i obawiam się, że środowisku może to przynieść same szkody. Owszem, artysta będzie mieć na koncie kolejne niezwykłe „osiągnięcie”, ale co poza tym? Osobiście skłaniam się ku temu, że dostęp do pewnych miejsc powinien być jakoś bardziej reglamentowany, a dziwne pseudoartystyczne pomysły o niejednoznacznych skutkach nie powinny zyskiwać poklasku osób decyzyjnych. Ok, jeśli panowie artyści w ramach samodoskonalenia mają ochotę zdobyć Aconcaguę i po drodze zajmować się muzyką – niech to zrobią. To w końcu ich pieniądze (albo sponsorów), ich ryzyko, ich wybór. Ale moim zdaniem żaden koncert w takim miejscu jak Plaza Francia pod Aconcaguą nie powinien się odbywać. Do grania koncertów są specjalne sale, hale widowiskowe, czy stadiony, a nie góry. W sumie, to Argentyna nie jest moim krajem, a Andy to nie moje góry, więc co mnie to w ogóle obchodzi… Otóż obchodzi! Tak samo, jak obchodzą mnie Tatry, Himalaje, czy jakiekolwiek inne miejsce na świecie. Jest takie powiedzenie, że ziemi nie dziedziczymy po przodkach, tylko pożyczamy ją od naszych dzieci. Obyśmy mieli im co oddać… bo jak tak dalej pójdzie, to wszystko zadepczemy i zasypiemy śmieciami… Mimo wszystko życzę powodzenia…

Na koniec chcę jeszcze podkreślić, że to co napisałam jest tylko i wyłącznie moją subiektywną opinią. Być może wcale nie mam racji i niepotrzebnie się czepiam. Oby… Oby ten projekt rzeczywiście zwrócił czyjąś uwagę na konieczność dbania o środowisko i oby ludzie, którzy go zorganizowali i za niego odpowiadają byli w stanie nad wszystkim zapanować. Bo tak szczerze mówiąc, to czy jakaś piosenka powstanie, czy nie – to tak naprawdę niczego nie zmieni, ale jeśli po tym koncercie zostanie w górach wielka kupa śmieci, to będzie to miało ogromne znaczenie…

Czy Facundo Arana ma prawo być osobą prywatną?

W czwartek na Twitterze pojawiła się informacja, że w najbliższy weekend Facundo Arana przylatuje do Włoch, a konkretnie do Rzymu. W planach aktor miał podobno zamiar trochę pozwiedzać Wieczne Miasto, a w niedzielę zamierzał się spotkać z dość wąską grupą jego przyjaciół, czy znajomych, może też fanów.

Mnie osobiście ta informacja jakoś specjalnie nie podekscytowała, cóż… to po prostu kolejna podróż mojego ulubionego aktora, a to że będzie trochę bliżej niż zwykle, to przecież niczego nie zmienia, no może tylko tyle, że przez kilka dni będzie się znajdował na tej samej półkuli i w tej samej strefie czasowej co ja…

Kiedy informacja o przyjeździe Facundo do Rzymu wyszła na jaw, na Twitterze pojawiły się głosy niezadowolenia, a wręcz oburzenia, z tego że wizyta Facundo we Włoszech nie została wcześniej zapowiedziana publicznie (np w mediach społecznościowych) i że nie zorganizowano jakiegoś ogólnie dostępnego spotkania dla jego fanów z tej części świata. Kilka osób poczuło się bardzo zawiedzionych postępowaniem aktora  i oględnie mówiąc straciło do niego zaufanie i szacunek. Nie znam się za bardzo na internecie i mediach społecznościowych, ale takie coś to się chyba potocznie nazywa „gównoburza” (shitstorm?). 

Wydaje mi się, że Facundo od dawna przyjaźni się wirtualnie z kilkoma osobami z południa Europy (Grecja, Włochy). Jeśli dobrze pamiętam, to niektóre z tych osób odwiedzały go wcześniej w Argentynie. I to chyba w porozumieniu z nimi została zorganizowana ta wizyta. Co w tym dziwnego czy złego?! Dla mnie absolutnie nic. Przyjaciele, czy znajomi mieli ochotę się zobaczyć, to dogadali miejsce, terminy i się spotkali. Wydaje mi się, że nie ma o co „rozdzierać szat”… Każdy ma prawo spotykać się z kim chce i gdzie chce…

Praca Facundo, jego wystąpienia publiczne, koncerty, udzielane wywiady – to jest przestrzeń publiczna, do której każdy ma dostęp i wolno nam to oglądać, czytać, komentować. Reszta to sfera prywatna i z tej sfery wolno nam zobaczyć tylko to, co dana osoba publiczna sama zechce udostępnić – NIC WIĘCEJ! Jeśli Facundo postanowił przelecieć pół świata, żeby spotkać się z kilkoma wybranymi osobami to OK, jego prawo, wolno mu i nikomu nic do tego. Przyleciał tu za swoje pieniądze lub na koszt zapraszających go osób, zrobił to w swoim wolnym czasie, więc jakim prawem ktoś to w ogóle komentuje i ocenia?!

Tak sobie myślę, że ja to chyba nie jestem „prawdziwą fanką”, bo mimo mojej ogromnej sympatii dla Facundo, to jakoś szczególnie nie marzę o spotkaniu z nim. Wspólne zdjęcie i autograf nie jest dla mnie celem czy wartością samą w sobie, a na więcej podczas jakiegoś krótkiego spotkania w dużym gronie raczej liczyć nie można. W życiu zależy mi raczej na nawiązywaniu relacji z ludźmi, z którymi mam do czynienia na co dzień, a podczas kilkuminutowego spotkania ze znanym aktorem z drugiego końca świata, który w dodatku mówi w innym niż ja języku, nawiązanie jakichkolwiek relacji moim zdaniem jest zwyczajnie niemożliwe, a przynajmniej mało prawdopodobne. Bardzo cenię Facundo jako aktora i jako człowieka, uważam, że warto mówić o takich pozytywnych ludziach i upowszechniać ich postawę wobec życia, pracy, rodziny – dlatego prowadzę tego bloga, ale nawet przez myśl by mi nie przeszło, żeby jechać za nim do Włoch, czy gdziekolwiek indziej… Pewnie gdyby w mojej okolicy odbywało się jakieś otwarte spotkanie z Facundo, to poszłabym posłuchać i zobaczyć go na żywo. Pewnie gdyby nadarzyła się jakaś okazja, to poprosiłabym go o wspólne zdjęcie i skreślenie kilku słów dla czytelników tego bloga, ale to tyle… A gdyby to się z jakiegoś powodu nie udało to też nic wielkiego by się nie stało… 

A tu wybuchała jakaś afera, bo Facundo nie postąpił tak, jak kilka osób by sobie tego życzyło! Nie rozumiem skąd w ludziach bierze się tyle złości, tyle jadu, tyle pretensji. To chyba musi być jakiś mega egocentryzm. Na Twitterze pojawiły się wpisy typu: JA chciałam, JA marzyłam, JA żądam, MI się należy, JA mam prawo – bo wspierałam, bo obserwowałam, bo słuchałam, bo oglądałam, bo kupowałam płyty… A skoro nie dostałam tego czego JA chcę, to przestaję obserwować i szanować (przedstawiłam to w dużym uproszczeniu, ale tak to mniej więcej można podsumować). No przepraszam, ale to zupełna dziecinada. Jeśli się kogoś lubi, szanuje, kocha, to nie żąda niczego w zamian… Ciekawe czy te „rozczarowane” osoby kiedykolwiek zrobiły coś w tej sprawie? Czy zabiegały o takie spotkanie, czy kontaktowały się z Facundo, albo jego przedstawicielami? Przecież takie rzeczy da się zorganizować. Tylko, że ktoś musiałby się tym zająć – ktoś musiałby podjąć rozmowy, zebrać chętnych do uczestnictwa, uzgodnić terminy, wynająć salę, pokryć koszty, zorganizować pobyt, zapewnić bezpieczeństwo gościowi i uczestnikom – ktoś musiałby wziąć na siebie odpowiedzialność. Jestem pewna, że nikt w tej sprawie nawet palcem wcześniej nie ruszył, ale teraz narzekać i mieć pretensje to potrafią… 

PS Napisałam wcześniej, że jakoś nieszczególnie zależy mi na spotkaniu z Facundo, czy z jakąkolwiek inną znaną osobą, ale gdybym miała szansę jeszcze raz zobaczyć się z moją nieżyjącą już Babcią, gdybym mogła jeszcze raz się do niej przytulić i porozmawiać, to pojechałabym za nią na drugi koniec świata… Może jestem dziwna, może jestem z innej epoki, ale taką właśnie mam hierarchię wartości i dobrze mi z tym…

Nowy projekt teatralny z udziałem Facundo Arana?

Dziś pojawiła się pierwsza wzmianka o nowym projekcie teatralnym z udziałem Facundo Arana. To kolejny pomysł producenta teatralnego Javiera Faroni na obsadzenie w teatrze Facundo Arana. Chodzi o sztukę „Listy miłosne” autorstwa amerykańskiego dramaturga i powieściopisarza Alberta Ramsdella Gurneya Jr. Jest to wzruszająca historia wielkiego, ale bardzo skomplikowanego uczucia dwojga ludzi – Melisy Gardner i Andrew Makepeacea Ladda III. Dialog między nimi prowadzony jest w formie listów pisanych na różnych etapach ich życia – w momentach radości i szczęścia, ale i w chwilach dramatycznych.

Po sukcesie sztuki Los Puentes de Madison podobno zrodził się pomysł, żeby kontynuować dobrą passę duetu F. Arana – A. Gonzalez jednak aktorka miała podobno odmówić, bez wysłuchania jakichkolwiek argumentów. Do roli Melisy brano też pod uwagę argentyńską piosenkarkę i aktorkę Valerię Lynch, jednak obecnie ma ona zbyt wiele zobowiązań zawodowych i nie może zaangażować się w kolejny projekt. Obecnie trwają poszukiwania aktorki, z którą Facuno będzie mógł stworzyć interesujący duet. Sztuka ma być wystawiona w Mar del Plata.

Czytaj dalej